Wystarczą pierwsze słowa: „Bóg się rodzi…” – i nagle wszystko wokół się zmienia. Cichną rozmowy przy wigilijnym (a potem świątecznym) stole, ustaje brzęk sztućców, jakby ktoś nacisnął niewidzialny przycisk pauzy. Zostaje tylko dźwięk – dostojny, polonezowy, śpiew, który wciąga wszystkich.
Dla mnie te trzy słowa: „Bóg się rodzi…” są sygnałem, że zaczyna się prawdziwe Boże Narodzenie. A kolęda Franciszka Karpińskiego to więcej niż melodia – to dźwiękowe archiwum pamięci. W jej rytmie brzmią głosy tych, którzy kiedyś z nami śpiewali, choć dziś są już po drugiej stronie tajemnicy Świąt.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Nieprzypadkowo ta kolęda płynie rytmem poloneza. To taniec kojarzony z koronacjami i dworską dostojnością, z marszem królów i orszakiem historii. Według jednej z tradycji, melodia wywodzi się z poloneza koronacyjnego polskich monarchów jeszcze z czasów Stefana Batorego, choć badacze spierają się, czy ma rodowód dworski, czy raczej ludowy. Tak czy inaczej, polonezowy krok nadaje tej pieśni wymiar większy niż prywatne świętowanie.
Reklama
To tak, jakby hymn narodzin Boga splatał się z hymnem narodowej tożsamości. W polonezowej dostojności jest coś z marszu pokoleń: przez rozbiory, wojny, emigracje i powroty, przez osobiste dramaty i ciche zwycięstwa. Karpiński pisał tę kolędę pod koniec XVIII wieku, w czasach, gdy Polska zaczynała znikać z mapy Europy. Mógł napisać pieśń rozpaczy. Wybrał modlitwę: „Podnieś rękę, Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą…”.
Od tego momentu kolęda stała się tłem najtrudniejszych polskich chwil. Śpiewano ją pod zaborami jako pieśń nadziei na zmartwychwstanie ojczyzny, w czasie okupacji, podczas stanu wojennego i na Mszach za Ojczyznę, które odprawiał ks. Jerzy Popiełuszko. Rozbrzmiewała również na placu św. Piotra, gdy Jan Paweł II spotykał się z rodakami, a biało-czerwone flagi mieszały się z bożonarodzeniową iluminacją. Każde pokolenie dopisywało do niej swoją nutę przetrwania.
Reklama
Śpiewając Karpińskiego, uczestniczymy nie tylko w tradycji, ale w najgłębszej prawdzie wiary. Papież Polak pomagał głębiej interpretować słowa tej pieśni, mówiąc, że w polskiej duszy modlitwa i poezja to jedno: „Polacy śpiewają o Bogu, który się uniża, i o Ojczyźnie, która cierpi – i w jednej pieśni mieści się i modlitwa, i historia”. Jan Paweł II często wracał do tej kolędy, podkreślając, że jej pierwsza strofa to niebywałe spiętrzenie kontrastów, obejmujące całą przestrzeń między niebem a ziemią, że to „głęboka teologia Bożego Narodzenia”. Poeta odważył się bowiem opisać Boga ludzkimi oksymoronami: „Pan niebiosów obnażony”, „ogień krzepnie blask ciemnieje”. I być może dlatego ta pieśń tak nas porusza – bo w jej słowach i dźwiękach odbija się zarówno Ewangelia, jak i echo własnego życia. Bóg przychodzi w ciszy, w ludzkim losie. Kiedy śpiewamy tę kolędę, czujemy, że przychodzi nie tylko do Betlejem, ale do ludzkiego życia – cichego, kruchego, codziennego. Tajemnica tego święta nie ma nas jedynie wzruszać – ma nas przemieniać – jak powtarzał Jan Paweł II.
Norwid nazywał tę kolędę „światłem, które przebija mrok serc”, a Czesław Miłosz zachwycał się jej „uczciwością wiary” – prostą i bez patosu, łączącą modlitwę z historią, bez ucieczki od polskich ran. A ksiądz Jan Twardowski, zapytany kiedyś przeze mnie o tę kolędę, mówił z
charakterystyczną prostotą: że Bóg „nie wstydzi się, że jest taki mały”, i że święta to nie choinka, ale Dzieciątko. Dodawał, że tę kolędę trzeba śpiewać z całej duszy – tak jak wierzyć trzeba całym sercem, a nie tylko połową.
Nie bez powodu pieśń Karpińskiego bywa nazywana „królową polskich kolęd”. Zyskała ten tytuł nie tylko dzięki pięknu melodii i słów, ale także przez szczególną rolę, jaką odegrała w polskiej historii. Jest śpiewana od końca XVIII wieku, weszła do „Pieśni nabożnych”, a z czasem stała się niemal hymnem narodowym na Boże Narodzenie.
Tajemnica tej kolędy nie kończy się jednak na historii. „Bóg się rodzi” nie jest tylko opowieścią o Betlejem sprzed dwóch tysięcy lat, ani tylko o Polsce sprzed dwustu czy stu lat. Śpiewając ją, wyznajemy coś bardzo osobistego: że Bóg wciąż może rodzić się w ludzkim sercu.
