Reklama

Nauka

W krakowskim domu Matejki

Nagrodzony doktoratem honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego za – jak to nazwali uczeni – nadzwyczajną wiedzę historyczną. Bodaj najgenialniejszy przedstawiciel malarstwa historycznego. Choć współcześni zarzucali mu „staromodność”, on, świadomy przyjętej formy, malował swoją opowieść historyczną – ku przestrodze. Dla ratowania tożsamości narodu pokazywał potęgę Rzeczypospolitej, która upadła

Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 16-17

[ TEMATY ]

nauka

Repr./Mateusz Wyrwich

Jan Matejko w pracowni Szkoły Sztuk Pięknych. Kraków, 1891 r.

Jan Alojzy Matejko urodził się dziesięć lat przed Wiosną Ludów w kamienicy na Floriańskiej w Krakowie. Od dziecka był przekonany, że to jedno z najpiękniejszych miast. Niezbyt słusznego wzrostu, z głową pełną obrazów, uszczęśliwiony wracał po włóczędze do domu. Tu mieszkał przez pół wieku – z kilkuletnią zaledwie przerwą. Tu przyszedł na świat i stąd odszedł. W pokoju, w którym podobno się urodził, zapisano po łacinie: „Często sprawia Bóg, że wielkość zamyka się w małym kształcie”.

Właśnie przede wszystkim włóczęga pochłaniała chłopca, raczej nie nauka w szkole – niewiele brakowało, a zostałby z niej wyrzucony. Wybrał więc, ku niezadowoleniu ojca, malarstwo w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych. Jego rodzinnym „mecenasem” był starszy brat Franciszek – historyk i pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zauważył u Jana talent malarski, ale widział w nim też chłopaka o wielkiej wyobraźni patriotyczno-historycznej. Podrzucał mu więc stare ryciny do kopiowania oraz kroniki historyczne, których chłopak stawał się pasjonatem i dzięki którym nabywał ogromną wiedzę. Po sześcioletnich studiach pod kierunkiem wybitnych malarzy i pedagogów: Wojciecha Stattlera, Władysława Łuszczkiewicza i Józefa Kremera Jan Matejko otrzymał dyplom z wyróżnieniem. Jako niespełna piętnastolatek sprzedał swój pierwszy obraz historyczny: „Carowie Szujscy wprowadzeni przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego na sejm warszawski przed króla Zygmunta III”. Jako pracę dyplomową przedstawił obraz: „Zygmunt I nadaje przywilej szlachectwa profesorom Akademii Krakowskiej w roku 1535”. Otrzymał stypendium na studia zagraniczne, które kontynuował w Monachium i Wiedniu.

Uznany artysta

Rychło powstają pierwsze znaczące obrazy: „Jan Kochanowski nad zwłokami Urszulki”, „Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony wobec utraconego Smoleńska”, „Kazanie Skargi”, „Rejtan na sejmie warszawskim 1773 r.”. Jadwiga Stępieniowa w swej książce o Matejce opowiada, że podczas krakowskiej wystawy „jedna z arystokratek po obejrzeniu «Rejtana...» odwróciła się plecami do Matejki i wycedziła z przekąsem: «Trzeba to posłać do Petersburga, tam kupią». Artysta uśmiechnął się smutno: «Kupili żywych, czemu nie mieliby kupić malowanych?»”.

Reklama

Obrazy Matejki z czasem znalazły zarówno entuzjastów, jak i krytyków. Głównie z powodu swojej wymowy politycznej i społecznej. Jednak kolejne jego dzieła na długie lata, aż po dziś dzień, zawładnęły wyobraźnią Polaków. „Unia Lubelska”, „Batory pod Pskowem”, „Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem” przyniosły młodemu malarzowi wiele nagród i złotych medali. Wkrótce też Matejko stał się uznanym malarzem w Polsce i Europie, jego obrazy były kupowane za duże pieniądze. I tak pozostało już do końca jego życia.

Nagradzany na wystawach malarskich złotymi medalami Matejko mimo sławy i zaszczytów nie był obojętny na los innych. Dzielił się pieniędzmi nie tylko z dalszą rodziną, ale też ufundował liczne stypendia. Od 1873 r. przeznaczał jedną trzecią swoich dochodów z wystaw na Towarzystwo Bratniej Pomocy Artystów. Wspierał ochronki i instytucje charytatywne. Ogromną sumę, jak na swoje ówczesne możliwości, przeznaczał na broń dla powstańców styczniowych.

Żonaty już od ośmiu lat, z czwórką małych dzieci, malarz wykupił od rodzeństwa w 1871 r. kamienicę na Floriańskiej. I urządził ją na nowo. Przebudował budynek w środku i na zewnątrz. Ostatnie, trzecie piętro zostało przeznaczone na pracownię artysty. Wkrótce powstały tutaj szkice do monumentalnego dzieła „Bitwa pod Grunwaldem”, które zostało wystawione w 1879 r. Od 1873 r. Matejko był już dyrektorem Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie. Właśnie w szkolnej pracowni namalował m.in. „Hołd pruski” i „Sobieskiego pod Wiedniem”. To ostatnie dzieło ofiarował papieżowi Leonowi XIII jako „dar narodu polskiego”. Powstały kolejne obrazy sławiące polską historię, a wśród nich „Kościuszko pod Racławicami”. Matejko rozpoczął też cykl historyczny „Poczet królów i książąt polskich” i pracował równocześnie nad kolejnym wielkim obrazem z dziejów Polski – „Konstytucja 3 Maja”. Mimo wielości zajęć artysta wykonał i nadzorował swoje prace w kościele Mariackim. W roku śmierci – 1893 – zdążył jeszcze namalować, choć nie do końca, „Śluby Jana Kazimierza”.

Dom muzeum

Po śmierci malarza kamienica Matejków szybko została wykupiona przez założony przez krakowian Komitet Obywatelski. Transakcja została sfinalizowana dwa lata po śmierci artysty, zaś w jej piątą rocznicę otwarto muzeum. Zwiedzający mogli oglądać salon i sypialnię domu Matejków. Pokazano też prace malarza oraz jego przedmioty codziennego użytku. Dziś na Floriańskiej zgromadzonych jest sześć tysięcy eksponatów związanych z Janem Matejką oraz jego rodziną, jednakże wewnątrz kamienica została znacznie zmieniona. Odtworzone są salon, sypialnia i pracownia artysty, w pozostałych pokojach prezentowane są natomiast dzieła Jana Matejki oraz meble i inne przedmioty wykorzystywane przez niego jako malarskie rekwizyty. – Budynek był wielokrotnie przebudowywany, remonty powtarzały się co jakiś czas. Tu żyło przecież kilka pokoleń – wyjaśniła Jagoda Gumińska-Oleksy z sekcji edukacji Muzeum Narodowego w Krakowie. – W ogóle tak do końca nie bardzo wiadomo, jakie funkcje spełniały poszczególne pomieszczenia. Które z nich zajmowały dzieci? Do jakiego wieku? Zwiedzający pytają: Czy w tym pokoju Matejko spał, czy jadł? Ale przecież był to dom wielopokoleniowy, rodzinny. Przeznaczenie poszczególnych pokoi zmieniało się z biegiem lat. Nie wiemy też, jak wyglądały pomieszczenia, kiedy rodzice Jana Matejki zakupili dom, w którym pokoju mieszkał mały Jaś. Owszem, kołyska pochodzi z tamtego czasu, ale nie wiadomo, czy była ona przeznaczona dla Matejki. Bez wątpienia jednak była rodzinną kołyską.

Salon Matejków jest oryginalny i urządzony tak jak za życia Jana i jego żony Teodory. Salon jest jednym z nielicznych pomieszczeń, w których udało się zachować klimat tamtych czasów. Są w nim autentyczne meble, neorenesansowe, przywiezione przez Matejkę z Wenecji. Drewno pomalowane na czarno, inkrustowane marmurem. Sofa, stół, krzesła, mniejsze szafki, konsola z lustrem, sekretarzyk. – Wiemy, że tak salon wyglądał w 1880 r. – powiedziała Jagoda Gumińska-Oleksy i podkreśliła: – Wtedy Kraków i Galicję wizytował cesarz Franciszek Józef, który zażyczył sobie wizyty u Jana Matejki. Cesarz znał jego obrazy i je sobie cenił. Spotkanie odbyło się w salonie. Uczestniczył w nim również Juliusz Kossak, który namalował akwarelę dokumentującą salon i wizytę cesarza dla ówczesnej prasy.

Oprócz salonu w niemal nienaruszonym stanie pozostała również domowa pracownia artysty, choć już nie istnieje oryginalne okno – świetlik w suficie, które zastąpiono imitacją. Tutaj malarz spędzał większość czasu. Tu stały i stoją do dzisiaj ciężkie sztalugi Matejki. Na stoliku leży jeszcze oryginalna paleta, z której korzystał w dniu swojej śmierci, a nieopodal – autentyczna kaseta na farby. Stąd 1 listopada 1893 r. Matejko wyszedł do sypialni, gdzie zakończył swe ziemskie wędrowanie. Wiadomo, jak wyglądała sypialnia Matejki. Wiadomo też, że zmarł w łóżku, które jest eksponowane w muzeum.

2018-04-11 10:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sobota na… teologię!

Wierzysz w Boga, chciałbyś Go jeszcze bardziej poznawać albo nurtują cię pytania, na które szukasz odpowiedzi? Chciałbyś studiować teologię, ale z różnych powodów nie masz czasu i możliwości? Zatrzymaj się na chwilę w codziennym pędzie i wstąp na... Teologię w Mieście.

Projekt powstał z inicjatywy ks. Mariusza Jagielskiego, dyrektora Instytutu Filozoficzno-Teologicznego w Zielonej Górze jako propozycja dla tych, którzy chcieliby studiować teologię, jednak z różnych przyczyn nie mogą sobie na to pozwolić.

CZYTAJ DALEJ

Papież: nie wierzę szatanowi, ale wierzę i wiem, że istnieje

2020-02-18 14:42

[ TEMATY ]

papież

Franciszek

papież Franciszek

Grzegorz Gałązka

Obecność szatana w naszym życiu jest realna. Niektórzy twierdzą, że szatan nie istnieje, lecz że to my sami mamy w sobie na skutek różnych schorzeń tę tendencję do zła. To prawda, że jesteśmy zranieni, ale prawdą jest również to, że szatan istnieje i nas zwodzi – powiedział Papież w pierwszym odcinku nowego cyklu rozważań we włoskiej telewizji katolickiej TV2000. Tym razem są one poświęcone wyznaniu wiary: Credo.

Franciszek odniósł się do faktu, że chrzcielnemu wyznaniu wiary towarzyszy też wyrzeczenie się szatana. Zaznaczył, że przy tej okazji, nie mówimy, że wierzymy w szatana, bo to by oznaczało, że się mu zawierzamy. Wierzę jednak, że szatan istnieje, wiem że istnieje i muszę się przed nim bronić, przed jego zwodzeniem – dodał Papież.

Pierwszy odcinek papieskich rozważań nad Credo zaczyna się od pytania, czy w obliczu postępującej sekularyzacji wiara ma w ogóle szansę na przetrwanie. Franciszek przypomniał, że wielokrotnie w historii wydawało się, że chrześcijaństwo musi przeminąć. Wystarczy wspomnieć oświecenie czy nawet prześladowania chrześcijan w starożytnym Rzymie, kiedy sądzono, że pierwsi chrześcijanie będą też ostatnimi. Dzieje się tak – mówił Franciszek - bo stale trwa proces wymierzony w chrześcijaństwo, chcący je unicestwić, bo chrześcijaństwo jest postrzegane jako zagrożenie, „zagrożenie zaczynu”. Chrześcijaństwo tymczasem przetrwało, jednakże nie dzięki odniesionym sukcesom, lecz dzięki wytrwałości chrześcijan w konfrontacji ze światowością, z duchem tego świata.

Franciszek podkreślił, że rozwój chrześcijaństwa zależy od świętych, którzy zrozumieli, że Bóg jest ojcem, a nie jakimś czarodziejem z cudowną różdżką. Zaznaczył, że bardzo ważne jest, jaki obraz Boga przekazujemy naszym dzieciom. Jak najwcześniej muszą zrozumieć, że Bóg jest kochającym ojcem. Odwołując się do swego duszpasterskiego doświadczenia, Papież przyznał, że dziś wielu ludziom trudno się zwracać do Boga jak do ojca, bo ich doświadczenie ojca nie jest dobre, często zostali przez niego porzuceni.

CZYTAJ DALEJ

Policja odwołała Child Alert. 10-letni Ibrahim pozostaje pod opieką ojca

2020-02-18 20:15

[ TEMATY ]

dziecko

fsHH/pixabay.com

Służby belgijskie oficjalnie poinformowały, że życiu i zdrowiu Ibrahima nie zagraża niebezpieczeństwo. Chłopiec pozostaje w Belgii pod opieką ojca, a kolejne czynności może podejmować sąd. Child Alert został odwołany - poinformowała we wtorek polska policja.

Policjanci ogłosili Child Alert w poniedziałek o godz. 6.45. Zaginięcie 10-letniego Ibrahima zgłosiła jego rodzina, m.in. matka. Chłopca zabrał i wywiózł do Belgii były partner kobiety. Matka dziecka twierdziła, że mężczyzna ten jest pozbawiony praw do opieki.

We wtorek Child Alert został odwołany.

W godzinach wieczornych służby belgijskie poinformowały, że życiu i zdrowiu Ibrahima na chwilę obecną nie zagraża niebezpieczeństwo. Dziecko pozostaje w Belgii pod opieką ojca. Kolejne czynności dotyczące sprawowania opieki nad dzieckiem pozostają w kompetencji sądów — przekazała w komunikacie Komenda Główna Policji.

Jak zapewniono, od momentu zgłoszenia przez matkę uprowadzenia 10-latka jego odnalezienie traktowała priorytetowo.

Poszukiwania były prowadzone nie tylko w Polsce, ale i za granicą — zaznaczyła KGP. Na Twitterze funkcjonariusze podziękowali obywatelom za zaangażowanie i pomoc.

W rozmowie z PAP rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka poinformował, że polska policja cały czas prowadzi czynności w związku z zawiadomieniem o przestępstwie złożonym przez matkę 10-letniego chłopca.

W poniedziałek wieczorem Polsat News podał, że „z informacji prokuratury w Antwerpii wynika, że to matka Ibrahima złamała prawo, wywożąc go do Polski. Belgijski sąd rodzinny w październiku 2018 r. wydał wyrok, na mocy którego dziecko miało zostać w Belgii z ojcem, a nie z matką w Polsce”.

Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik poinformował we wtorek PAP, że rano wysłał pismo do ministra sprawiedliwości Belgii z prośbą o pomoc dotyczącą ustalenia stanu prawnego 10-letniego Ibrahima. Prokuratura Krajowa - podał wiceminister Wójcik - wystąpiła natomiast o przekazanie informacji o wszystkich orzeczeniach w tej sprawie, którymi dysponuje belgijska prokuratura.

Prokuratura Rejonowa w Gdyni, prowadząca śledztwo w sprawie uprowadzenia chłopca, zapowiedziała, że będzie ustalać sytuację prawną dziecka. Jak wyjaśniała rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk, śledczy dysponują dokumentem, przedłożonym przez matkę, z którego wynika, że belgijski sąd w lipcu 2017 roku opiekę rodzicielską na dzieckiem przyznał wyłącznie kobiecie.

Matka chłopca we wtorek przed południem stawiła się na policji w Antwerpii.

Policjanci powiedzieli mi, że nie będą zajmować się sprawą, bo według ostatniego wyroku z października 2018 r. władza rodzicielska jest przy obu rodzicach, ale sąd ustalił stały adres Ibrahima przy ojcu — powiedziała PAP kobieta.

Po informacjach o drugim orzeczeniu Prokuratura Okręgowa w Gdańsku skierowała wniosek do prokuratury w Antwerpii o wszczęcie postępowania na terytorium Belgii celem niezwłocznego zabezpieczenia dobra dziecka. Jednocześnie, zwróciła się o zweryfikowanie stanu prawnego, celem wyjaśnienia, któremu z rodziców przysługuje władza rodzicielska nad dzieckiem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję