Reklama

Owoce ducha

2018-12-05 11:10

Ks. Jakub Raczyński
Edycja częstochowska 49/2018, str. IV

Magda Nowak/Niedziela

Za nami spotkanie Kana Młodych – Duch może więcej. Czas przygotowań był intensywny. Praca wielu osób nieoceniona. Hojność ludzkich serc i portfeli również. Zaangażowanie wolontariuszy chwytało za serce. Przebieg i atmosfera spotkania bardzo budujące. Udział wzięło około 1000 młodych ludzi z naszej archidiecezji. By nikogo nie pominąć, chcemy każdego docenić, po prostu powiedzieć wszystkim: dziękujemy. By jednak zachować właściwe proporcje, trzeba nam powiedzieć jedno najważniejsze: Bogu chwała. Pozwólcie, że dziś przemówią uczestnicy spotkania oraz obrazy z wydarzenia

To co spotkało mnie w Hali Polonia, było niesamowite. Spotkałam Boga. Poczułam Jego obecność. Wyspowiadałam się jak jeszcze nigdy, czułam, że Duch pomaga mi podczas tej spowiedzi. Oddałam moje życie Bogu i czuję się bardzo szczęśliwa.

Ewelina, 16 lat 

Dotknęły mnie słowa ks. Rafała Jarosiewicza, który mówił o chłopaku, który miał dwie próby samobójcze. Kiedy szedł na pielgrzymkę, powiedział: „Jeżeli nie zobaczę tam Boga, to się zabiję” . Te słowa bardzo mnie wzruszyły, bo też miałam próbę samobójczą i w tym momencie jak to ksiądz mówił, to jakbym widziała siebie. Zeszłam na dół, uklękłam i podniosłam biały kamyk, symbol. Zaczęłam w duchu za wszystko Bogu dziękować...

Reklama

Sandra, 17 lat

Nie spodziewałam się, że Bóg będzie tak działał we mnie. Bardziej byłam nastawiona na dawanie jako wolontariusz niż na to, że tak mocno Pan Bóg będzie we mnie działał swoją łaską i mocą. Takim najważniejszymi momentami dla mnie było świadectwo Adama Woronowicza i adoracja. Zobaczyłam, że Jezus chce się zawsze ze mną spotykać i że nie mówi mi, że jestem gorsza czy niechciana. On mi mówi, że mnie kocha, że jestem chciana.

Kinga, 29 lat 

Najbardziej odczułam i naprawdę mocno przeżyłam spowiedź. Po zakończeniu spowiedzi nie potrafiłam powstrzymać radości i łez ze szczęścia i jestem pewna, że On to sprawił. Dopełnieniem mojej radości była modlitwa wystawiennicza. Odżyłam na nowo. W tamtym roku również byłam na tym spotkaniu, ale to co wydarzyło się teraz, było o wielokroć mocniejsze. Chcę również dodać, że przepiękne i bardzo szczere były świadectwa. Poznałam tylu wspaniałych ludzi i mogłam podzielić się z nimi moją radością.

Wiktoria, 16 lat

Od pewnego czasu modlę się o to, aby Bóg dał mi poznać, do czego mnie wzywa. Ostatnie wydarzenia wskazują, że jest to modlitwa za osoby konsekrowane i Kościół, który jest w kryzysie. Na adoracji prosiłam Pana Jezusa, aby dał mi poznać swoją wolę. Przyszła mi myśl taka, aby się modlić za te dzieciaki, które tu są, a które Bóg powoła do swej świętej służby. Gdy dzisiaj się  modliłam o poznanie woli Bożej, przyszła mi myśl: „A ty ze swej strony umacniaj braci”. Nie wiem, co te słowa znaczą, ale myślę, że w kontekście innych słów, które Bóg mi pokazał w ostatnim czasie, jest to wezwanie do modlitwy za osoby konsekrowane.

Gosia 

Szczególnym czasem była dla mnie adoracja, kiedy po raz pierwszy w życiu miałam Go tak blisko, tak tylko dla siebie, że pragnęłam, aby ta chwila trwała i trwała. Świadectwa, konferencje, możliwość spotkania i wspólnej modlitwy z tyloma wspaniałymi osobami i w końcu szczyt spotkania, czyli piękna Eucharystia, to wszystko wlało w moje serce jeszcze więcej wiary, siły do stawiania czoła codziennym obowiązkom i ochoty do podejmowania kolejnych zobowiązań na chwałę Pana.

Ewelina, 33 lata

Przyznałam sama przed sobą to, czego nie chciałam przyznać. Niby jestem osobą wierzącą, bo chodzę do kościoła, ale nie potrafię zaufać Bogu, nie potrafię uwierzyć w to, że On naprawdę ingeruje w moje życie. Nie potrafię się modlić. Poprosiłam Boga o jakiś gest, znak, żebym miała tę pewność, że jest, żebym mogłam Mu zaufać. Poprosiłam o odwagę w dążeniu do odkrycia mojej wiary. Poprosiłam o coś, co nauczy mnie modlić się, bo powtarzanie regułki, z której nic do mnie nie dociera, nie zaspokaja mnie. Wyznałam swoje słabości i postanowiłam zmienić pewne rzeczy w życiu. Cały czas przeżywam to, co się wydarzyło podczas Kany Młodych, jak i po niej. Nie są to rzeczy proste do zrozumienia, tym bardziej do opowiedzenia. Z jednej strony wydaje się to takie prawdziwe, a z drugiej – tak bardzo niemożliwe. Teraz wiem, że mój udział w Kanie Młodych nie był przypadkiem. Po tym wydarzeniu poczułam potrzebę zbliżenia się do Boga, zaufania Bogu i poszerzenia swojej wiary.

Ola, 17 lat

Najmocniejszym punktem dla mnie była modlitwa wstawiennicza. To właśnie wtedy poczułem działanie i obecność Ducha Świętego. Było to naprawdę niesamowite przeżycie, które skłoniło mnie do przemyśleń oraz spowiedzi świętej. Poczułem, że Bóg dotknął mego serca. Widziałem również przemiany innych osób, które uczestniczyły w spotkaniu – stawały się one wrażliwsze i silniejsze w wierze. Śmiało mogę powiedzieć, że emocje i uczucia z Kany Młodych towarzyszą mi do dzisiaj. Wołajmy więc za abp. Wacławem Depo, że Duch Święty może więcej!

Sebastian, 17 lat

Był to milowy krok w moim życiu, w mojej relacji z Bogiem. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tak dużą grupą ludzi w podobnym wieku, które wierzą w Boga. Podczas trwania całego wydarzenia mocno zaczęłam się zastanawiać nad moją wiarą. Wielu z moich przyjaciół jest ateistami, co niewątpliwie na mnie wpłynęło. Czułam, jak z każdym dniem oddalam się od Boga, przestałam się modlić, zaczęłam mieć wiele wątpliwości. Podczas adoracji poczułam coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Byłam najbardziej szczera przed Bogiem w moim życiu, zadałam Mu najbardziej nurtujące mnie pytania, po czym poczułam, jak ciepło ogarnia mnie od środka. Nie miałam już żadnych wątpliwości, że Bóg jest przy mnie i mi pomoże. Wszystkie troski odeszły na bok, była tylko ta chwila.

Marta, 16 lat

Dziękuję Bogu za to, że tam poszłam, wiele to wniosło do mojego życia. Przez pewien czas nie przyjmowałam Go do swojego serca i byłam zagubiona. Strasznie bałam się iść do spowiedzi. Podczas tego spotkania Bóg powiedział mi, że mnie kocha i że wystarczy powierzyć Mu swoje życie i ogłosić Go swoim Panem i Zbawicielem. Nie mogłam wtedy powstrzymać się od łez i w sercu ogłosiłam Go moim Panem i Zbawicielem. Poprosiłam, żeby pomógł mi Go odnaleźć i by prowadził mnie Jego ścieżkami. Wtedy ksiądz powiedział, że gdy zstępuje Duch Święty, ludzie odczuwają Go na różne sposoby, między innymi przez łzy. Gdy to usłyszałam, zaczęłam płakać jeszcze bardziej, ponieważ uświadomiło mi to, że Bóg bardzo mnie kocha i pragnie, abym była blisko Niego. Napełniona Duchem Świętym poszłam do spowiedzi. Odchodząc od konfesjonału, czułam ogromną ulgę i radość.

Kasia, 16 lat

Najbardziej poruszyły mnie świadectwa osób świeckich oraz adoracja Najświętszego Sakramentu, podczas której nie mogłam zapanować nad spływającymi po moich policzkach łzami. Czułam, jak Pan jest blisko, jak przemawia do mnie i obdarza mnie miłością. To niesamowite uczucie ciepła na sercu nie jest możliwe do opisania słowami – trzeba tam być, aby to poczuć. Z całego serca jestem wdzięczna Panu Bogu, że pozwolił mi uczestniczyć w tym spotkaniu i mam nadzieję, że w kolejnych latach również da mi uczestniczyć w tym wydarzeniu. 

Julka, 17 lat

Nadeszła chwila modlitw wstawienniczych, a tak się złożyło, że nie miałem okazji, a może odwagi nigdy wcześniej w tym uczestniczyć, postanowiłem podejść. Powiedziałem o moim problemie, jakim jest sprawa mojej rodziny, chwilę porozmawiałem z osobami mającymi się nade mną modlić, zamknąłem oczy i rozpoczęła się sama modlitwa. Po rozmowie i modlitwie spokojnie odszedłem na swoje miejsce i jakby cały świat przestał istnieć. W jednej chwili wszystko wokół przestało mnie interesować, skłoniłem głowę w dół, siedziałem tak 20 min. Czułem się z jednej strony szczęśliwy, że w końcu odważyłem się pójść na modlitwę wstawienniczą, a z drugiej strony przytłoczony tym wszystkim. Może nie byłem jeszcze gotowy na takie doświadczenie.

Kacper

Atmosfera, która tam panowała, była tak niesamowita, że nikt nie chciał stamtąd wyjść. Wszystko było bardzo dobrze zorganizowane. Pomyślano o poczęstunku, a także upominkach-modlitewnikach i płycie „Moc uwielbienia”. Było bardzo dużo wolontariuszy, którzy dopilnowali, aby każdy czuł się tam dobrze. Dzięki takim spotkaniom można poznać nowych przyjaciół.

Agnieszka, 16 lat

Podczas spotkania „Duch może więcej” najgłębiej przeżyłam procesję eucharystyczną i następującą po niej adorację. Podczas procesji czułam się, jakbym była na dworze wielkiego Króla. To oczekiwanie, oklaski i okrzyki na cześć Króla. Jego wejście było takie majestatyczne, pełne chwały i dostojeństwa. A my wszyscy na kolanach oddaliśmy Mu hołd. A potem adoracja. Jezus był piękny. Mimo że pełen majestatu, dostojeństwa, to jednak taki bliski. Patrzył na mnie, a ja na Niego. Piękne spotkanie. 

Ula

W trakcie całego spotkania było wiele mocnych momentów. Opiszę jedno – niezwykłą spowiedź. Na początku w ogóle myślałam, że do niej nie przystąpię, usprawiedliwiałam się, że w sumie to chyba mi nie jest potrzebna. Ale kiedy zaczęła się modlitwa uwielbienia, to w jakiś przedziwny sposób odezwało się moje sumienie, przypominały mi się grzechy i poczułam dużą i naglącą potrzebę sakramentu pokuty. Miałam takie przekonanie, że nie mogę podejść do modlitwy wstawienniczej, a już na pewno do Komunii świętej bez tej spowiedzi. No i zdecydowałam. Krążyłam po sali kilka razy, chciałam znaleźć jakieś cichsze miejsce, bo był megaharmider. Nie chciałam się spowiadać przy tym całym tłumie, wstydziłam się. Nie znalazłam cichszego miejsca, jedyny wolny ksiądz ze stułą stał prawie że w wyjściu na korytarz, gdzie non stop ktoś wchodził i wychodził. Myślę sobie, no serio? I podeszłam do księdza. I jak tylko zaczęłam mówić, ten lęk odszedł. Zniknął. Stałam wśród wszystkich i dosłownie krzyczałam księdzu do ucha swoje grzechy. Ludzie przechodzili obok, obijali się o mnie, a mnie już nie obchodziło, czy słyszą, co mówię, czy nie. Oni zniknęli z mojej głowy, bo Jezus przyszedł do mojego serca. I nie stresowałam się tym, że mówię o swoich problemach i że mam prawie łzy w oczach. Słuchałam tego, co ksiądz ma mi do powiedzenia i nie byłam rozproszona tym, co dzieje się wokoło.

Wiktoria, 22 lata

Niech Bóg będzie uwielbiony w tym wszystkim, co wydarzyło się w ludzkich sercach, umysłach i po prostu we wspólnocie Kościoła częstochowskiego. Dziękujemy jego pasterzom – abp. Wacławowi Depo i bp. Andrzejowi Przybylskiemu oraz Wydziałowi Ekonomicznemu Kurii Metropolitalnej. Dziękujemy tym, którzy z młodymi na to spotkanie dotarli, księżom za posługę sakramentalną. Dziękujemy naszym patronom medialnym, Tygodnikowi Katolickiemu „Niedziela”, Radiu Fiat, Radiu Jasna Góra. Również tym, którzy otaczali to spotkanie modlitwą. Do zobaczenia.

Ekipa wydarzenia Kana Młodych, Duch może więcej

Tagi:
Kana młodych

Niech wszystkie ludy sławią Ciebie, Boże

2016-04-27 08:50

Ksiądz profesor Waldemar Chrostowski
Niedziela Ogólnopolska 18/2016, str. 32-33

Fot. Graziako
Bazylika Matki Bożej Różańcowej w Lourdes – fragment mozaiki

W Kościele od początku wyłaniały się przeciwności i wyzwania, którym należało sprostać. W czasach apostolskich jednym z najważniejszych była odpowiedź na pytanie, czy wyznawcy Jezusa Chrystusa, którzy wywodzą się z pogan, muszą przestrzegać wszystkich przepisów Tory Mojżesza, czyli żyć według zasad religii żydowskiej. Gdyby tak, wtedy istniało niebezpieczeństwo, że chrześcijaństwo nie jest niczym więcej niż jednym z ugrupowań w obrębie judaizmu, co znacznie ograniczałoby jego misyjny charakter oraz ewangelizacyjne sukcesy św. Pawła i innych głosicieli Ewangelii. Kilkanaście lat po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa apostołowie zebrali się więc w Jerozolimie, by rozstrzygnąć ów dylemat. Wspierani przez Ducha Świętego wypracowali odpowiedź, która niosła wielką nadzieję: chrześcijanie pogańskiego pochodzenia nie muszą się poddawać obrzezaniu, natomiast powinni przestrzegać tych zasad moralnych, które wyraźnie odróżniają ich od pogan.

Dzięki dekretowi soboru jerozolimskiego otworzyło się ogromne pole pracy misyjnej, która zaowocowała najpierw ewangelizacją Azji Mniejszej i Europy. Spełniły się słowa psalmisty, że wszystkie ludy będą sławiły Boga, który w czasach Pierwszego Przymierza objawił życiodajną moc ludowi Jego wybrania. Spełniły się również starotestamentowe zapowiedzi wywyższenia Jerozolimy. Św. Jan umieszcza w Apokalipsie wizję Miasta Świętego, którego chwała nie ogranicza się do doczesności, lecz wspaniale wyraża w wieczności. Imiona dwunastu pokoleń synów Izraela wypisane na dwunastu bramach niebiańskiej Jerozolimy to symbol całego Izraela, który stał się bramą dla ludów i narodów, co umożliwiło im wejście i skorzystanie ze zbawczych łask Boga. Dwanaście imion dwunastu apostołów wypisanych na dwunastu warstwach muru niebiańskiej Jerozolimy to symbol Kościoła obejmującego i chroniącego wiernych, którzy do niego weszli. W nowej rzeczywistości nie potrzeba już krwawych ofiar ani dawnej świątyni, bo „świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek”.

Fundament wiary w Jezusa Chrystusa stanowi miłość, która motywuje do zachowywania Jego nauki. Jezus przed męką i śmiercią przygotowywał uczniów na swoje odejście i zapewnił, że nie pozostawi ich bez pomocy. Ponieważ życie zgodne z Ewangelią wymaga wielu niełatwych decyzji, Duch Święty nieustannie dostarcza Kościołowi niezbędnego światła i wsparcia. Tak było w czasach apostolskich i przez całą, liczącą prawie dwa tysiące lat, historię Kościoła. Tak jest również dzisiaj. Wśród dziejowych burz i przeciwności wyznawcy Jezusa, wspierani mocą Ducha Świętego, osiągają dar pokoju. Zabezpiecza on przed utratą ufności i lękiem, potwierdzając trwałą obecność Pana w Jego Kościele, i daje siłę do zachowywania Jego nauki.

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień
Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie wystarczy dać zupę

2019-05-26 22:10

Anna Skopińska

choroba

Maria Niedziela

Starsze małżeństwo. Ona chora, leży na łóżku, co chwila potrzebuje tlenu, by mogła oddychać. On porusza się o własnych siłach, ale po tylu przejściach z jego głową zaczyna być już coś nie tak. Dostaje niewielką emeryturę, z której oboje żyją, bo kobiecie, poza zasiłkiem pielęgnacyjnym, nie przysługuje nic – za wcześnie zaczęła chorować. Mężczyzna opiekuje się swoją żoną, choć proponowano mu wielokrotnie, by umieścił ją w jakimś ośrodku. Ale czy to byłaby miłość, która przysięgał jej przed ołtarzem?

kłopoty

Ich problemy – poza chorobą – rozpoczęły się prawie 20 lat temu. Z dobrego serca podżyrowali pożyczkę swojej kuzynce. Dobrze się jej powodziło, więc byli pewni, że szybko ją spłaci. Ale kuzynka zniknęła. Dług przeszedł na nich. Część emerytury zajął komornik. Żeby jakoś funkcjonować mężczyzna chodził po śmietnikach zbierając to, co jeszcze przydatne i dobre. Znajdował jedzenie, która przynosił dla swojej żony. Ale też inne rzeczy, które czasem sprzedał, ale najczęściej oddawał do punktu opieki środowiskowej, z której pomocy – w postaci zupy i paczek żywności, czasem lekarstw, korzystali. Oddawał dla innych potrzebujących. By jakoś odwdzięczyć się za tę zupę…

Czy to koniec?

I tak żyli w biedzie, chorobie, nękani przez bank, kolejnych komorników. Nawet w czasie jubileuszu punktu wystąpili jako długoletni podopieczni ze świadectwem, jak wspaniałą otrzymują pomoc. Dziś nikt z pracowników punktu nie chce powiedzieć dlaczego tak się stało. Czemu – wiedząc o tym, że małżeństwo ma problemy przez nie swoje zadłużenie – nie zaproponowano: przynieście papiery, może uda się je komuś pokazać, zobaczyć, wyprowadzić was z tego. Nic takiego nie było… Teraz, po latach, gdy mężczyzna, na którego głowie było wszystko – nie może spokojnie spać, ma lęki, boi się komukolwiek otwierać drzwi ich dwudziestokilkumetrowego mieszkania, czy nie jest za późno? Choć kobieta cieszy się, że może wreszcie skończy się ich koszmar, to jest jednak pewien żal. Choć go nie wyrażają. Bo to ludzie, którzy dziękują za każdą pomoc, za każdy nawet najmniejszy gest. I starają się widzieć dobro. W tym roku dostali pomoc ze „Szlachetnej Paczki”. Pokazują wypisane przez dziesiątki osób karteczki z życzeniami, z wyrazami solidarności i sympatii. Dla nich to ważne. Mają siebie, tyle przejść, radości i łez. Ale razem.

Empatia?

Ich historia, jak sami mówią – ludzkiej naiwności – pokazuje nie tylko to, by uważać. Ale bardziej może powinna dotknąć ludzi zajmujących się pomocą takim, jak oni. By wykazać więcej empatii w stosunku do drugiego człowieka. By zainteresować się nie tylko jego potrzebami materialnymi czy fizjologicznymi, ale też sytuacją w jakiej się znajduje. By dopytać: dlaczego? Często nie wystarczy talerz zupy… A wiele osób nie poprosi o nic więcej, bo się po prostu wstydzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem