Reklama

Nauka

Rakiety NASA z polskim napędem

Wojciech Rostafiński, żołnierz AK i uczestnik Powstania Warszawskiego, po wojnie stał się na wiele lat współpracownikiem tajnych projektów NASA. Jego nazwisko zostało umieszczone w Alei Zasłużonych nad Badaniami Kosmosu

Niedziela Ogólnopolska 30/2019, str. 42-43

[ TEMATY ]

Polacy

Archiwum NASA

NASA – prezentacja silnika rakietowego w 1968 r.

Jako pierwszy na świecie opracował kompletny matematyczny model zjawiska przechodzenia fal głosowych w przewodach zgiętych; potwierdzony doświadczalnie. Uczestniczył w projektach NASA związanych z badaniem dynamiki zespołu napędowego rakiet, a jego specjalnością stały się pompy i sprężarki. Inżynier Rostafiński w tym czasie sformułował nową nieokreśloną całkę, która została włączona do zaawansowanych tablic matematycznych. Był publicystą – jego prace drukowano na 4 kontynentach – i autorem książek popularyzujących zagadnienia fizyki oraz eksplorację kosmosu.

Nie marnował dnia

Wojciech Rostafiński, wnuk wybitnego naukowca i prekursora florystyki polskiej Józefa Rostafińskiego, a syn prof. Jana Rostafińskiego, urodził się 19 września 1921 r. w Warszawie. W profesorskim domu wychowywała się trójka dzieci: Anna, Wojciech i najstarszy Michał. Przy obiedzie uczyli się francuskiego, konwersując ze starszą panią, Francuzką. Wojciech Rostafiński wspominał: „Jak czegoś nie wiedziałem, albo któreś z mojego rodzeństwa, ojciec mówił: Idź do encyklopedii, wyciągnij, zajrzyj, przeczytaj. Takeśmy się uczyli obcowania z książkami i zdobywania wiedzy. (...) Pamiętam, że trzeba było zawsze przyjść o wpół do ósmej na wspólną kolację, kiedy to podsumowywano miniony dzień i planowano jutrzejszy oraz dalsze. W owym wspólnym rachunku sumienia dzieci zdawały sprawę z postępów szkolnych, ale i z tego, jak odnoszą się do siebie nawzajem, a także do innych ludzi ze swego otoczenia, co kto przeczytał, dokąd wybiera się na wycieczkę. Z każdego przeżytego dnia powinno było «coś zostać», nie mógł być zmarnowany”.

Uczęszczał do Gimnazjum Państwowego im. Adama Mickiewicza w Warszawie, gdzie zdał maturę w 1939 r. Był członkiem przedwojennego harcerstwa polskiego – 5. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej.

Reklama

Wojna pod opieką św. Antoniego

Po wybuchu wojny Wojciech podjął zastępcze studia w instytucie Wawelberga. Cała trójka rodzeństwa była w AK. Pewnego dnia gestapo zabrało rodziców i Annę. Po ośmiu miesiącach Pawiaka ojciec znalazł się w obozie w Stutthofie, matka z córką były najpierw w Ravensbrück, potem w Buchenwaldzie. Wszyscy szczęśliwie ocaleli, co uważali za skutek opieki św. Antoniego, obdarzonego przez rodzinę szczególnym nabożeństwem. W grudniu 1942 r. Wojciech ukończył konspiracyjną szkołę podchorążych i został żołnierzem dywersji w szeregach ZWZ, a potem AK. W 1944 r. brał udział w Powstaniu Warszawskim – jako członek plutonu „Rygiel”, którego później został dowódcą. Został odznaczony Krzyżem Walecznych, a na końcu powstania także Orderem Virtuti Militari (V kl.) oraz został awansowany na oficera. Jego nazwisko konspiracyjne to Bolesław Masławski, a pseudonimy: „Wojciechowski”, „Wojciech”. Po powstaniu trafił do niewoli niemieckiej, z której uwolnili go Amerykanie.

Sukcesy na emigracji

Po odzyskaniu wolności wyjechał do Francji, gdzie zaciągnął się ponownie do służby w Wojsku Polskim. W 1945 r. otrzymał akademickie stypendium z funduszów 2. Korpusu Polskich Sił Zbrojnych we Włoszech i rozpoczął studia na politechnice – écoles Spéciales – uniwersytetu w Louvain w Belgii. Już wtedy bezpieka inwigilowała jego całą rodzinę i przechwyciła kilkadziesiąt listów od ojca. Inżynier Rostafiński, jako uchodźca polityczny, nie akceptował sowietyzacji Polski. Na emigracji prezentował postawę niepodległościową. Odrzucał komunizm jako ideologię obcą narodowi polskiemu. W 1948 r. ukończył studia z dyplomem inżyniera. Po krótkim okresie pracy w hutach rozpoczął pracę w belgijskim przemyśle. Latem 1949 r. ożenił się z Marią Sikorską, studentką romanistyki w Louvain, a 17 stycznia 1952 r. urodził się ich syn Tomasz.

W sierpniu 1953 r. z małym Tomaszem przenieśli się na stałe do Stanów Zjednoczonych, gdzie w zagospodarowaniu się pomogła tamtejsza rodzina Marii. W 1961 r. Rostafiński znalazł pracę w Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA), w Cleveland, w stanie Ohio. Wtedy inżynierów naukowców najmowano dosłownie setkami, ponieważ ruszył wielki program lotów na Księżyc. Przepracował tam 33 lata. Było to najlepsze, jak twierdził, miejsce na świecie, jeśli chodzi o podniety intelektualne: praca ciekawa, że trudno sobie wyobrazić ciekawszą. Zajmował się przede wszystkim pompami na ciekły wodór i ciekły tlen oraz sprężarkami osiowymi do nowego typu silników odrzutowych stosowanymi w rakietach. Przez wiele lat kierował projektami zleconymi znanym firmom, m.in. Rocketdyne i Aerojet w Kalifornii i na Florydzie oraz uniwersytetom w Ohio i Wirginii. Był członkiem komisji oceny badań naukowych w dziale Aerospace w National Science Foundation w Waszyngtonie.

W tajnych projektach NASA

Prowadził też własne prace badawcze, które zaowocowały szeregiem opracowań naukowych, opublikowanych w NASA Reports. Co dziesiąty pracownik agencji w latach 60. był doktorem. Do tego grona dołączył Wojciech Rostafiński po ukończeniu studiów doktoranckich na Columbia University w Nowym Jorku, gdy w 1971 r. obronił pracę i otrzymał doktorat na wydziale matematyki stosowanej. Jego rozprawa dotyczyła zachowania się fal głosowych w przewodach zgiętych, co było wówczas dla badaczy sprawą tajemniczą. Jako pierwszy na świecie opracował kompletny matematyczny model tego zjawiska, i to potwierdzony doświadczalnie. Wygłaszał potem liczne odczyty z tego zakresu i ogłosił wiele prac drukiem. Uczestniczył w tajnych projektach NASA, związanych z badaniem dynamiki zespołu napędowego rakiet.

Z ramienia NASA prowadził audycje o kosmosie w Radiu Głos Ameryki w Waszyngtonie. Pisał artykuły popularnonaukowe do czasopism na czterech kontynentach. W sumie w prasie zamieścił co najmniej trzysta artykułów popularyzujących naukę, opisów z podróży oraz szkiców historycznych. Opublikował trzy książki, w tym „Niedostrzegalne światy” – książkę popularyzującą zagadnienia fizyki oraz eksplorację kosmosu. Jego prace do dziś są odnotowywane w Science Citation Index. NASA wyróżniła inż. Rostafińskiego dyplomami uznania za osiągnięcia naukowe, m.in. za sformułowanie nowej nieokreślonej całki, która została włączona do zaawansowanych tablic matematycznych. Reprezentował agencję NASA na wielu konferencjach naukowych i seminariach w USA i Kanadzie. Jako jedyny polski uczony na Zachodzie był przez wiele lat członkiem NASA Speaker’s Bureau.

Zawsze czuł się Polakiem, dlatego na emigracji prowadził Szkołę Polską w Cleveland. Obok takich profesorów, jak Alexander Schenker, Roman Szporluk czy Piotr S. Wandycz, otwierał konferencje Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce. Rostafiński był także wnikliwym obserwatorem i krytykiem polskiej rzeczywistości po 1989 r. Za bezinteresowną służbę dla kultury narodowej w 1993 r. otrzymał w Ambasadzie Polskiej w Waszyngtonie komandorię Orderu Odrodzenia Polski, a w 1998 r. komandorię Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Zmarł 6 lipca 2002 r. w Cleveland.

Wychowani do polskości

Syn Wojciecha Rostafińskiego – Tomasz Jan Rostafiński jest doktorem psychologii w Chicago, gdzie obok pracy naukowej prowadzi działalność w polskiej rozgłośni. Starsza córka – Karolina Rostafiński-Merk mieszka w Cleveland, a młodsza, Anna Rostafinski – w Lakewood (Ohio). Cała trójka rodzeństwa posługuje się biegle językiem polskim i propaguje go wśród amerykańskiej Polonii.

2019-07-24 11:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Deportacje i powroty Polaków „do” i „z” Kazachstanu

Z Anatolem Diaczyńskim, autorem książki O tych zapomnianych powiedzcie choć słowo – literatem, repatriantem z Kazachstanu – rozmawia Leszek Wątróbski.

Leszek Wątróbski: Przymusowe przesiedlenia ludności polskiej do Kazachstanu odbywały się w połowie lat 30. oraz w latach 1940-41. Wówczas to Polaków osiedlano w rejonie miast Akmolińsk, Kustanaj, Kokczetaw, Krasnoarmiejsk, Pietropawłowsk. Na tych obszarach powstawały miejscowości, którym Polacy nadawali własne nazwy, np. Kalinówka, Wiśniówka, Jasna Polana, Zielony Gaj, Konstantinówka. Piszesz o tym wszystkim w swojej nowej książce O tych zapomnianych powiedzcie choć słowo…

Anatol Diaczyński: Książka ukazała się jesienią 2019 r. Dedykowałem ją moim rodakom – Polakom przesiedlonym właśnie w 1936 r. z zachodniej Ukrainy do Kazachstanu, w setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. Książka ta ukazała się już wcześniej po rosyjsku i ukraińsku oraz w skróconej wersji po polsku. Było to jednak 20 lat temu i od tego czasu ze Wschodu wróciło do Polski tysiące repatriantów. Praktycznie nikt z nich o tamtych książkach nic nie słyszał.

CZYTAJ DALEJ

Prezydent Radomia zamierza pozwać producenta „Klechy”. Producent filmu odpowiada

2020-02-18 19:10

[ TEMATY ]

sąd

BOŻENA SZTAJNER

Producent filmu "Klecha" Andrzej Stachecki nie kryje zaskoczenia wypowiedzią prezydenta Radomia na temat skierowania do sądu pozwu przeciwko filmowcom. Prezydent Radosław Witkowski zapowiedział, że będzie domagał się od producenta filmu należnych kar z tytułu opóźnień. Przypomnijmy, że film w reżyserii Jacka Gwizdały opowiada historię ostatnich dni życia ks. Romana Kotlarza - męczennika radomskiego protestu robotniczego z czerwca 1976 roku.

- Jest już 10 miesięcy po planowanym terminie premiery, a filmu "Klecha" jak nie było tak nie ma. Mało tego, nie ma też rzetelnych wyjaśnień ze strony producenta i są zaległości w wypłatach dla statystów, dostawców usług i innych wierzycieli. W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak skierowanie sprawy na drogę sądową - napisał w swoim oświadczeniu prezydent Radosław Witkowski. Przypomniał przy okazji, że miasto jest koproducentem i decyzją Rady Miejskiej na realizację filmu przekazano 900 tys. zł. - Będziemy domagać się od producenta filmu należnych nam kar z tytułu opóźnień - zadeklarował prezydent Witkowski.

Producent filmu Andrzej Stachecki nie kryje zaskoczenia wypowiedzią prezydenta Radomia. Informuje też, że film znajduje się w końcowej fazie prac postprodukcyjnych. Dodaje, że o prowadzonych pracach oraz przejściowych trudnościach, jakie miały miejsce, zgodnie z umowami, informowani są okresowo koproducenci. Dotyczy to m.in. Ośrodka Kultury i Sztuki „Resursa Obywatelska”, do której zgodnie z zawartą umową koprodukcyjną co miesiąc przesyłane są raporty produkcyjne, a także przed kilkoma miesiącami skierowano pismo wskazujące, iż nie doszło do złamania umowy z Miastem Radomiem. Producent wystąpił także ze stosownym wnioskiem o aneksowanie terminu wiążącej umowy.

- Realizatorzy filmu pracują nad ostatecznym zgraniem dźwięku do filmu i wykonaniem korekty kolorystycznej obrazu. Opóźnienie w tych pracach było wynikiem rozwiązania umowy koprodukcyjnej Telewizją Polską S.A. w połowie 2019 roku, potrzebą wprowadzenia korekt oraz koniecznością zapewnienia uaktualnionego finansowania filmu - tłumaczy Radiu Plus Radom Andrzej Stachecki.

Dodaje, że przedstawiciele koproducentów filmu, którzy widzieli materiał roboczy po zakończeniu zdjęć do filmu i wyrażali swoje uwagi, zostaną zaproszeni do udziału w kolaudacji filmu.

Andrzej Stachecki poinformował również, że do prac nad filmem pozyskany został dystrybutor Monolith Films, wspólnie z którym przygotowany jest plan promocji i dystrybucji obrazu wyreżyserowanego przez Jacka Gwizdałę.

- W porozumieniu z dystrybutorem ustalona zostanie ostateczna data tegorocznej premiery, tak aby film skutecznie dotarł do jak najszerszej widowni - dodaje Andrzej Stachecki.

Obraz w reżyserii Jacka Gwizdały opowiada historię niezwykle brutalnych działań powstałej w 1973 roku tzw. "Grupy D", ściśle tajnego oddziału specjalnego do walki z Kościołem w IV Departamencie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zdjęcia były kręcone m.in. w Radomiu. Głównym bohaterem filmu jest ks. Roman Kotlarz, którego prześladowała Służba Bezpieczeństwa i który zmarł na skutek pobicia przez "nieznanych sprawców". Wszystko odbywa się w scenerii wydarzeń z protestu radomskich robotników w czerwcu 1976 r.

Ks. Roman Kotlarz w chwili śmierci miał 47 lat. Był inwigilowany przez ówczesne władze. W dniu protestu, 25 czerwca 1976 pobłogosławił uczestników tego marszu. Był potem nachodzony i dotkliwie pobity przez tzw. „nieznanych sprawców” na plebanii w Pelagowie-Trablicach, gdzie był proboszczem. Zmarł 18 sierpnia 1976.

Ks. Roman Kotlarz do dziś pozostaje w pamięci wielu osób symbolem walki robotników o wolność i godność ludzkiego życia. Proces beatyfikacyjny prowadzi diecezja radomska.

CZYTAJ DALEJ

Warszawa-Praga: Troska o dobro dziecka to nasz priorytet

2020-02-18 19:45

[ TEMATY ]

nadużycia seksualne

Warszawa Praga

©Tatyana Gladskih – stock.adobe.com

Troska o dobro dziecka i młodego człowieka to nasz priorytet. Jego krzywda nie polega tylko na tym, że zostało wykorzystane, ale również na tym, że jego opiekunowie jej nie dostrzegali lub nie interweniowali, by jej zapobiec. Dlatego diecezji warszawsko-praskiej podejmujemy wszelkie możliwe działania nie tylko, by przyjść z pomocą skrzywdzonym, ale również przeciwdziałać wypadkom oraz obojętności otoczenia – powiedział KAI ks. dr Dariusz Szczepaniuk, delegat biskupa ds. przyjmowania zgłoszeń w przypadku nadużyć seksualnych. Zwrócił uwagę, że diecezja warszawsko-praska była jedną z trzech pierwszych w Polsce, które zajęły się sprawą powołując specjalny Zespół ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży. 28 lutego Kościół w Polsce obchodzić będzie Dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystywania seksualnego małoletnich.

Diecezji warszawsko-praska była jedną z trzech pierwszych w Polsce, które zajęły się sprawą powołując specjalny Zespół ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, który poprzez specjalistyczne szkolenia przygotowywały się do przyjmowania zgłaszanych przypadków. W jego skład obok delegata biskupa ds. przyjmowania zgłoszeń w przypadku nadużyć seksualnych, którym od października 2013 roku jest ks. Dariusz Szczepaniuk i delegata biskupa ds. opieki duchowej i pomocy osobom poszkodowanym w przypadku nadużyć seksualnych, którym od maja 2015 roku jest ks. Zygmunt Wirkowski, są także psycholog – terapeuta, oraz adwokat - świecki prawnik. - Chcieliśmy w skuteczny sposób wesprzeć osoby pokrzywdzone oferując im konkretną pomoc duchową i psychologiczną – powiedział kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej, ks. Dariusz Szczepaniuk.

Kolejnym krokiem w diecezji warszawsko-praskiej w ochronie nieletnich były szkolenia zorganizowane dla różnych grup wiekowych i stanowych. Wzięli w nich udział kapłani z różnym doświadczeniem duszpasterskim, alumni Wyższego Seminarium Duchownego, osoby życia konsekrowanego oraz katecheci. Celem spotkań było uświadomienie, że problem występuje i faktycznie nas dotyczy, a więc nie jesteśmy z tego wyjęci. Specjalne szkolenia poprowadził między innymi o. Adam Żak SJ. Były także spotkania z psychologiem, adwokatem, kapłanem, który jest psychologiem, oraz z innymi osobami pracującymi z poszkodowanymi. Starali się: Wytłumaczyć zjawisko wykorzystywania seksualnego; Pokazać skutki jakie spowodowało w psychice ofiary i dlaczego ukrywają swój dramat; Po czym można poznać pewne symptomy świadczące, że osoba jest ofiarą wykorzystania. Zależało nam na tym, by móc jak najszybciej reagować, jeśli w otoczeniu znajdzie się ktoś, kto będzie wysyłał sygnały świadczące, że został skrzywdzony – powiedział ks. Szczepaniuk.

Kolejnym krokiem było wydanie i upublicznienie 27 września 2018 roku „Norm Ochrony Dzieci i Młodzieży oraz Zasad Praktyk Duszpasterskich w Diecezji Warszawsko-Praskiej”. Dokument ujmuje zasady postępowania w pracy z niepełnoletnimi oraz zawiera procedurę interwencji w przypadku uzyskania informacji o prawdopodobieństwie skrzywdzenia. –„Gdy krzywda zostaje ujawniona w trakcie sakramentu pokuty, należy podjąć próbę nakłonienia penitenta, aby ujawnił te fakty osobie trzeciej, posiadającej odpowiednie przygotowanie” - czytamy w tekście.

Obok przypomnienia o godności dziecka i młodego człowieka dokument jasno zaznacza, że nie do zaakceptowania jest werbalne naruszenie szacunku, w tym erotyzowanie języka w ich otoczeniu.

Przepisy przeznaczone są do stosowania we wszystkich parafiach, wspólnotach i dziełach diecezji warszawsko-praskiej - jako obowiązujące dla duchownych, świeckich wychowawców, nauczycieli, trenerów, animatorów, wolontariuszy, praktykantów i stażystów zatrudnionych na różnych stanowiskach i podejmujących różne zakresy odpowiedzialności.

Następnym krokiem było wydanie w 2019 roku Dyrektorium dotyczącego Zasad Funkcjonowania w Internecie Kościelnych Podmiotów publicznych oraz Osób Duchownych Diecezji Warszawsko-Praskiej. Czytamy w nim, że „media społecznościowe nie są sferą prywatnej aktywności duchownego(…) Powinny służyć do nauczania o Bogu i głoszenia Ewangelii”. Ponadto dokument jasno wskazuje, że profil duchownego w sposób jednoznaczny powinien zawierać informację o jego stanie kapłańskim poprzez umieszczenie zdjęcia z koloratką oraz, że komunikacja z osobami poniżej 15 roku życia powinna odbywać się w przestrzeni publicznej, bez prowadzenia komunikacji prywatnej.

- Trzeba mieć świadomość, że wiele przestępstw w materii wykorzystywania seksualnego dokonuje się obecnie właśnie w internecie, poprzez różnego rodzaju fora internetowe, czy czaty. Chodziło nam o uwrażliwienie na to co tam się dzieje szczególnie młodego duchowieństwa, by nie stawało się powodem przestępstwa, lub nie prowokowało w jakiś sposób do popełnienia przestępstwa. Szkolenia w tej materii przeszli już zarówno kapłani, jak i alumni – poinformował ks. Szczepaniuk.

Zapewnił, że szkolenia będą kontynuowane w kolejnych latach dla poszczególnych grup. – Z każdym rokiem jesteśmy bogatsi o nową wiedzę, nowe doświadczenia, oraz o rozwiązane już problemy. Im większa jest świadomość wśród osób duchownych, katechetów świeckich, czy w ogóle osób pracujących z dziećmi i młodzieżą, tym łatwiej nie narażać się na sytuacje budzące wątpliwości – powiedział kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej.

Od 2012 roku w diecezji warszawsko-praskiej było dziesięć zgłoszeń, przy czym nie dotyczyły one spraw bieżących, ale zdarzeń przeszłych. – Były takie sytuacje, że poszkodowany przychodził umówiony, ale także i takie, kiedy osoba decydowała się na to z marszu. Zdarzyły się również i powiadomienia listowne w których osoba wspominał, ale bez podawania konkretów. Wówczas starałem się zachęcić do osobistego spotkania w kurii, by mogła bardziej szczegółowo naświetlić problem i powiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło – powiedział delegat.

Podkreślił, że najważniejsze jest wówczas wysłuchanie osoby i poważne potraktowanie sprawy. Przyznał, że nie jest to proste, biorąc pod uwagę emocje, oraz wcześniejsze doświadczenia poszkodowanego. W większości przypadków osoby, które się zgłaszają mają uraz do kapłanów i Kościoła jako instytucji, dlatego staram się tak z nimi rozmawiać, by nie czuły się ponownie odepchnięte i pozbawione pomocy – zapewnił ks. Szczepanik.

Przyznał, że czasu nie da się cofnąć, ale można pomóc człowiekowi na drodze uzdrowienia psychicznego i duchowego. - Już samo powiedzenie głośno, tego co się wydarzyło, jest jakimś otwarciem się na pomoc, jest wyjść ku przyszłości. Nie jest to proces łatwy i mam świadomość, że nie da się od razu rozwiązać problemu – powiedział duchowny.

Podkreślił, że w diecezji warszawsko-praskiej do dyspozycji jest kilku różnych psychologów, jeśli chodzi o osoby pokrzywdzone. - Są oni biegli w tym temacie i mogą skutecznie pomóc. Nie narzucamy jednak nic osobie, dając możliwość wyboru, ponieważ to gwarantuje skuteczność terapii - podkreślił ks. Szczepaniuk.

Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem od 2017 roku każdy, kto ma informacje o przestępstwie molestowania dzieci i młodzieży jest zobowiązany zgłosić ten fakt na policję lub do prokuratury. - Nawet wówczas, kiedy nie było takiego przepisu, zawsze wskazywałem osobie pokrzywdzonej, że w każdej chwili, w każdym momencie ma Pani/ Pan możliwość pójścia i zgłoszenia tego przypadku do prokuratury – powiedział ks. Szczepaniuk.

Mówiąc o procesie kanoniczym zwrócił uwagę Kościół jako kuria ma dużo mniej środków i sposobów gromadzenia danych niż państwowe i jego organy ścigania. Wstępne dochodzenie kanoniczne może trwać ok. roku. Do nas należy wysłuchanie obu stron, świadków jeśli są, oraz zebranie opinii psychologa. Następnie przesyła się dokumenty do Kongregacji Doktryny Wiary, gdzie sprawa jest rozpatrywana. Dostajemy stamtąd wskazówki co dalej robić. Najczęściej Stolica Apostolska zobowiązuje biskupa do prowadzenia procesu karno-administracyjnego w diecezji. Na tym etapie opieramy się na dotychczasowym materiale dowodowym, oraz jeśli jest możliwość - staramy się zebrać nowe dowody i opinie biegłego psychologa. Następnie zapada wyrok, który aby był prawomocny, wymagane jest zatwierdzenie Stolicy Apostolskiej – tłumaczy kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej.

Zwracił uwagę, że jeśli trudno jest dotrzeć do dowodów, ponieważ np. sprawca czynu już nie żyje, wówczas decyzja należy do biskupa. Przeważnie w tego rodzaju sytuacjach dochodzi do umorzenia sprawy procesowej, co nie oznacza, że osobę pokrzywdzoną zostawia się samej sobie. Pozostaje wsparcie duchowe i psychologiczne – podkreślił duchowny.

Obecnie ok. czterech spraw toczy się jeszcze w diecezji w ramach wstępnego dochodzenia lub procesu. Było także pięć spraw w których mieliśmy odczynienia z postępowaniem cywilnym, czyli państwowym, które zostało już zakończone i kara została odbyta lub umorzona. Mimo to, trwają nadal procesy kościele. Trzeba mieć bowiem świadomość, że w momencie zgłoszenia sprawy do prokuratury, następuje zawieszenie procesu kościelnego do czasu rozstrzygnięcia. Po ogłoszeniu wyroku w sądzie państwowym, wznawiamy proces kościelny, nawet jeśli sprawa została umorzona w wyniku przedawnienia. Tak więc, każda sprawa toczy się na dwóch poziomach – zwrócił uwagę ks. Dariusz Szczepaniuk.

- Najcięższą karą kościelną, którą przewiduje prawo kanoniczne jest wydalenie ze stanu duchownego. Często zdarza się, że ks. jest suspendowany. Jest to kara czasowa, której celem jest doprowadzenie osoby do poprawy, zmiany swojego sposobu postępowania. Może ona trwać nawet kilka lat i wiązać się z zakazem wykonywania wszystkich, bądź niektórych czynności kapłańskich i posług. Po zakończeniu tego okresu, który może być z góry określony, bądź też nie - dochodzi do zdjęcia kary. Nie kieruje się jednak już takiego księdza do pracy z dziećmi i młodzieżą – zapewnił ks. Szczepaniuk.

Zgodnie z postanowieniem Konferencji Episkopatu Polski pierwszy piątek Wielkiego Postu będzie przeżywany w całym Kościele w naszej Ojczyźnie jako - Dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystywania seksualnego małoletnich. W diecezji warszawsko-praskiej odbędzie się Droga Krzyżowa w bazylice katedralnej ze specjalnymi rozważaniami w której weźmie udział pasterz diecezji, bp Romuald Kamiński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję