Reklama

W wolnej chwili

Na rybkę? Do Katanii

Cytrusy i winogrona wyhodowane na południowych stokach Etny, ulice wyłożone bazaltową kostką, zabytkowe świątynie, stare domy o tynkach w kolorze lawy i świeże ryby. Katania zachwyca przybyszów różnorodnością.

Niedziela Ogólnopolska 51/2019, str. 72-73

[ TEMATY ]

podróże

tradycja

Margita Kotas

Jedne z większych okazów – charakterystyczne mieczniki...

Jedne z większych okazów – charakterystyczne mieczniki...

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wiele jest powodów, by odwiedzić Katanię. To drugie co do wielkości miasto Sycylii jednych przyciąga zabytkami i swym barokowym klimatem, drugich – bliskością tajemniczej i wciąż groźnej Etny, jeszcze innych, rozmiłowanych w operze – postacią genialnego syna tego miasta, Vincenza Belliniego, który spoczywa w katedrze św. Agaty, a miłośników kuchni – słynną na okolicę pasta alla Norma, nazwaną tak na cześć jednej z oper mistrza. Cokolwiek jednak nie przywiodłoby nas do Katanii, wcześniej czy później, często nawet w sposób niezamierzony, trafimy w końcu na znajdujący się kilka kroków od katedry Mercato dei Pescatori – targ rybny i przepadniemy z kretesem. Ja przepadłam.

Scena operowa

Reklama

Saaaaarde! Freschisimmi! – Sardynki! Najświeższe! Nawoływanie sprzedawcy jest tak donośne, że podskoczywszy w miejscu, niemal wypuszczam z rąk aparat. Uśmiecha się do mnie od ucha do ucha, zadowolony z wrażenia, jakie na mnie zrobił. Chociaż nie o wrażenie przecież chodzi. Najważniejsze to szybko sprzedać towar, a ten jest naprawdę najświeższy – na katańskim targu swój połów z prowizorycznych straganów sprzedają miejscowi rybacy. Bazaltowa kostka placu ocieka morską wodą, w powietrzu ogrzewanym sycylijskim słońcem unosi się intensywny zapach morza i ryb. Słońce nie sprzyja świeżości wystawionego tu towaru, dlatego liczą się czas i szybkość. Wiedzą o tym zarówno katańskie gospodynie domowe, które ze znawstwem dokonują przeglądu zawartości straganów, jak i rybacy, którzy z werwą nawołują klientów do swoich stoisk. Okrzyki są nie tylko donośne, ale i niesamowicie śpiewne. Ich melodie, choć konkurencyjne, tworzą niezwykłą harmonię. Zaskakują doskonale postawione głosy rybaków. To zabawne, ale nie w Mediolanie, a właśnie tu, na katańskim targu rybnym, uświadamiam sobie najmocniej, że Włochy to kraj słynnych oper. Jakby nad targiem unosił się duch samego mistrza Belliniego. Otoczony ciemnymi kamienicami placyk jest sceną niezwykłej, powtarzającej się od wieków opery.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Królestwo ryb

Affogaaato! – Ośmiornica! – niesie się z jednej strony. Spaaada! – Miecznik! – odkrzykuje ktoś z drugiej. Orati, dentici! – trzeci głos zachęca do kupienia krewetek. Nie mniejsze wrażenie niż kunszt wokalny rybaków robi na mnie bogactwo ich połowu. Różnorodność ryb i owoców morza jest ogromna. Od drobnych sardynek po ogromne cernie i tuńczyki, ćwiartowane na życzenie klientów tasakami wielkimi niczym topory. Wyglądające jak straszydła żabnice, morszczuki, przeplatane koralem barweny, piotrosze niczym kosmiczne stwory z fantazyjną płetwą grzbietową, różne gatunki dorady, strzępiele, charakterystyczne mieczniki i pałasze ogoniaste – ryby o długich, płaskich ciałach przypominających ostrza piły; jedne rozciągnięte w całej swej długości, inne fantazyjnie zwinięte przez rybaka w rulony srebrzą się w słońcu Sycylii. Kalmary i barwiące ciemną sepią mątwy, a tuż obok małże i omułki. Małe ślimaczki, które desperacko starają się uciec ze skrzynki. Niektórym ta sztuka się udaje, jedne więc swoim ślimaczym tempem zmierzają pod stragany, inne po ich powierzchni suną w kierunku pęczków cebuli, które ni stąd, ni zowąd rozsiadły się wśród morskich stworzeń.

Królestwo ryb wciąga tak mocno, że przestaje się kontrolować czas. Fascynują zarówno różnorodne stworzenia, jak i rybacy, którzy panują niepodzielnie na swoich straganach. Mężczyźni o ogorzałych, pociętych morskim wiatrem twarzach z wprawą ćwiartują i filetują ryby, by po chwili rozpocząć swój wokalny popis nawoływania klientów. Główni aktorzy tego targowego spektaklu bez niechęci spoglądają w obiektyw aparatu, nic sobie nie robiąc z poplamionych rybimi łuskami i wnętrznościami swetrów. W naciśniętych na głowy czapkach, z papierosami w kącikach ust, posyłają szelmowskie uśmiechy turystkom – świadomi bycia częścią składową jednej z największych katańskich atrakcji.

W cieniu wybuchowej sąsiadki

Historia Katanii położonej u południowych podnóży Etny jest z nią dramatycznie spleciona. Miasto założone przez Greków w 729 r. przed Chr. na przestrzeni wieków było wprawdzie zdobywane i przechodziło z rąk do rąk, ale największe zniszczenia zadała mu natura. W 1669 r. część miasta i szesnaście okolicznych wiosek zalała lawa Etny. Z pomocą przerażonym mieszkańcom przyszła patronka miasta – św. Agata, to jej welon wyniesiony w procesji przez ludność zagrodził bowiem drogę i zmienił bieg lawy, która skręciła przed klasztorem Benedyktynów i spłynęła do portu, po czym wdarła się 700 m w głąb morza. Dziś miasto odbudowane w 1693 r., w dużej mierze ma kolor lawy, a wiele budowli w jego starej części jest pokrytych tynkiem z krzemionki robionej z pyłu wulkanicznego. Lawą, która wpłynęła do miasta w pamiętnym 1669 r., wybrukowano część ulic. Imię Etny nosi główna ulica Katanii Via Etnea, gdzie w l`ora del gelato – tzw. porze jedzenia lodów, godzinę przed zmierzchem – mieszkańcy miasta gromadzą się na passegiatę, wieczorny spacer. I choć często spoglądają w kierunku Etny, nie czują lęku, dumni jak ich odbudowane miasto. Nie bez kozery na jednej z bram miasta wykuto napis: „Podnoszę się z popiołów jeszcze piękniejsza”.

2019-12-19 09:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Tu każdy dzień jest świętem

Ładnych parę wieków temu nad malowniczą Rudą rozsiadło się cysterskie opactwo... I jak się rozsiadło, tak szczęśliwie nadal siedzi.

Co ja narobiłam? Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy po przyjeździe do Rud, to salwować się ucieczką. Tłum ludzi przed bazyliką i zabudowaniami klasztornymi, wypełniony parking i sierpniowy upał zniechęciłyby mnie skutecznie do pozostania, gdyby nie zamówiony nocleg w „klasztorku”. Wymarzyłam sobie te Rudy i gdy układałam trasę śląskiej rajzy, wiedziałam, że nie może ich zabraknąć na jej trasie. „Chciałam, to mam” – myślę, robiąc kolejne okrążenie w poszukiwaniu wolnego miejsca po niemałym wcale, ale przepełnionym parkingu. W końcu udaje mi się zaparkować i z niewielkim bagażem slalomem między ludźmi zmierzam do restauracji Cysterskiej, gdzie mam odebrać klucze do pokoju. „Ratunku!” – nerwowy tryb awaryjny włącza mi się ponownie, gdy staję w długim ogonku do bufetu. Uspokajam się w myślach, choć wyobraźnia podsuwa mi katastroficzne obrazy – nocleg mam zapewniony, ale czy uda mi się zdobyć miejsce w porze obiadu i czy ten tłum głodnych zostawi mi chociaż jedną roladę na ząb? Czego ja się właściwie spodziewałam? Przecież jest niedziela, Rudy mają status sanktuarium. Sądziłam, że tłumy pielgrzymów i turystów zdążają jedynie na Jasną Górę?... – Co dla pani? – kobiecy głos zza bufetu przerywa moje katastroficzne myśli. Krótka konsultacja z ks. Piotrem, który z zakasanymi rękawami zarządza restauracyjną salą i, jak się okazuje, domem pielgrzyma – i już jestem prowadzona do pokoju. Zaczynam myśleć pozytywnie – dwuosobowa „cela” na wyłączność, w której panuje błoga cisza, i zamówiony stolik w Cysterskiej sprawiają, że odzyskuję równowagę ducha. Postanawiam najpierw zwiedzić stare opactwo. A jest co zwiedzać. Nie ma za to tutaj tłumów i zbiory skarbca cysterskiego mogę oglądać niespiesznie i w spokoju. Gdy obcuje się ze zgromadzonymi tu zabytkami sztuki sakralnej, łatwo przenieść się w czasy sprzed wielu wieków.
CZYTAJ DALEJ

Archidiecezja krakowska popiera zachętę do otwierania kościołów w upały

2026-08-12 07:46

[ TEMATY ]

archidiecezja krakowska

upały

Karol Porwich/Niedziela

„Jeżeli (…) ktoś znajdzie w kościele również chwilę wytchnienia i schronienie przed wysoką temperaturą, to bardzo dobrze - być może skorzysta także duchowo” - w odpowiedzi na apel seniorów o otwarcie kościołów w czasie upałów napisał rzecznik prasowy Archidiecezji Krakowskiej, ks. Piotr Studnicki.

Archidiecezja Krakowska popiera zachętę do otwierania kościołów, przede wszystkim dlatego, że świątynie powinny być przestrzenią dostępną dla wiernych pragnących się modlić. Jeżeli podczas upałów ktoś znajdzie w kościele również chwilę wytchnienia i schronienie przed wysoką temperaturą, to bardzo dobrze - być może skorzysta także duchowo. Decyzje o godzinach otwarcia należą jednak do księży proboszczów, którzy najlepiej znają możliwości odpowiedniego zabezpieczenia i odpowiedzialnego udostępnienia konkretnej świątyni.
CZYTAJ DALEJ

Energetycy modlili się z kard. Krajewskim

2026-08-12 15:59

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Biuro Prasowe Archidiecezji Łódzkiej

Kard. Krajewski do energetyków: „Kochałeś czy nie?”

Kard. Krajewski do energetyków: „Kochałeś czy nie?”

„Kiedy spotkamy się z Panem Bogiem, to On nas nie będzie pytał o szczegóły, tylko zapyta: kochałeś czy nie?” - mówił kard. Konrad Krajewski podczas Mszy św. w parafii Zesłania Ducha Świętego w Bełchatowie. Eucharystia była sprawowana w intencji energetyków, elektryków, elektroników i ich rodzin przed przypadającym 14 sierpnia Dniem Energetyka.

W świątyni zgromadzili się przedstawiciele środowiska energetycznego, ich rodziny, kapłani oraz przedstawiciele władz. Mszy św. przewodniczył kard. Konrad Krajewski. Na początku liturgii proboszcz parafii, ks. kan. Władysław Staśkiewicz, zwrócił uwagę, że dla regionu i miejscowej energetyki jest to szczególnie wymagający czas. Prosił o modlitwę, aby podejmowane decyzje były rozwiązywane „myślą ewangeliczną i po Bożemu”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję