Słyszałam ostatnio następującą anegdotkę. Czym się różni człowiek północy od człowieka południa? Otóż człowiek północy planuje swoje życie, uczy się, żeby potem dobrze zarabiać, kupić dom, założyć rodzinę. A u człowieka południa horyzont – to najbliższy obiad. Nie wiem, ile jest w tym prawdy. Panuje jednak przekonanie, że ludzie południa są leniwi. Mój śp. Tato miał na to zawsze kontrargument: jeśli u nich jest tak gorąco, to każdemu by się odechciało pracować...
Faktem jest, że ta przypowiastka odzwierciedla dwie ludzkie postawy. Życie na dziś, i życie dla przyszłości. Obie wizje mają swoje racje i trudno jest jednoznacznie określić, jaki model życia jest właściwy. Na pewno jednak warto zastanowić się nad sobą: jaki model panuje w moim życiu?
Odwiedzałam kiedyś w szpitalu bliską osobę, ciężko chorą. Jej horyzont – wypisz, wymaluj był taki, oczywiście z konieczności, jak człowieka południa. Aby do obiadu, aby do obchodu lekarskiego, aby do mierzenia temperatury, aby do kroplówki, a potem – po kroplówce. Mimo to, przy niektórych łóżkach, na nocnych szafkach można było zobaczyć święte obrazki. Co świadczy o tym, że jeszcze coś w tym doczesnym świecie jest, co wykracza poza jego ramy. Czyli że horyzont bywa szerszy niż do dyżurki pielęgniarek.
Horyzontem duszy każdego człowieka jest życie wieczne. Czy myśli on o tym, czy nie, i tak go to kiedyś czeka. A życie wieczne ma tylko dwie opcje – niebo lub piekło. Mówię dwie opcje, bo przecież czyściec jest przedsionkiem nieba, więc kiedyś się tam zawsze dojdzie. I o tych dwóch opcjach warto więc czasem pomyśleć, gdy dokonuje się różnych życiowych wyborów.
I na koniec pytanie retoryczne: czy temu, kto ma niebo na ziemi, potrzeba jeszcze czegoś więcej?
Władze Nikaragui od 2019 r. systematycznie ograniczają działalność Kościoła katolickiego - wynika ze świadectwa dominikanina o. Rafaela Aragóna Mariny. Według przedstawionych danych zakazano ponad 26 tys. procesji, wydalono lub uniemożliwiono powrót do kraju ponad 310 duchownym, w tym czterem biskupom, zamknięto 1294 organizacje religijne oraz skonfiskowano 37 nieruchomości kościelnych.
Jak podkreśla duchowny, zablokowano również ponad 90 proc. rachunków bankowych diecezji, parafii i zgromadzeń zakonnych, od 2022 r. zamknięto co najmniej 17 katolickich mediów, a w świątyniach odnotowano ponad 110 przypadków kradzieży i profanacji. Księża pozostają pod stałym nadzorem policji, a władze mają ingerować także w treść głoszonych homilii.
Szósty dzień zapowiadał się na bardzo intensywny. Widać było, że na pielgrzymów czeka trudny odcinek drogi. Rzeczywistość okazała się prawie inna, a na końcu padały słowa: “Jak było pięknie”.
Pierwsza część drogi przebiegała przez trzy miejscowości połączone ze sobą. W Gubbio znajduje się wiele kościołów, ale na trasie był tylko jeden, taki przy wejściu do parku. Widać, że miał swoją piękną historię, a jest także odwiedzany przez pielgrzymujących do Asyżu, o czym świadczą wpisy w księdze pamiątkowej. Zasadniczo mapa wskazywała, że nic szczególnego w tej części drogi nie miało być. W zasadzie nie było, oprócz tego, że na jednym wzniesieniu obok drzewa wisiała kartka w języku angielskim, aby w razie chęci na kawę, czy wodę zadzwonić w dzwonek. Mając świadomość drogi i dalszej leśnej drogi, nie było lepszej opcji jak skorzystać. Młody Włoch, prowadzący w tym miejscu dom agroturystyczny, z radością przygotował kawę, która dodała energii na dalszą drogę- ostro w górę. Na trasie, już poza cywilizacją, znajdował się Erem San Pietro in Vigneto. To było na 16 km. Bardzo piękne i gościnne miejsce, gdzie służbę dla pielgrzymów odbywają wolontariusze. Szef, pan Benedetto, na starcie częstuje zimną wodą i espresso. A w tym miejscu odpoczynku można było spotkać innych pielgrzymów m.in. z Chorwacji. Zaskoczyło mnie bardzo, gdy usłyszałem łamany język polski. Była to siostra zakonna, która wraz z grupą włoską podąża także do Asyżu. (Jeżeli dobrze zrozumiałem). Po krótkim odpoczynku przyszła pora na ostatni etap. Najtrudniejszy, ale bardzo malowniczy. Jezioro di Valfabbrica dodawało uroku pięknym, górskim widokom. Minusem było to, że ¾ tego etapu szło się ostro w górę. Pod koniec drogi czekała mnie miła niespodzianka. Wyczerpany kilkoma kilometrami w górę, nagle dotarłem do zabudowań. Starsze małżeństwo zaczęło machać do mnie, żebym usiadł i odpoczął. Skorzystałem z tego zaproszenia. Niestety niefortunnie promienie słoneczne, a było w tym momencie tylko 31 stopni, zaczęły nagrzewać moją sutannę, lecz udało mi się wygospodarować kawałek cienia pod parasolem. Pani gospodyni zaproponowała tradycyjną włoską kawę, z domu słychać było intro “Mody na sukces”, gospodarz wskazał mi źródełko z chłodną wodą dla pielgrzymów. Dowiedziałem się, że w ich parafii posługuje ksiądz z Polski, ksiądz Krzysztof i, że bardzo tego kapłana szanują, wręcz kochają. Miło słyszeć takie słowa. Nie można też nadużywać gościnności, więc po wypiciu kawy i krótkiej rozmowie poszedłem dalej, w górę, kończąc ten etap drogi. Na zakończenie dnia Eucharystia. Asyż coraz bliżej.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.