Reklama

Kościół

Wrzawa wokół Ojca Pio

Tysiące ludzi chciało się u niego spowiadać. Tłumy wypełniały kościół, gdy odprawiał Mszę św. I działo się tak pomimo tego, że stanowczo domagał się od wiernych porzucenia grzechów i zawierzenia całego życia Bogu. Ojciec Pio to jeden z najbardziej znanych świętych w historii świata. Opowiada o nim Beata Grzyb, od 20 lat przewodniczka w sanktuarium w San Giovanni Rotondo.

Niedziela Ogólnopolska 29/2022, str. 28-29

[ TEMATY ]

św. o. Pio

Krzysztof Tadej

Niezmienione ciało św. Ojca Pio spoczywa w szklanym sarkofagu w San Giovanni Rotondo

Niezmienione ciało św. Ojca Pio spoczywa w szklanym sarkofagu w San Giovanni Rotondo

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Krzysztof Tadej: W San Giovanni Rotondo przez 52 lata mieszkał i modlił się Ojciec Pio. Mówił, że po śmierci będzie czynił wiele dobra... Czy odczuwa Pani działanie świętego stygmatyka?

Beata Grzyb: Rzeczywiście Ojciec Pio powiedział, że będzie wspomagał ludzi po swojej śmierci i że będzie wiele szumu wokół niego. Użył dokładnie włoskiego słowa chiasso, które oznacza hałas, szum, wrzawę. Muszę przyznać, że jego słowa się spełniły.

Jak dzisiaj pomaga Ojciec Pio?

Wiele osób z całego świata modli się za jego wstawiennictwem, a on im pomaga. Niektórzy przyjeżdżają do San Giovanni Rotondo i modlą się przy jego grobie, inni piszą listy, wysyłają prośby mailem, uczestniczą we Mszach św. transmitowanych za pośrednictwem internetu. A później docierają do nas tysiące świadectw od osób, które otrzymały łaski. I tak robi się szum, o którym mówił Ojciec Pio.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Czy jest jakaś sytuacja związana ze stygmatykiem, o której zawsze będzie Pani pamiętała?

Było ich wiele. W ciągu ostatnich 20 lat np. bardzo często spotykałam ludzi, którzy za wszelką cenę chcieli się dostać do szpitala założonego przez Ojca Pio. Dla nich była to ostatnia deska ratunku. Mieli nadzieję, że tutaj wyzdrowieją. Pierwszy oddział szpitala powstał w 1954 r. i Ojciec Pio osobiście go poświęcił. Dwa lata później nastąpiło oficjalne otwarcie szpitala. Zakonnik nazwał go Domem Ulgi w Cierpieniu. Od tego momentu zaczęło tu przyjeżdżać wielu chorych. Oczywiście, również Polacy. Do końca życia będę pamiętała spotkanie i rozmowy z Żanetą, która przyjechała z Polski. Lekarze zdiagnozowali u niej nowotwór mózgu, ale nikt nie chciał podjąć się operacji. Podróż do San Giovanni Rotondo była dla niej podróżą ostatniej szansy. Walczyła o życie. Liczyła, że tutaj zostanie zoperowana.

Jakie były jej losy?

Zrobiono szczegółowe badania. Profesor, który się nią zajmował, powiedział mi później, że jak zobaczył wyniki, to nie spał całą noc. Następnego dnia powiedział Żanecie, że operacja się nie odbędzie, że jej stan zdrowia już na to nie pozwala. Myślałam, że ta piękna 33-letnia dziewczyna będzie załamana. A co się wydarzyło? Powiedziała: „Beato, nie będę operowana, trudno..., ale ten czas, który spędziłam w Domu Ulgi w Cierpieniu, był wspaniałym okresem. Jestem taka szczęśliwa! Znałam szpital z książek, z fotografii. Mogłam z okna oglądać klasztor, w którym mieszkał i modlił się Ojciec Pio. Dlatego wracam do Polski radosna i uśmiechnięta”. Pod koniec pobytu zeszła do sklepików przy sanktuarium i kupiła różańce, obrazki, którymi chciała obdarować znajomych w Polsce. Chciała – jak mówiła – dać im coś z miejsca związanego z Ojcem Pio. Dla mnie jej postawa była zaskakująca. Zobaczyłam, że nawet w najtrudniejszych życiowych sytuacjach Ojciec Pio potrafi dodać ludziom otuchy i przekazać im jakąś niewyobrażalną siłę. Dla mnie cudem były jej spokój i pogoda ducha.

Reklama

Czyli Ojciec Pio nadal działa...

Mogę to potwierdzić. Znam wiele sytuacji, które o tym świadczą. Nie zostawia ludzi samych z ich cierpieniami. Pomaga, odpowiada na prośby. Kiedy czytam wspomnienia o życiu Ojca Pio, urzeka mnie to, że sam wytrwale znosił pojawiające się cierpienia. Nie poddawał się. Walczył do końca.

Pani również walczyła... 20 lat temu, w czasie kanonizacji Ojca Pio w Watykanie, połączono się z San Giovanni Rotondo. Na telebimie można było zobaczyć tysiące ludzi. Radosnych, wymachujących chorągiewkami. Ale w tym czasie jedna osoba płakała. I nie wynikało to ze wzruszenia. Tą osobą była... Pani.

To prawda... Dla mnie dzień kanonizacji, 16 czerwca 2002 r., to przełomowa data. Zakończył się wówczas pewien etap w moim życiu. Wcześniej lekarze powiedzieli mnie i mojemu mężowi, że nie możemy mieć dzieci. Jeden z nich, jak zobaczył w dokumentach, że jesteśmy z San Giovanni Rotondo, podkreślił: „W waszym przypadku nawet cud Ojca Pio nie pomoże! Nie będziecie mogli mieć dzieci”. Te chwile były dla nas bardzo trudne. To był czas próby, cierpienia, czekania na dar i łaskę macierzyństwa.

Załamała się Pani?

Byłam na granicy załamania. Długo się modliłam w krypcie przy grobie Ojca Pio. Prosiłam o dar macierzyństwa wbrew opinii lekarzy. Kilka dni po kanonizacji moje prośby zostały wysłuchane. Uważam, że to cud uzyskany za wstawiennictwem Ojca Pio. Mam dwoje dzieci. Francesco ma 19 lat, a Klara 17. Syn chce być zawodowym żołnierzem, a córka marzy o pracy związanej z dziennikarstwem.

Reklama

Nieraz Pani podkreśla, że trzeba się zastanowić nad cierpieniem, które nas dotyka. I brać ten krzyż na swoje ramiona.

Dzisiaj, po latach, uważam, że cierpienie może być ogromną łaską, która spotyka człowieka. Ktoś może się z tego śmiać i powiedzieć, że należy spełniać swoje plany, marzenia i że to powinien być cel życia, a nie krzyż. Ale cierpienie często zmienia myślenie i postępowanie. Odkrywamy to, co najważniejsze. Zaczynamy inaczej przeżywać życie. Każdy dzień staje się bardzo ważny. Dzisiaj wielu ludzi chce odrzucić krzyż, uciec od cierpienia. Ojciec Pio mówił, że owocami cierpienia możemy się zachwycić dopiero później. To jest jego przesłanie, nadal aktualne.

Proszę zauważyć, że dzisiaj przeżywamy czas krzyża dla całego świata: wojny, choroby, problemy... Do San Giovanni Rotondo przyjeżdżają ludzie, którzy mówią, że mają bardzo niespokojne życie, że pandemia zabrała im komfort psychiczny i odebrała stabilizację. Znowu powrócę do Ojca Pio, który całym swoim życiem wskazywał na Boga. Pokazywał, że życie ma sens; mówił, że w życiu odbywa się walka dobra ze złem, ale w Bogu możemy znaleźć ostoję i wsparcie w tej walce. Możemy czerpać siłę z Eucharystii, z sakramentów, z modlitwy. Ja zachęcam do zaprzyjaźnienia się ze świętymi, w tym z Ojcem Pio. On pomoże przezwyciężyć różne pokusy i będzie wsparciem w walce ze złem.

Z okazji 20. rocznicy kanonizacji stygmatyka zainicjowała Pani specjalną akcję, skierowaną do Polaków mieszkających na całym świecie.

Rozesłałam do księży, pilotów grup pielgrzymkowych, do osób, które przez minione 20 lat odwiedzały nasz klasztor i grób Ojca Pio, prośbę o przesyłanie świadectw, wspomnień, zdjęć z wizyt w San Giovanni Rotondo. Chcę, aby powstała kronika dotycząca polskiego pielgrzymowania do tego świętego miejsca. Od 20 lat oprowadzam polskich pielgrzymów i opowiadam o Ojcu Pio. Przyjechało tu tysiące ludzi, każdy ze swoją indywidualną historią. Dla wielu z nich przeżyte tutaj dni były niezwykle ważne. Ich wspomnienia będą bezcenne i staną się kolejną piękną opowieścią o Ojcu Pio. Świadectwem szumu świętego po jego śmierci. To prośba skierowana nie tylko do rodaków z kraju, ale również do Polonii. Dlatego za pośrednictwem tygodnika Niedziela proszę o przesyłanie świadectw i zdjęć na nasz adres mailowy: przyjmowanie@pielgrzymipadrepio.it . Mam nadzieję, że kronika ukaże się już 23 września, w dniu kolejnej rocznicy śmierci Ojca Pio.

2022-07-12 12:47

Ocena: +22 -4

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Nie mieszajcie mnie do tego uzdrowienia! To nie ja, to Matka Boża” - o. Pio o różańcu

[ TEMATY ]

różaniec

św. o. Pio

Adobe Stock

Ojciec Pio, jeden z największych świętych wszystkich czasów, nieustannie modlił się na różańcu. Zawsze widywano go modlącego się, z różańcem w ręku. Z tego powodu jego współbrat i zarazem biograf o. Alessandro da Ripabottoni oraz abp Paweł Carta określali go „żyjącym różańcem”.

Zamiłowanie do modlitwy różańcowej Ojciec Pio wyniósł z domu rodzinnego, w którym codziennie wieczorem, o stałej porze, rodzice wraz ze wszystkimi dziećmi wspólnie, na klęcząco, odmawiali Różaniec. Jego matka była bardzo pobożna, to samo można powiedzieć o jego ojcu, uważanym za człowieka, który nieustannie odmawiał Różaniec, a zamiłowanie do tej modlitwy przekazał swojemu synowi. Francesco, już jako mały chłopiec, sam odmawiał Różaniec podczas pilnowania owiec pasących się na Piana Romana. W styczniu 1903 roku, kiedy żegnał się z rodziną przed odjazdem do nowicjatu, jego Matka dała mu swój różaniec, który zachował do końca życia. „On dotrzyma ci towarzystwa w miejsce matki” – powiedziała to, żeby upewnić go o opiece Matki Bożej Różańcowej. Źródłem umiłowania modlitwy różańcowej przez św. Ojca Pio była jego miłość do Matki Najświętszej, którą również wyniósł z rodzinnego domu w Pietrelcinie i pogłębiał z każdym dniem w życiu zakonnym. Jego bezgraniczne oddanie Matce Najświętszej zaowocowało pragnieniem całkowitego upodobnienia się do Jej Syna, a także do Niej samej. Usilnie dążył do nabycia cnót określanych jako maryjne, przede wszystkim cnoty pokory, ubóstwa, gotowości do podejmowania ofiar i znoszenia wszelkich cierpień dla wzrostu Królestwa Bożego.
CZYTAJ DALEJ

Święto Podwyższenia Krzyża Świętego

14 września 335 r. dokonano konsekracji Bazyliki Zmartwychwstania, którą wybudował cesarz Konstantyn blisko miejsca ukrzyżowania Chrystusa. Od tego czasu Wschód chrześcijański obchodził tego dnia uroczyste święto na cześć Krzyża Zbawiciela.

Krzyż jest miejscem zwycięstwa Chrystusa. Z wysokości Krzyża Jezus pociąga do siebie wszystkich grzeszników (zob. J 12, 32) i objawia im miłość Ojca, który Go posłał. Oddając na nim ostatnie tchnienie, ofiarował się jako żertwa przebłagalna za grzechy całego świata i oddał chwałę Ojcu z wszystkimi, których zbawił.
CZYTAJ DALEJ

Radość, która nie potrzebuje alkoholu

2026-09-14 23:06

Dariusz Sowa

Uczestnicy wesela wesel

Uczestnicy wesela wesel

Spotkanie rozpoczęło się w Domu Diecezjalnym TABOR. Uczestnicy przedstawiali swoje rodziny, opowiadali o doświadczeniach małżeńskich i dzielili się historiami, które często rozpoczynały się od jednego, odważnego kroku – decyzji, że ich wesele będzie świętem miłości, a nie alkoholu. Pierwszego dnia uczestników odwiedził biskup Kazimierz Górny, który podziękował małżonkom za ich świadectwo i przypomniał postać św. Maksymiliana Marii Kolbego – patrona ludzi podejmujących trud życia w trzeźwości. Podczas Eucharystii ks. dr Wiesław Matyskiewicz podkreślał, że abstynencja nie jest wyrzeczeniem, lecz darem składanym rodzinie i bliźnim. Drugi dzień miał charakter formacyjny. Konferencje poświęcone problematyce uzależnień pokazały, jak współczesna wiedza medyczna i psychologiczna potwierdza znaczenie profilaktyki oraz odpowiedzialnych wyborów. Szczególnym przeżyciem była pielgrzymka do Markowej – miejsca naznaczonego świadectwem błogosławionych Józefa i Wiktorii Ulmów. Ich życie przypomina, że miłość małżeńska to codzienna odpowiedzialność za drugiego człowieka, gotowość do poświęcenia i odwaga życia zgodnie z wyznawanymi wartościami. Wieczorne warsztaty taneczne, wspólna modlitwa różańcowa oraz rozmowy do późnych godzin pokazały, że integracja nie potrzebuje alkoholu. Wręcz przeciwnie – uczestnicy podkreślali, że dopiero w atmosferze trzeźwości można w pełni cieszyć się obecnością drugiego człowieka, prowadzić wartościowe rozmowy i budować prawdziwe więzi. Ostatni dzień spotkania był czasem dziękczynienia za otrzymane łaski. Podczas Eucharystii w parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzeszowie-Dworzysku ks. prałat Władysław Zązel, który zachęcał, aby rodzinne uroczystości – zwłaszcza wesela – były świadectwem wolności, odpowiedzialności i szacunku wobec każdego uczestnika. XXXII Wesele Wesel nie było jedynie kolejnym zjazdem małżeństw. Było przede wszystkim żywym dowodem na to, że można świętować inaczej. Coraz więcej młodych narzeczonych zastanawia się dziś nad organizacją wesela bezalkoholowego. Nie dlatego, że chcą komukolwiek coś udowodnić, ale dlatego, że pragną, aby najważniejszy dzień ich życia był pięknym początkiem wspólnej drogi, wolnym od ryzyka nadużyć i złych doświadczeń. Rzeszowskie XXXII Wesele Wesel pozostawiło uczestnikom nie tylko piękne wspomnienia, ale również ważne przesłanie. Każde bezalkoholowe wesele staje się świadectwem, że można budować kulturę spotkania opartą na szacunku, odpowiedzialności i prawdziwej wolności. Oby takich świadectw było w Polsce coraz więcej.  

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję