Reklama

W wolnej chwili

Smycz

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

W okresie zimowym widywałem ich codziennie ok. 7 rano. Ja szedłem do okna sprawdzić pogodę i temperaturę, a oni, w pewnym oddaleniu, spacerowali. Dokładnie to ona szła nieśpiesznie, zawsze w długim czerwonym płaszczu i białej czapce na głowie, a on biegał zawzięcie i z zapałem jak na jakimś popisie, do upadłego. Ona, jakby to było umówione, co jakiś czas się zatrzymywała i powoli obracając się wokół własnej osi, szukała go wzrokiem gdzieś pośród obmarzłych badyli czy krzewów. Bywało, że nie pojawiał się dosyć długo, aż nagle, pewnie nawoływany, wypadał z niespodziewanej strony gwałtownie jak tabun tatarski, jakby szarżował na pozycje wrogów czy napastników. Robił ogromne koło, bo impet nie pozwalał mu się przy niej zatrzymać, i dopiero przy drugim okrążeniu padał plackiem przed nią i patrzył do góry, szukając w jej wzroku podziwu czy też akceptacji; ogon zaś niemiłosiernie ciął powietrze i bębnił rytmicznie po ziemi. Po chwili znów się podrywał i gnał w sobie tylko wiadomym kierunku. I tak to trwało, codzienny ceremoniał, który krzepił. Nie znałem ich. Mieszkali w bloku naprzeciwko moich okien, ale stał przy innej ulicy, a przestrzeń dzieląca oba budynki była znaczna, niezabudowana jednak i okolona dwoma płotami. Jakież było moje zdziwienie kolejnego poranka, kiedy ten schemat się nie dopełnił. Kobieta ta sama, w tym czerwonym płaszczu i białej czapce ze smyczą w dłoni. Ten sam też rytuał spaceru od prawej do lewej, te same punkty zatrzymania i obrotu i pewnie też nawoływania, a jego samego nie widać. Nigdy nie słyszałem jej głosu ani imienia psa. Stałem uparcie przy oknie, choć czajnik gwizdał z rosnącą przenikliwością, i czekałem, aż się pojawi. Lustrowałem cały teren. Z wysokości kilku pięter to łatwe. I nic. Jednego dnia mogłem go przegapić albo pobiegł za daleko i później wrócił, ale w kolejne poranki było tak samo. Nienaturalnie wyglądały teraz te spacery ze smyczą w dłoni, ale bez psa, aż smutno się robiło od tego widoku.

Któregoś kolejnego poranka ktoś, pewnie bliski tej pani w czerwonym płaszczu, zszedł do niej na dół z tamtego bloku. Tłumaczył, wskazywał na pustą smycz i pewnie nakłaniał do powrotu. Ona uparcie odmawiała, pokazywała gdzieś w dal, że trzeba poczekać, bo on zaraz przybiegnie, a jeśli jej nie będzie, to co się stanie? On znowu tłumaczył, gestykulował, ale tak ciepło, ze współczuciem, przytulił ją do siebie, ona chyba płakała. W końcu wziął od niej smycz, a ją samą pod rękę i poszli, pewnie do domu. Na drugi dzień rano, a i w kolejne dni już jej nie było, a pejzaż zubożał.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

„Zubożyć” to w powszechnym rozumieniu uczynić coś, czego skutkiem jest zmniejszenie, uszczuplenie obecności Pana Boga na metr kwadratowy. Nie jesteśmy w stanie, dzięki Bogu, zrobić tego obiektywnie, bo nie są to nasze prerogatywy, ale w odczuciu – jak najbardziej. Potrafimy pozbawić przestrzeń czy też relacje z drugim człowiekiem albo też jego świat tej rozpoznawalnej obecności, tzn. pokoju, sensu, radości, czułości, ciepła i bezpieczeństwa. Rozchwiać bądź całkiem zasłonić. Zubożyć to znaczy ograbić, okraść wręcz z czegoś niewymiernego, a istotnego do życia. Zrobić kogoś biedniejszym, obdartym psychicznie i duchowo. Zamiast Samarytaninem z Jezusowej przypowieści stajemy się wtedy rozbójnikiem, który napada, ograbia, zadaje rany i porzuca na skraju drogi. Powinno się to ścigać z urzędu, choć jest to trudne do udowodnienia. Bywamy napastnikiem, ale bywamy i ofiarą, na przemian, tańcząc w tym durnym kole według melodii pokusiciela. Takie to łatwe, jak wszystko, co durne i podłe. Jak ktoś powiedział, po grzechu pierworodnym żyjemy na pochyłej podłodze. To, co dobre, piękne, pozytywne, wymaga wysiłku, uwagi, chęci. To zaś, co banalne, głupie bądź złośliwe, łasi się do naszych nóg i jest zawsze pod ręką. Nasze codzienne wybory utrwalają w nas którąś z opcji i formatują charakter. A dalej – no cóż, to wiadome.

Chyba po 3 tygodniach, tak mi się zdaje, zobaczyłem ich znowu. Ucieszyło mnie to, nawet bardzo, wrócił element w pejzażu, którego brak jakoś bolał. Coś jednak było nie tak w tym obrazku. Ona niezmiennie w czerwonym płaszczu i białej czapce, smycz w ręku, ale on chyba inny, postura wprawdzie ta sama, jednak bez tamtego dynamizmu. Szedł obok, czasami się tylko zagapiał i ona na niego czekała. Nie wszystko da się naprawić.

2026-02-10 14:28

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Też coś!

Zdziwione oburzenie. I tak naprawdę nie wiadomo, czego w tym powiedzeniu, a właściwie okrzyku, jest więcej. Czy zdumienia z bezczelności propozycji, czy oburzenia nonszalancją innych. Intonacją głosu, grymasem twarzy, wzruszeniem ramion, piorunującym spojrzeniem próbuje się wyrazić i wypowiedzieć w tym krótkim zawołaniu to, co nas dotyka. To jest pierwsza rekcja, jeszcze bezrefleksyjna, to jak poderwanie się po ukłuciu, zanim jeszcze sprawdziliśmy, co się tak naprawdę stało. Impulsywne, instynktowne, natychmiastowe. Co jest później, jak już strąciliśmy z siebie ten niedorzeczny pomysł? Jakiś rodzaj refleksji. I w zależności od tego, jak nam się to jawi, nasze emocje idą w stronę rosnącego oburzenia albo łagodnieją i wstyd nam tej pierwszej reakcji, bo może się okazać, że to np. był komplement. Bo może się nam zdarzyć, to niewykluczone, jakiś rodzaj zwiastowania czy też objawienia. A więc róg kotary, na ten przykład, niedbale podniesiony stopą roztargnionego anioła przepuszcza na tę stronę snop innego światła, które akurat pada na nas. A w nim wszystko widać wyraźnie, sensownie, w pełni, i to jest dla nas iluminacja. I to nas zazwyczaj zaskakuje, bo jak może być inaczej. Na co jak na co, ale na coś takiego nie byliśmy absolutnie przygotowani. Co więcej, może paść propozycja wywracająca nasze dotychczasowe życie na nice. Tak się w historii wielokrotnie zdarzało. Wspomnijmy chociażby Jonasza, męża roztropnego, z ustaloną pozycją, w końcu proroka Najwyższego. „Idź do Niniwy – słyszy wyraźnie – i głoś potrzebę nawrócenia, bo inaczej sczezną”. A Jonasz Niniwie życzy jak najgorzej, bo to wróg, a wie, bo jest prorokiem, że Pan jest łaskawy i może ich ocalić. „Też coś” – może i jemu się wyrwało w pierwszym odruchu. A że z takimi poleceniami się nie dyskutuje – Jonasz to wie, jest w końcu prorokiem – salwuje się ucieczką. My też wiemy, nie na wiele się ona zdała w jego przypadku, ale za to mamy tak barwną, piękną i mądrą opowieść.
CZYTAJ DALEJ

Pan przychodzi w czasie nieoczekiwanym i niespodziewanym

Rozważanie do Ewangelii Łk 12, 35-38

Czytania liturgiczne na 20 października 2026;
CZYTAJ DALEJ

Elektryczne hulajnogi wciąż zbierają śmiertelne żniwo

2026-10-20 07:17

[ TEMATY ]

hulajnogi

Adobe Stock

Liczba wypadków z udziałem hulajnóg systematycznie rośnie mimo zaostrzenia przepisów. Brakuje sensownej edukacji drogowej dla nastolatków i realnych ograniczeń dla producentów sprzętu - pisze „Dziennik Gazeta Prawna” we wtorkowym wydaniu.

Statystyki są bezlitosne. W tym roku mamy już 11 ofiar śmiertelnych, czyli tyle, ile w całym roku ubiegłym. Liczba wypadków również rośnie – od 543 w 2022 r. do 752 w 2024 r., w ubiegłym roku sięgając już pułapu 1158 - przypomina gazeta.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję