Reklama

Komentarze

Sąd nad apostazją

[ TEMATY ]

komentarz

Paweł Bugira

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego ws. apostazji jest klęską organizacji skrajnie lewicowych, które same chciałby decydować, kto jest członkiem Kościoła, a kto jest ze wspólnoty wyłączony.

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił sześć skarg kasacyjnych Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych przeciwko proboszczom w sprawie odmowy apostazji. To bardzo ważny wyrok, który ukróci dalsze spekulacje nt. ingerencji państwowych instytucji w wewnętrzne procedury Kościoła katolickiego.

Przypomnę, że w roku 2014 GIODO pięciu proboszczom nakazał naniesienie w księdze chrztów adnotacji o treści zgodnej z żądaniami osób skarżących się. Proboszcz miałby procedować w tej sprawie nie według przepisów kościelnych, ale według woli osoby dokonującej aktu wystąpienia z Kościoła. Inspektor chciał wymusić na proboszczach apostazję na życzenie, a przecież prawo kanoniczne obliguje kapłanów do zachowywania kościelnych procedur.

Reklama

W każdym z tych przypadków proboszczowie wskazywali, jakie wymogi należy spełnić w przypadku wystąpienia z Kościoła katolickiego. W pierwszej kolejności należy uzyskać metrykę chrztu, potem udać się do proboszcza parafii miejsca zamieszkania, aby porozmawiać na temat wystąpienia. Następnie wobec proboszcza i dwóch świadków złożyć oświadczenie woli wraz z podpisem. Na tej podstawie miał być sporządzony dokument, który trafi do kurii i dopiero urzędnicy biskupa mogą wydać zalecenie dotyczące wpisu w księdze chrztów. Skutkiem tego może być wydanie świadectwa chrztu z adnotacją o apostazji.

Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał rację proboszczom. Państwo w żaden sposób nie może ingerować w sferę przynależności do Kościoła lub związku wyznaniowego, bowiem naruszałoby nie tylko chronioną konstytucyjnie autonomię Kościoła katolickiego, ale wkraczałoby w sferę wolności religii i wyznania. Nie sposób zaakceptować sytuacji, w której o przynależności do Kościoła, lub jej braku, rozstrzygałby organ państwowy, jakim jest GIODO, na podstawie przepisów powszechnie obowiązujących.

Okazuje się, że dotychczasowe postępowanie inspektora było kuriozalne. Rościł on sobie prawo do rozstrzygania kwestii przynależności do Kościoła katolickiego w drodze samodzielnych ustaleń, a nie na podstawie opinii przedstawicieli Kościoła.

Reklama

Jest to przegrana prezesa GIODO oraz różnych środowisk lewicowych i ateistycznych, które od wielu lat poszukują narzędzi medialnych, prawnych i instytucjonalnych, aby ingerować w wewnętrzne procedury Kościoła. To oni sześć lat temu na jednym z ateistycznych portali publicznie rzucili rękawicę „państwu konfesyjnemu”, w którym wszystko trzeba „uzgodnić” i „wyjaśnić” z biskupami za plecami sądów.

Cała sprawa pokazuje, że Kościół bardzo poważnie traktuje akt apostazji i nie wystarczy jednorazowe antyklerykalne uniesienie, aby się własnoręcznie wyłączyć ze wspólnoty Kościoła. Dla ludzi wierzący jest to przecież sprawa życia i śmierci.

2016-02-12 12:17

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Odpowiedzialność za Kościół w kwarantannie

2020-03-25 11:26

[ TEMATY ]

komentarz

Adobe. Stock

Nowe obostrzenia rządowe ograniczające udział w nabożeństwach do 5 osób oznaczają de facto zamknięcie kościołów dla świeckich i jednocześnie odcięcie kapłanów od posługi duszpasterskiej. Ma to konsekwencje zarówno duchowe, jak i ekonomiczne.

Znam proboszcza bardzo małej parafii, która liczy ok. 500 osób. Kiedyś pytałem go jak sobie radzi także pod względem finansowym. Kapłan nie narzekał, bo doskonale wiedział, że wierni z jego parafii sami ledwo wiążą koniec z końcem. Nie stać go na gospodynię, ale w tygodniu może sobie wykupić obiady w szkole, w której ma kilka godzin lekcji religii. W sobotę sam sobie gotuje, by starczyło mu także na niedzielę. Czasem ktoś mu obiad przyniesie.

To przykład wspólnoty parafialnej, która jest bardzo mała, a jej wierni są biedni. Do kościoła na niedzielną Mszę św. przychodzi tam ok. 150-200 osób. Z ich skromnych datków trzeba zrobić opłaty za prąd, wodę i utrzymać organistę. Podaje przykład tej parafii by obalić mit bogatego Kościoła, bo przecież wspólnoty parafialne utrzymywane są z ofiar wiernych. Ten ksiądz proboszcz straci niewiele, bo niewiele przecież miał. Koszty utrzymania jego parafii też pewnie nie były zbyt duże. Teraz na 3-4 Mszach św. będzie mógł ugościć przy stole eucharystycznym 20 wiernych, czyli 10 procent osób. Mam nadzieję, że w wiejskiej społeczności ludzie bardziej się troszczą o siebie nawzajem i może nie zapomną o swoim księdzu proboszczu.

Paradoksalnie w o wiele trudniejszej sytuacji mogą mieć proboszczowie w dużych miastach, gdzie jest po kilku "bezrobotnych" kapłanów oraz bardzo duże koszty utrzymania budynków i wszelkiego rodzaju opłat. Są takie parafie, które zatrudniają po kilku, a nawet kilkunastu świeckich. Im trzeba zapłacić podatki, pensje oraz ZUS.

W Warszawie jedna z największych parafii liczy ok. 40 tys. wiernych. Pewnie z tego chodzi co niedzielę na Mszę św. 8-10 tys. osób. Teraz na dziewięciu Mszach św. może być obecnych w sumie zaledwie 45 osób, czyli 0,45 procent osób.

Widząc kolejki przed kasami w sklepach i tłok w komunikacji miejskiej mam wrażenie, że regulacje względem udziału we Mszy św. poszły najdalej. I główną ofiara koronawirusa są wspólnoty parafialne. Przecież w autobusach miejskich jest nawet 60 miejsc siedzących, a nowe obostrzenia ograniczają ich możliwości o połowę. Czyli w autobusie może przebywać jednocześnie 30 osób, a w wielkim kościele z 1000 miejsc siedzących zaledwie 5 osób. Chyba nie jest to zbyt sprawiedliwe?

Ja wiem, że Kościół katolicki w Polsce ma więcej przeciwników politycznych od komunikacji miejskiej, ale chyba gołym okiem widać, że nowe regulacje poszły zbyt daleko. Można byłoby je dostosować choćby do kubatury świątyni tak, by wierni mogli sie modlić w bezpiecznych odstępach.

Wiele mówi sie o pomocy dla przedsiębiorców i tarczy antykryzysowej, ale trzeba tez pamiętać o ludziach Kościoła i wspólnotach parafialnych. Sam jestem członkiem rady parafialnej, w której budujemy kościół... a parafia, czyli wierni - mówiąc kolokwialnie - jadą z tego powodu na długach. Obecna sytuacja zakazu chodzenia do kościoła tylko te długi zwielokrotni.

W pełni wspieram działanie rządu w wojnie z koronawirusem. Rozumiem, że poziom strachu w społeczeństwie jest naszym jedynym przeciwciałem, które może spowolnić rozszerzanie się pandemii. Inaczej w społeczeństwie następuje rozluźnienie i wytyczone zasady są lekceważone. Jednak w tym trudnym czasie również także duchowni zasługują na solidarność i troskę władz państwa.

Do rządu apeluje o ulgi dla parafii i niektórych instytucji kościelnych, a do wiernych, by w miarę możliwości wspierali swoje parafie także w inny sposób niż tradycyjna niedzielna taca.

CZYTAJ DALEJ

Lublin: terapia innowacyjna u pacjentów z COVID-19 przyniosła bardzo dobry efekt

2020-04-04 08:58

[ TEMATY ]

wywiad

lekarz

koronawirus

Adobe.Stock.pl

Terapia innowacyjna, której w Lublinie poddano trzech pacjentów z COVID-19, doprowadziła w drugiej dobie po podaniu leku do poprawy ich stanu klinicznego. Udało się zahamować postęp choroby i uniknąć podłączenia ich do respiratora – powiedział kierownik kliniki chorób zakaźnych szpitala w Lublinie dr hab. Krzysztof Tomasiewicz.

Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie przybliżył w rozmowie z PAP szczegóły przebiegu terapii lekiem, który zastosowano poza wskazaniami rejestracyjnymi mechanizmów jego działania, a także wymogi prawne związane z przeprowadzeniem takiego leczenia.

PAP: Dlaczego zdecydowaliście się na zastosowanie tej pionierskiej metody?

Krzysztof Tomasiewicz: Decyzja o podjęciu terapii została oparta po pierwsze na analizie mechanizmów patogenetycznych, jakie występują w COVID-19, a po drugie po zapoznaniu się z nielicznymi, pojedynczymi wynikami podawania tego leku w Chinach, we Włoszech czy też ostatnio w Hiszpanii.
Rozpatrywaliśmy zastosowanie różnych cząstek działających na układ immunologiczny. Ostatecznie, po ocenie możliwych korzyści i ryzyka związanego z podaniem leków, dokonaliśmy wyboru leku, który blokuje receptor dla interleukiny 6. Była to trudna decyzja, ponieważ dotyczyła zastosowania leku poza wskazaniami rejestracyjnymi, ale chodziło o ratowanie życia pacjentów.

- Jaki jest mechanizm działania leku?

- Zastosowaliśmy lek, który ma zablokować receptor dla jednej z interleukin, a przez to zatrzymać nadmierną reakcję zapalną. Wiadomo, że ciężkie następstwa zakażenia, a więc niewydolność oddechowa i niewydolność wielonarządowa, są związane z gwałtowną burzą cytokinową, która sprawia, że układ immunologiczny, broniąc się przed zakażeniem, niszczy organizm. Nie jest to leczenie przeciwwirusowe, lecz terapia konsekwencji zakażenia.

- Jak ona przebiegała i ilu pacjentów nią objęliście?

- Terapia polega na podaniu dożylnym leku w dwóch dawkach w odstępach kilkunastu godzin. Objęliśmy nią trzech pacjentów, u których istniało bardzo wysokie prawdopodobieństwo zastosowania w kilku najbliższych godzinach leczenia oddechem wspomaganym (podłączenia do respiratora). Naszym zdaniem był to optymalny moment na zastosowanie tego typu leczenia. Zarówno wcześniejsze podanie leku, jak i, niestety, podanie go w okresie już podłączenia do respiratora wydaje się zmniejszać szansę na uzyskanie pozytywnego efektu terapeutycznego.

- W jakim wieku są pacjenci, czy mają jakieś współtowarzyszące choroby?

- Są to pacjenci między 60. a 75. rokiem życia, z chorobami współistniejącymi, a więc bezpośrednio zagrożeni negatywnymi następstwami zakażenia SARS-CoV-2.

- Jak następowała poprawa ich stanu zdrowia?

- Już w drugiej dobie po zastosowaniu leku u wszystkich pacjentów doszło do poprawy stanu klinicznego, przy czym aktualnie u dwóch jest to poprawa bardzo spektakularna, ze znaczną poprawą parametrów oddechowych, a w badaniach laboratoryjnych ze spadkiem parametrów zapalnych, takich jak ferrytyna, CRP czy prokalcytonina.
Trzeci pacjent również się poprawia, przy czym ta poprawa następuje wolniej. Lek wciąż działa i konieczna jest dalsza obserwacja. Najważniejsze, że udało się zahamować postęp choroby i pacjenci uniknęli leczenia przy pomocy respiratora.

- Jak wygląda procedura zezwolenia na przeprowadzenie eksperymentalnych metod?

- Terapia eksperymentalna wymaga zgody komisji bioetycznej. Składany jest protokół badania, w którym określa się zasady przeprowadzenia eksperymentu medycznego, formularz informacji dla pacjenta i świadomej zgody pacjenta. Ponieważ sytuacja była nadzwyczajna, poprosiłem Komisję Bioetyczną Uniwersytetu Medycznego w Lublinie o pilne rozpatrzenie mojego wniosku i w ciągu kilku dni uzyskałem zgodę, za co bardzo Komisji dziękuję. Nikt nie miał wątpliwości, że na szali jest ratowanie życia ludzkiego.

- Kto na świecie stosuje tę terapię i jakie są doniesienia o jej skuteczności?

- Terapia była stosowana u pojedynczych pacjentów w Chinach, we Włoszech i w Hiszpanii. Pierwsze doniesienia są bardzo optymistyczne, przy czym wydaje się, że zastosowany przez nas wybór czasu podania – w okresie narastania objawów niewydolności oddechowej – wydaje się najbardziej optymalny. We wspomnianych przypadkach zagranicznych z tym wyborem było różnie, co może mieć wpływ na skuteczność.

- Jak pan ocenia obecną sytuację epidemii z punktu widzenia osoby, która na co dzień walczy z COVID-19?

- Najważniejsze jest, aby nie doszło do przepełnienia pojemności systemu opieki zdrowotnej, a więc, by starczyło łóżek i respiratorów dla pacjentów, a także, aby było wystarczająco dużo pracowników opieki medycznej. Niestety takie zdarzenia obserwujemy we Włoszech czy w Hiszpanii. Rozwiązania systemowe i organizacyjne są bardzo ważne dla utrzymania kontroli nad sytuacją związaną z epidemią COVID-19.
Jeżeli dzięki wprowadzonym restrykcjom w kontaktach w przestrzeni publicznej uda się dokonać spłaszczenia krzywej zachorowań, a wszystko na to wskazuje, to epidemia może trwać dłużej, ale nie będzie gwałtowna, a to również pozwala na uniknięcie olbrzymiej liczby zgonów. Mam nadzieję, że na przełomie maja i czerwca będziemy już po szczycie zachorowań i w fazie wygaszania epidemii.

CZYTAJ DALEJ

Abp Depo: Chrystus powtarza nam Ja Jestem Zmartwychwstaniem i Życiem

2020-04-04 16:04

[ TEMATY ]

Jasna Góra

abp Wacław Depo

Światowe Dni Młodzieży

Bożena Sztajner/Niedziela

- Chrystus powtarza nam Ja Jestem Zmartwychwstaniem i Życiem, i kto we mnie pokłada nadzieję zwycięża już dzisiaj wszelki lęk, ufajcie, Jam zwyciężył świat - przypominał młodym abp Wacław Depo. Na Jasnej Górze Mszą św. w Kaplicy Matki Bożej pod przewodnictwem metropolity częstochowskiego rozpoczęły się obchody 35. Światowego Dnia Młodzieży, który w tym roku przeżywany jest w diecezjach.

Odnosząc się do hasła tego dnia „Młodzieńcze, tobie mówię wstań” kaznodzieja przypomniał, że tylko Chrystus jest świadkiem naszej nieśmiertelności. - To nie moje czy twoje pragnienie życia nas unieśmiertelnia, ale tylko Bóg, który jest źródłem życia i w Nim jesteśmy – mówił abp Depo.

Zaznaczył, że „Chrystus jest nie tylko nauczycielem na drogach życia, ale jest świadkiem przejścia przez cierpienie i śmierć do życia”, a swoim zmartwychwstaniem stał się znakiem sprzeciwu wobec wszystkich programów, które nie są zdolne wyprowadzić człowieka poza granicę śmierci. - Tą granicą zamykają się wszystkie pytania człowieka dotyczące wartości i sensu życia wobec wszystkich programów, światopoglądów, ideologii, których był i jest pełen nasz świat - mówił metropolita częstochowski.

Abp Depo zauważył, że „nawet to doświadczenie, które teraz przeżywamy nie uczy nas jedności tylko znajdujemy sposoby, by się dzielić”. - I to wewnątrz nas i poza naszymi granicami, kiedy mówi się np., że wstrzymano możliwość korytarza samolotowego z pomocą do Włoch – mówił kaznodzieja. Podkreślał, że „nie możemy dzisiaj pozwolić na dalsze wchodzenie w kłamstwo, które wcześniej czy później przynosi śmierć”.

- Chrystus powtarza nam ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, i kto we mnie pokłada nadzieję zwycięża już dzisiaj wszelki lęk, ufajcie, jam zwyciężył świat – mówił do młodych abp Depo.

Msza św. z kaplicy Matki Bożej transmitowana była w telewizji Trwam i w Internecie. Do duchowego udziału w niej zaproszeni byli młodzi zwłaszcza z arch. częstochowskiej.

Z uwagi na stan epidemii tegoroczne wspólnotowe obchody Światowego Dnia Młodzieży na poziomie diecezjalnym zostały odwołane. W planowanym wcześniej terminie (4 kwietnia) miało odbyć się spotkanie dla młodych zakończone Eucharystią w Dolinie Miłosierdzia.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję