Reklama

Opowieści (16)

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jako chrześcijanie wierzymy w Boga, w życie pozagrobowe, nagrodę i karę po śmierci oraz w świat duchów, czyli Aniołów, dusze zmarłych i diabła. Na wsi te wierzenia mają jeszcze specyficzną otoczkę, wiadomo - Boga się kocha, a jednocześnie boi. Dusze zmarłych zbawionych pomagają tym, którzy zostali na "tym łez padole", dusze w czyśćcu w zasadzie nikomu nie szkodzą, ale czasem mogą potrzebować pomocy i "dlatego przychodzą do swoich bliskich, aby o nią prosić. Może to być czasem uciążliwe dla domowników albo znajomych, bo nie mając możliwości porozumiewania się bezpośredniego, czynią to za pomocą różnych znaków i stąd przekonanie o straszeniu.

Na końcu wioski nad niewielką rzeczką mieszkali starzy Olbrykowie. Mieli dwoje dzieci - syna i córkę, którzy wyjechali do miasta na drugi kraniec Polski. Rodzice pozostali więc sami. Na początku maja przystąpili do remontu domu, bo był pochylony i groził zawaleniem. Miejscowy cieśla bardzo sprytnie wzmocnił konstrukcję budynku i pokrył dach eternitem. Był to chyba pierwszy w wiosce dach kryty tym nowoczesnym materiałem, sprowadzanym aż z Rzeszowa. Część pieniędzy wykonawca otrzymał od razu na rękę, resztę miał dostać za kilka miesięcy, czyli po żniwach. Olbryk jakimś cudem uzbierał brakującą sumę i banknoty zawinięte w gazetę położył na szafie, o czym nie wiedziała jego żona. Zresztą ona nie wiedziała także o zadłużeniu męża. Niespodziewanie pod koniec czerwca stary Olbryk zmarł, nie cieszył się długo odnowionym mieszkaniem. Pochowano go na cmentarzu w miasteczku, wdowa i reszta rodziny wrócili do domu, syn postanowił pozostać kilka tygodni z matką aż ta dojdzie do siebie. Spokoju jednak w domu nie było, szczególnie w nocy. Dom przeraźliwie trzeszczał jak podczas wielkiej burzy, coś stukało w sufit, czasem przewracały się krzesła lub gasła naftowa lampa, jakby ją ktoś zdmuchnął. Sąsiedzi mówili, że to dusza zmarłego szuka pomocy, dlatego rodzina zamówiła za niego dodatkową Mszę św., ale to niczego nie zmieniło. Niecodzienne zjawiska dalej trwały i w nocy spać się nie dało. Sprowadzono Księdza Proboszcza, aby modlił się i dom poświęcił, ale to także nie pomogło. Wszyscy zastanawiali się, jaka jest przyczyna tych dziwnych zjawisk, i nikt nie mógł znaleźć sensownej odpowiedzi. Postanowiono, że dom pozostanie pusty, a matka pojedzie do miasta. Pakowano co lepsze rzeczy, a część rzeczy po zmarłym oddano znajomym. Ktoś przejrzał rupiecie znajdujące się na szafie i wtedy zauważono kawałek zwiniętej gazety. Syn rozwinął zawiniątko, z którego wysunęły się pieniądze. Po dokładnych oględzinach okazało się, że jest tam napisane: "Pieniądze oddać cieśli". Wola zmarłego została spełniona, chociaż żałowano tych paru złotych, ale też skończyły się kłopoty ze straszeniem w nocy. Po oddaniu długu już nic nie zakłócało spokoju w domu i wdowa nie wyjechała do miasta. Ludzie od początku byli przekonani, że to dusza zmarłego domagała się czegoś. Gdy po spłaceniu długu wszystko wróciło do normy, to wieść o tym wydarzeniu rozeszła się lotem błyskawicy po całym powiecie.

Podobno największym osiągnięciem szatana jest wmówienie ludziom, że go nie ma. No a jeśli nie istnieje, to wtedy "róbta co chceta". Potrafił on też wmówić, że jest takim głupkowatym stworem, którego byle jaki chłop może oszukać, a nawet wykorzystać. Takie przekonanie weszło do wielu legend i opowieści, ale mimo to ludzie na wsi mocno wierzyli w działanie szatana i bali się go, wiedząc jednocześnie, że można go pokonać. Przez całe lata oficjalna propaganda wyśmiewała tę wiarę, a szczególnie przekonanie o opętaniu przez złego ducha. Tłumaczono to jako chorobę psychiczną, zamykano takich ludzi w szpitalach psychiatrycznych i próbowano leczyć. Nie dawało to jednak żadnych pozytywnych rezultatów, a tylko osłabiało organizm. Takie nieszczęście dotknęło jedynaczkę Anię, córkę Jaszuków. Dziewczynka była bardo słaba od urodzenia i często chorowała. Rodzice zaliczyli prawie wszystkich lekarzy w okolicy i nic nie pomagało, dziecko ciągle słabło. Ktoś doradził, aby pojechać do tzw. owczarza-znachora, który przyjmował w miejscowości oddalonej od Dębic kilkadziesiąt kilometrów i mieszkał w lesie. Tonący chwyta się brzytwy, tak też było w wypadku rodziców Ani, wybrali się z dzieckiem po ratunek do nieznajomego człowieka. Trafili na czas, gdy znachor nie miał wielu pacjentów. Po dokładnym obejrzeniu dziewczynki zaczął wzywać różne duchy, palić jakieś zioła i szeptać niezrozumiałe słowa. Po takim seansie kazał jechać z dzieckiem do domu zapewniając, że wszystko będzie w porządku. Po kilku tygodniach Ania wyraźnie ożywiła się, nabrała rumieńców i zaczęła się rozwijać jak inne dzieci. Wkrótce zauważono, że lubi wyrządzać krzywdę zwierzętom, bijąc je i kalecząc. Napomnienia rodziców nie odnosiły żadnych skutków, jej sposób bycia stawał się bardziej zwierzęcy niż ludzki. Dzieci ją omijały, bo potrafiła wrzeszczeć jakimś nieludzkim głosem i pobić inne, nawet od niej starsze i mocniejsze. Najwięcej kłopotu rodzice mieli, gdy modlili się albo próbowali swoją córkę nauczyć modlitwy. Wtedy rzucała się na ojca lub matkę krzycząc, przeklinając, a potem nawet bijąc. Raz podstępem udało się Jaszukom podprowadzić ją pod kościół, ale wtedy rozpętało się całe piekło. Obrzuciła strasznymi przekleństwami rodziców, kapłanów i wszystko dookoła. Używała takich słów, których w wiosce nie mogła się nauczyć, ponieważ nikt ich nie znał. Nawet rodzice nie wiedzieli, o co chodzi i o czym krzyczy. Po kilku latach nauki w szkole zdecydowano zamknąć ją w szpitalu psychiatrycznym, przebywała tam kilka miesięcy. Lekarze orzekli, że umysł ma bardzo bystry i zachowuje się dość poprawnie, jedynie wyzwala się u niej agresja, gdy wypowie się słowo Bóg, Jezus, Maryja. Wkrótce zwolniono ją ze szpitala. Do szkoły nie chciała uczęszczać, ale za to gdzieś znikała, wiele nocy spędzała poza domem. Niektórzy ludzie widzieli, jak w nocy przesiadywała na "Czortowej Polanie" i mamrotała jakieś słowa. Miejsce to było niegdyś cmentarzem z czasów I wojny, gdzie tymczasowo grzebano zabitych na linii frontu żołnierzy austriackich i rosyjskich. Po wojnie zwłoki wykopano i złożono na cmentarzu wojennym. "Czortowa Polana" zawsze była dziwnym miejscem, gdzie słyszano jakieś wycie, chichoty i często wiał tam tylko silny wiatr, tworząc coś w rodzaju małej trąby powietrznej. Ania powędrowała jeszcze raz do szpitala psychiatrycznego. Przebywała tym razem ponad rok, rodzice odebrali ją bardzo osłabioną i w tym stanie zawieźli na Jasną Górę. Tam odprawiono egzorcyzm, w jej intencji modlili się wszyscy zebrani w Kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej. Dziewczyna wyznała wobec egzorcysty i rodziców, że służy szatanowi. Po obrzędzie egzorcyzmu upadła jak martwa. Z pomocą lekarza po długiej chwili odzyskała przytomność, ale nic ze swego życia nie pamiętała. Nie wiedziała też, jak dotychczas się zachowywała. Teraz jednak była zupełnie inna i szczęśliwa. Po kilku miesiącach zmarła.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2001-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

To siostry zakonne były architektami wolności w Ameryce - podkreśla abp Lori

2026-10-02 13:06

[ TEMATY ]

Ameryka

siostry zakonne

architektki wolności

arcybiskup William Lori

Joanna Popławska/Niedziela

Podczas krajowego zgromadzenia Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich arcybiskup William Lori podkreślał rolę sióstr zakonnych w budowaniu amerykańskiej wolności. Zaznaczył, że ich świętość i służba pozostają kluczowe dla odnowy Kościoła i społeczeństwa.

Przemówienie arcybiskupa Williama Lori, wygłoszone podczas krajowego zgromadzenia Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich (CMSWR), zakończyło się owacją na stojąco. Wydarzenie odbyło się w dniach 17-20 września we Florissant w stanie Missouri pod hasłem: „250 lat wolności: Córki Kościoła z pokolenia na pokolenie".
CZYTAJ DALEJ

Marszałku, wyjdź zza stodoły

2026-10-03 00:09

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Oj, pycha kroczy przed upadkiem. Na piątkowej konferencji w Sejmie Krzysztof Nowina-Konopka z WPolsce24 jako jedyny na sali powiedział rzecz elementarną. Marszałek Włodzimierz Czarzasty występuje publicznie, na tle flag, przed kamerami, dziennikarzami, a za pośrednictwem mediów przed milionami Polaków i mówi o prezydencie „Karol Nawrocki”, a o prezesie Trybunału „Bogdan Święczkowski z Trybunału”. Tymczasem nikt do niego samego nie zwraca się „Włodzimierz Czarzasty z Sejmu”, tylko „panie marszałku”. Apel prosty: do ludzi na konstytucyjnych stanowiskach zwracać się adekwatnie. Oczywiste? Jak widać wciąż nie dla wszystkich.

I tu nie chodzi o żaden formalny przepis. Nikt nie wyciąga regulaminu Sejmu ani kodeksu dobrych manier. Zwrot „panie marszałku” nie jest grzecznościowym dodatkiem wobec Włodzimierza Czarzastego. Jest uznaniem powagi urzędu i Sejmu, który ten urząd reprezentuje. Tak samo „panie prezydencie” nie jest ukłonem wobec Karola Nawrockiego, tylko wobec głowy państwa. Kto mówi nazwiskiem i dopiskiem „z Trybunału”, nie obraża prywatnie człowieka, tylko odbiera powagę instytucji, którą tamten sprawuje z woli narodu albo z mocy ustawy. A kto sam nie chce być „Włodzimierzem Czarzastym z Sejmu”, dobrze wie, że tytuł nie należy do niego. Należy do izby.
CZYTAJ DALEJ

X Piesza Pielgrzymka do Łososiowic

2026-10-03 17:38

ks. Łukasz Romańczuk

Pielgrzymi nieśli relikwie św. Jadwigi Śląskiej

Pielgrzymi nieśli relikwie św. Jadwigi Śląskiej

Już po raz dziesiąty pielgrzymi wyruszyli z kościoła NMP Królowej Polski w Brzegu Dolnym, by przejść drogę do kościoła św. Jadwigi Śląskiej w Łososiowicach. Jubileuszowa pielgrzymka stała się okazją do dziękczynienia za lata wspólnego pielgrzymowania. Podczas Mszy świętej homilię wygłosił ks. Tomasz Latawiec, inicjator pierwszej pielgrzymki sprzed dziesięciu lat.

Tuż przed wejściem do Łososiowic na pielgrzymów czekała “św. Jadwiga Śląska”. W jej rolę od samego początku wciela się pani Danuta Wiatrowska z Łososiowic. Towarzyszyły jej dziewczynki przebrane za dwórki oraz chłopiec ubrany w strój rycerski. - To dla mnie piękny znak, że to, co dziesięć lat temu było tylko pomysłem i wielką niewiadomą, stało się tradycją, która gromadzi kolejne pokolenia - zaznacza ks. Tomasz Latawiec, dodając: - Wierzę głęboko, że ta prosta, wspólna droga modlitwy będzie nadal przyczyniała się do coraz większego kultu św. Jadwigi Śląskiej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję