Reklama

„Pochodnia” dla Stanisława Moniuszki

2019-05-15 14:06

AKW

AKW
Chór "Pochodnia"

Częstochowski Chór Męski „Pochodnia” – jeden z najstarszych chórów męskich w Polsce wystąpił 14 maja 2019 r. w sali Ratusza w Częstochowie z koncertem dla uczczenia 200. rocznicy urodzin Stanisława Moniuszki.

Repertuarowe związki „Pochodni” z twórczością Stanisława Moniuszki są oczywiste – od początku istnienia chóru jego pieśni śpiewano niemal na każdym koncercie. Liczący 88 lat chór jest mocno w wrośnięty w historię Częstochowy i trudno byłoby wyliczyć wszystkie ważne uroczystości, zarówno świeckie, jak i kościelne, podczas których występował. O jego popularności decyduje nie tylko wysoki poziom śpiewu, liczne nagrody i tourneé, nagrane płyty, ale także wiele akcji społecznych, które podejmował w mieście. Jedną z takich akcji była budowa pomnika „ojca polskiej opery”. Pomysłodawcą budowy pomnika był w 1953 r. ówczesny dyrygent chóru, a zarazem profesor szkoły muzycznej w Częstochowie Wacław Przytulski. Chociaż władze nie były zbyt przychylne temu pomysłowi, powołano komitet budowy i zaczęto intensywnie zbierać składki m.in. wśród znajomych, na koncertach itd. W 1958 r. w Parku 3 Maja w Częstochowie został odsłonięty pomnik Stanisława Moniuszki i znajduje się tam do dzisiaj.

Reklama

Koncert rozpoczął się hymnem „Pochodni”, skomponowanym przez Edwarda Mąkoszę, który jest wykonywany podczas najważniejszych wydarzeń. Dyrygował Jarosław Łyczba. Prelekcję o życiu i twórczości Stanisława Moniuszki wygłosił Tadeusz Piersisk – dyrektor Muzeum Częstochowskiego.

Tagi:
chór Stanisław Moniuszko

Reklama

Kompozytorski geniusz cz. 2

2019-06-04 13:09

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 23/2019, str. 5

Z ks. dr. hab. Pawłem Sobierajskim – profesorem Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, duszpasterzem środowisk twórczych diecezji sosnowieckiej – o operze „Halka” Stanisława Moniuszki rozmawia Piotr Lorenc

NAC
„Halka” Stanisława Moniuszki w Teatrze Estonia w Tallinnie. Scena z udziałem Olgi Tideberg i Martina Tarasa – 1937 r.

PIOTR LORENC: – „Halka” to sztandarowe dzieło ojca polskiej opery Stanisława Moniuszki. Zanim zaprosimy do posłuchania, porozmawiajmy o jej genezie, wątkach i akcji.

KS. PAWEŁ SOBIERAJSKI: – Ta wspaniała opera o biednej góralce jak w soczewce skupia główne wątki duchowej kultury i sztuki tamtego czasu. Nie chodzi tu bynajmniej o religijność jako taką, o narodową dewocję czy o okruchy tradycji. Tu raczej idzie o głębokie przekonanie, że ludzkimi losami nie rządzi ślepy los, traf, przypadek, ale Ktoś, kto to wszystko widzi, prowadzi, ocenia i docenia. A że czasem gra rolę wielkiego nieobecnego, tym częściej, odważniej, serdeczniej i głośniej trzeba Go wzywać.

– Prześledźmy pokrótce losy bohaterów moniuszkowskiej „Halki” do libretta Włodzimierza Wolskiego, w jej warszawskiej wersji z roku 1858, ze szczególnym uwzględnieniem tych momentów, w których duchowe, modlitewne pierwiastki są tak bardzo czytelne.

– Oto w miejskich salonach Stolnika odbywają się uroczyste zaręczyny. Zaproszeni goście z herbowych rodów Pomian i Odrowąż za chwilę będą świadkami staropolskiego zwyczaju błogosławieństwa młodych, którzy od tego momentu wkraczają na wspólną drogę małżeńskich przygotowań. Uklękną przed ojcem. Ten wypowie nad nimi sakralną formułę, wykonując przy tym znak krzyża. Zofia, Janusz, goście, muzyka, tańce i błogosławieństwo, które w tym rozgardiaszu jakby nie do końca pasuje, choć przecież usprawiedliwione jest odwieczną tradycją. Nagle na scenę spokojnym nurtem melodii i tekstu wlewa się absolutnie sakralny nastrój, który miejską przestrzeń zamienia w gotycką katedrę. To Halka śpiewa piosenkę „Jako od wichru krzew połamany” o swoim ukochanym Jaśku, sokole, który zabrał jej różany wianek z białą lilijką niewinności. Prosta melodia, jakby pieśń poranna, która rozpoczyna modlitwę o świcie; zwyczajna, być może z ludowych śpiewów zapożyczona, ale godna sakralnej przestrzeni.

– Ta prosta melodia sprawia, że nastrój na scenie nie jest już biesiadny, ale przeciwnie – poważny, zwiastujący dramat, na który patrzymy przez pryzmat śpiewanego słowa, przez muzykę i całą sytuację…

– To się wszystko układa w katedralny witraż ludzkich losów, które na życiowym rozdrożu potrzebują umocnienia i opatrznościowej opieki Najwyższego. Ktoś powie, że tu nie ma ni słowa o Bogu. To prawda! Sztuką jest Go wyczuć nie tam, gdzie jest narysowany, napisany, namalowany, wyrzeźbiony, wymieniony, ale wówczas, gdy jako niewidzialny obłok unosi się nad sceną, rzucając na nią świetlisty cień swej ukrytej obecności, dzięki której być może nie znika cierpienie, ból czy śmierć, ale znajdują one głęboki sens i niezwykłe znaczenie.

– Kolejny moment opery – po nieszporach przy niedzieli, wypoczywający po kolejnym tygodniu pracy górale już planują wielkie wydarzenie: będzie ślub Panicza. Oni i cała kompania wracająca z odpustu puszczą się w tany w rytm góralskiej nuty.

– Nie szukajmy religijności tylko we wspomnianych nieszporach czy we wzmiance o wiejskim odpuście. Nie ma jej także w spotkaniu biednej Halki i Jontka z rodakami z wioski po powrocie nieszczęśników z miasta. Może tylko w śpiewie Halki i jej historii o sokole, co się znęcał nad gołąbeczkiem. Tu także Moniuszko kazał swej bohaterce wydobyć z wnętrza najgłębsze uczucia, wzruszające w swoim bezmiernym cierpieniu. Może już nawet wtedy posądzana o obłęd Halka podjęła ostateczną decyzję, w jaki sposób definitywnie zakończy swe życie. Czarny kruk, czytelny dla wieśniaków symbol nieszczęścia, wzbił się nad halą w triumfalnym locie. „O Jezu miłosierny! Niech Twoja dłoń sierotę biedną uchowa! Ty chroń ją Panie, chroń!”, zapłacze Jontek, gdy zobaczy, że Halka zaczyna realizować swój szalony plan. Tym razem nawet chór zgodnie użali się nad obłąkaną, śpiewając z troską: „Osłoń ją, Panie, opieką swą!” A potem biegnie i skacze do rzeki. Chce ją ratować Jontek, nawet Janusz rzuca się w odmęty. „Już za późno, utonęła...” – zaśpiewa chór… A mnie się wydaje, że dopiero wówczas, choć nie ma tego w libretto, nad hale wzbija się gołąbeczka, która oddaje duszę Wszechmogącemu; bez wątpienia właśnie Jemu, bo ostatnim aktem i słowem jej nieszczęsnego życia było błogosławieństwo. Czy Wolski i Moniuszko znali Biblię, że udało im się tak wszystko ułożyć, że można „Halkę” już nie jako operę wykonywać, ale cytować jak rekolekcyjną naukę dla ludzi słaniających się pod ciężarem przeciwności losu. Nie wiemy, czy Halka chciała popełnić samobójstwo; wiemy, że zmarła w nurtach rzeki. Nie potępiajmy jej, nie brukujmy piekła jej duszą. To, co przeżyła, było i jest tak trudne, bardzo trudne, nawet dla wielu współczesnych istnień. A one przecież – jak potwierdza wiara – wszystkie w Boskich objęciach w tym i w przyszłym życiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conv, który uratował 150 sierot

2019-10-12 19:32

Dr Małgorzata Brykczyńska

W piątek rano 11 pażdziernika 2019, w Enfield, CT (USA) zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conf, autor książki Skradzione Dziecinstwo i Pamiętnik Sybiraka i Tułacza. Odznaczony najwyższymi orderami Polski, (ostatnio z okazji 100 rocznicy urodzin Prezydent RP przyznał mu order Orła Białego), Harcmistrz, i wielki franciszkanin, który przed miesiącem obchodził 100 urodziny w Chicopee, MA. Na uroczystość zjechali się ludzie z całego świata, włącznie z sierotami z Tengeru których uratował, ich rodzinami i inni “Afrykańczycy”.

Marie Romanagno

Ks Łucjan był seniorem franciszkanów (najstarszy żyjący franciszkanin) i ostatni który jeszcze odbył nowicjat u Św Maksymiliana Kolbe. Ojciec Łucjan zmarł w powszechnej opinii świętości. Wielki człowiek, polak, kapłan.

Łucjan Królikowski urodził się 7 września 1919 r. Do zakonu franciszkanów wstąpił w Niepokalanowie. W 1939 r. udał się na studia do Lwowa, ale już rok później został aresztowany przez NKWD i wywieziony na Syberię. Wolność przyniósł mu układ Sikorski-Majski z 1941 r., który gwarantował „amnestię” dla Polaków. Ojciec Łucjan z trudem przedostał się do Buzułuku, gdzie stacjonował sztab Armii Andersa. Wraz z nią przemierzył Kazachstan, Uzbekistan i Kirgizję. Później ukończył szkołę podchorążych i dotarł do Persji i Iraku.

Nadal jednak chciał być zakonnikiem, nie żołnierzem. Wiosną 1943 r. dotarł do Bejrutu, gdzie rozpoczął studia teologiczne. Ukończył je i otrzymał święcenia kapłańskie. W czerwcu 1947 r. wypłynął do Afryki Równikowej, gdzie podjął pracę wśród polskich dzieci w Tengerze (przebywały tam dzieci z matkami oraz sieroty, które NKWD wywiozło na Sybir – te, które ocalały, zostały uratowane przez Armię Andersa). Po okropieństwach Syberii małym tułaczom osiedle położone niedaleko równika wydawało się rajem.

Szczęście nie trwało jednak długo. Kiedy w 1949 r. Międzynarodowa Organizacja Uchodźców postanowiła zlikwidować polskie obozy w Afryce, a dzieci odesłać do komunistycznej Polski, o. Łucjan zdecydował, by wraz z nimi wyemigrować do Kanady. Na początku czerwca 1949 r. prawie 150 polskich sierot wyruszyło z Afryki.

W Kanadzie o. Łucjan był prawnym opiekunem dzieci, zajmował się także ich edukacją i wychowaniem. Tymczasem w Polsce komuniści wpadli w szał. Do próby odzyskania sierot chciano wykorzystać nawet ONZ. Na próżno – dzieci o. Łucjana były już wolne.

Można zadać sobie pytanie: Skąd ta chęć bezinteresownej pomocy? Sam o. Łucjan udzielał najlepszej odpowiedzi: „Życie człowieka jest grą, sztuką, realizacją Boskiego utworu, który nosi tytuł: miłość. Ona jest tak wpleciona w życie, że stanowi pobudkę ludzkich myśli, słów, czynów i działań. Miłość, która nie skrzywdzi biednego, bezbronnego jak dziecko, nie zerwie kwiatka, by go za chwilę podeptać, ani nie zgładzi psa czy kota”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polska wygrywa 2-0 z Macedonią Płn i awansuje do Mistrzostw Europy!

2019-10-13 22:40

DK/niedziela

Polska pokonała w niedzielny wieczór reprezentację Macedonii Płn 2-0, zapewniając tym samym sobie awans na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy.

sport.tvp.pl

Bramki dla Polaków strzelali rezerwowi gracze: Przemysław Frankowski oraz Arkadiusz Milik

Polska jest liderem grupy G w eliminacjach do ME 2020. W ostatnim spotkaniu z Macedonią Północną rozgrywanym w Skopje Polacy również wygrali 1:0 po bramce Krzysztofa Piątką.

Dzisiejsze zwycięstwo daje nam awans na przyszłoroczny turniej. W finałach Mistrzostw Europy zagramy poraz czwarty w historii. Do tej pory występowaliśmy na turniejach w 2008, 2012 oraz w 2016r.

Skład Polaków w dzisiejszym meczu:

1. Wojciech Szczęsny - 18. Bartosz Bereszyński, 5. Jan Bednarek, 15. Kamil Glik, 2. Arkadiusz Reca - 6. Jacek Góralski, 10. Grzegorz Krychowiak - 19. Sebastian Szymański, 20. Piotr Zieliński, 11. Kamil Grosicki - 9. Robert Lewandowski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem