Reklama

Wiadomości

Mój numer 7712

Niedziela przemyska 2/2002

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Auschwitz

PolandMFA / photo on flickr

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Edward Kołodziej: - W jakim okresie życia zastała Panią wojna i w jakich okolicznościach nastąpiło aresztowanie?

STANISŁAWA ŚLEDZIEJEWSKA-OSICZKO: - Miałam już prawie 14 lat, kiedy wybuchła wojna, która ogromnie zmieniła moje życie. Krótko pracowałam jako wolontariuszka w szpitalu polowym przy rannych i umierających. Aresztowano mnie w Lublinie w lutym 1941 r. Gestapo - to 2 tygodnie lęku o to, czy wytrzymam bicie na zeznaniach, czy się załamię. Zeznania odbywały się w nocy, a nad ranem wrzucano do cel tych więźniów, którzy sami nie mogli zejść. Widok był okropny. Wytrzymałam psychiczne tortury i do dziś uważam, że potraktowano mnie "ulgowo" ze względu na młodociany wiek. Potem był prawie 7-miesięczny pobyt w więzieniu na lubelskim zamku.

- Czy wiedziała Pani dokąd prowadzi trasa po aresztowaniu? Co działo się w sercu kilkunastoletniej dziewczyny w pierwszych obozowych miesiącach?

- 23 września 1941 r. nastąpił transport do obozu. Przekonane byłyśmy, że Oświęcim jest naszą stacją docelową, ale jak się okazało transport prowadził do Ravensbruack. W tym miejscu przywitały nas wrzaski SS-manów i SS-manek oraz wściekle ujadające psy. Nad bramą znane hasło Arbeit macht frei. Po paru godzinach, przebrane w lagrowe stroje stałyśmy się numerami. Mój numer 7712. Ciemne chmury, które kłębiły się w umysłach, starały się rozpędzać starsze stażem obozowe koleżanki.

- Obóz w Ravensbruack to obóz kobiecy. Zofia Nałkowska pisze: "Ludzie ludziom zgotowali ten los". Czy w tym piekle panowała wśród Was ludzka solidarność, duch jedności, wspólnoty w cierpieniu?

- Obozowe doświadczenie mogą zrozumieć tylko ci, którzy za tą szyderczą bramą się znaleźli. I to w każdym obozie. Oczywiście, tu tylko można było przeżyć dzięki wspólnocie. Starsze obozowe koleżanki pocieszały nas i uczyły jak przetrwać, jak być sobą. Młodzież została objęta cichą opieką przez gimnazjalne czy uniwersyteckie nauczycielki. To one kosztem własnego wypoczynku uczyły nas różnych przedmiotów. Naprawdę wspaniałe kobiety, szczerze kochające Ojczyznę. Konspiracyjne lekcje jednoczyły nas, nawiązywały się nowe przyjaźnie, które trwają do dziś.

- Wśród 108 nowych błogosławionych jest urodzona w Rzeszowie Natalia Tułasiewicz - Wasza obozowa koleżanka, która napisała: "Kto Boga stracił - stracił wszystko, choćby wydawało się, że ma wiele". Niemcy wołali: Gott mit uns. Czy w Pani obozowym życiu nie było zwątpień, momentów targowania się z Bogiem, wewnętrznego buntu?

- Cieszę się, że nasza obozowa koleżanka została zaliczona w poczet błogosławionych Kościoła, ale proszę mi wierzyć, podobnych do Niej było wiele. Czy nie trzeba było heroicznej miłości bliźniego, by oddać swoją rację chleba dla innej, bardziej wyczerpanej głodem współwięźniarki? Były takie, które organizowały grupy modlitewne, pamiętały o świętach kościelnych i państwowych. To były akty niezwykłej odwagi. Modlitwa była zakazana. Groziły za nią ogromne kary, a mimo to modliłyśmy się ciągle. Pani Józefa Kantor umiała w nas wpoić potrzebę modlitwy i wiarę, że Bóg czuwa nad nami, a Jasnogórska Matka jest przy nas. To właśnie na modlitwie miało miejsce nieraz owo - jak Ksiądz nazwał - targowanie z Bogiem. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego ci ludzie, z takim hasłem, są bardzo okrutni i zadają tyle cierpienia. Jednak po takich wewnętrznych mirażach przychodziła skrucha i modlitwa Pod Twoją obronę.

- Jechała Pani z wyrokiem śmierci. Pragnienie życia stało się mocniejsze niż śmierć.

- Tak, jechałyśmy w wyrokiem śmierci. Wiele ich wykonano. My "króle" (kobiety, na których przeprowadzano doświadczania medyczne - przyp. red.) zostałyśmy zachowane na późniejszy termin. 4 lutego 1945 r. nadszedł ten dzień, który miał być naszym ostatnim dniem życia. Tu zadziałała solidarność innych narodowości. Ratowaniu nas sprzyjał bałagan spowodowany przebywającymi więźniarkami z innych obozów. Tak przetrwałyśmy do końca kwietnia, do ewakuacji obozu. Wmieszane w tłum innych więźniarek wyszłyśmy z obozu, ale to jeszcze nie był powrót do kraju.

- A jak wyglądały obozowe święta Bożego Narodzenia?

- Te Święta - to szczególne święta. To był dom, mój dom: biały obrus, choinka, Pasterka, mama i tato, moi kochani - co się z nimi dzieje? Pamiętam wszystkie Święta spędzone w obozie, ale te ostatnie w 1944 r. utkwiły mi szczególnie w pamięci. Po naszej skromnej Wigilii wyszłam przed blok. Niemcy swoimi ryczącymi głosami śpiewali w kantynie kolędę Cicha noc. Czy ona jest cicha? - pytałam siebie. Jakim prawem mogą śpiewać tę kolędę ludzie, którzy za chwilę będą znów bić i mordować swoje ofiary. Tak właśnie stałam skulona i płakałam tak bardzo, jak nigdy dotąd w obozowym życiu i pytałam Pana Boga: dlaczego jest tak cierpliwy i pozwala drwić z Siebie. To naprawdę były strasznie przykre Święta.

- Jak patrzy Pani na tamte doświadczenia z perspektywy kilkudziesięciu lat?

- Uważam, że pobyt w obozie nie był czasem straconym. Nauczył nas hartu ducha i wierności wartościom, które zwyciężyły nawet w najbardziej okrutnej sytuacji.

- Każdego roku jako byłe więźniarki pielgrzymujecie na Jasną Górę. Czy to jakieś zobowiązanie wobec Jasnogórskiej Pani?

- Postanowiłyśmy w obozie, że to po doczekaniu wolności będziemy pielgrzymować przed Jej oblicze w duchu dziękczynienia. W maju meldujemy się na Apelu u Jej stóp i dziękujemy za opiekę przez całe życie obozowe i to obecne. Żal, że każdego roku zwiększa się lista tych, dla których słońce już zaszło. Brakuje ich bardzo w naszym gronie. Kiedy spotykamy się na naszych pielgrzymkach, wtedy znikają zmarszczki, dolegliwości starczego wieku, a wracają twarze tamtych lat. Znowu dzielimy się tym, co przywiozłyśmy ze sobą, znowu silniejsze pomagają słabszym i na nowo czujemy się obozową rodziną. Po takim spotkaniu wracamy silniejsze do naszych środowisk.

- Tych duchowych mocy życzę Pani dziękując za rozmowę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2002-12-31 00:00

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Między misją a towarem

Niedziela Ogólnopolska 4/2016, str. 36-37

[ TEMATY ]

polityka

rozmowa

Grzegorz Boguszewski

Igor Zalewski

Igor Zalewski

O dziennikarstwie politycznym i kształtowaniu mediów przez opinię publiczną z Igorem Zalewskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od czasu, kiedy na początku lat 90. ubiegłego wieku pracowaliśmy w „Życiu Warszawy”, potem w „Życiu”, minęła niemal cała epoka w dziejach mediów III RP. Dziś często spotykamy się z bardzo krytycznym opisem jakości mediów, także wśród samych dziennikarzy. Jak po prawie ćwierćwieczu intensywnej pracy dziennikarskiej oceniasz procesy i przemiany polskich mediów, które zachodziły na naszych oczach?
CZYTAJ DALEJ

Trzy ważne tematy podejmuje dzisiejsza Ewangelia: rozpoznać Jezusa, pójść za Nim i dawać świadectwo

2026-01-14 18:56

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Agata Kowalska

Ewangelia uczy, że nikt nie jest gotów wybrać się w drogę za Jezusem, poddać się Jego wymaganiom czy też poświęcić się dla Niego, jeśli wpierw nie (roz)pozna w Nim swojego Zbawiciela.

Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi». Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».
CZYTAJ DALEJ

Kompromitacja Europy na Grenlandii

2026-01-17 12:02

[ TEMATY ]

komentarz

Grenlandia

Adobe Stock

Po wielu latach krytyki europejskiego kolonializmu prawie cała Europa staje w obronie duńskiej kolonii w Ameryce – tak najkrócej można określić całą awanturę wokół Grenlandii. Czy się komuś to podoba, czy nie, Grenlandia jest arcyważną wyspą z militarnego punktu widzenia, a Dania całkowicie ją zapuściła pod względem obronnym.

Wbrew pozorom ze stolicy Grenlandii do Nowego Jorku jest znacznie bliżej niż do Kopenhagi, bo wyspa leży na zachodniej półkuli i geograficznie należy do Ameryki Północnej. Grenlandczycy przez wieki przyzwyczaili się do Duńskiej dominacji na wyspie, ale nie pałają do nich przesadną sympatią. Także Duńczycy nic ze swojej kolonii nie mają, bo co roku muszą dopłacać do niej ok. 700 mln dolarów. A i tak jest to kropla w morzu potrzeb.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję