Reklama

Niedziela Częstochowska

Potrzebujemy „Niedzieli”. Wywiad z abp. Wacławem Depo

O odpowiedzialności czytelników za prasę katolicką, w tym za „Niedzielę”, z abp. Wacławem Depo, metropolitą częstochowskim i przewodniczącym Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Środków Społecznego Przekazu, rozmawia Maciej Orman.

2020-05-21 12:03

Grażyna Kołek

Maciej Orman: Za pośrednictwem Katolickiej Agencji Informacyjnej zaapelował Ksiądz Arcybiskup o wspieranie prasy katolickiej w trudnym czasie pandemii. Jakie zadania i odpowiedzialność mają w tym wymiarze czytelnicy „Niedzieli”?

Abp Wacław Depo: Pierwszym zadaniem każdego kapłana w służbie Kościołowi jest głoszenie Ewangelii. Ono nie zamyka się tylko w kościołach podczas celebracji eucharystycznej, ale przejawia się również bardzo mocno w katechizacji w szkołach i w różnych grupach modlitewnych czy apostolskich. Kolejne zobowiązanie dla kapłanów to podprowadzanie przez służbę prawdzie, czyli głoszenie Ewangelii, do przyjmowania sakramentów. Najpierw więc głosimy słowo Boże, które wzbudza wiarę, po to żeby ludzie uczestniczyli w spotkaniu z żywym Chrystusem obecnym w sakramentach. Wtedy dopiero przechodzimy do trzeciego wymiaru – budowania wspólnoty Kościoła. Najpierw lokalnego, którym są parafie, a później diecezjalnego i powszechnego. Tutaj zadania mają i głosiciele słowa, i ci, którzy przyjmują je dla swojej formacji i pogłębiania wiary. Jest to obowiązek czerpania nie tylko z osobistych spotkań z Pismem Świętym, ale również z prasy katolickiej, w tym z tygodnika „Niedziela”, który podaje komplementarnie słowo Boże i jego rozważania oraz podpowiada zadania, które wynikają z przyjęcia tego słowa, nie mówiąc już o budowaniu specyfiki Kościoła lokalnego i tym samym odpowiedzialności za ten Kościół. To odnosi się również do wspólnot zakonnych, ale i do poszczególnych rodzin czy nawet pojedynczych czytelników. Nawet w tym trudnym czasie pandemii ludzie upominają się zarówno o możliwość udziału w życiu sakramentalnym Kościoła i zwiększanie dopuszczalnego limitu wiernych w świątyniach, jak i o „Niedzielę”, do której zawsze mieli dostęp. Teraz można ją kupić również w wersji elektronicznej, ale tutaj chodzi też o samo wspomożenie, bo jeśli główny kolportaż odnosił się do parafii jako do wspólnoty, to teraz, kiedy w świątyniach jest mniej ludzi, tym bardziej rozumiemy, że pojawia się tu kłopot, co powoduje trudną sytuację finansową redakcji. Trzeba wzbudzać wzajemne zaufanie do siebie i otwarcie przez jeszcze większą gorliwość naszych księży i zachęcanie parafian do czytania „Niedzieli”. Jeszcze raz podkreślam – to bardzo ważne od strony ubogacenia wiary oraz odpowiedzialności za siebie i innych.

Myślę, że do apelu Księdza Arcybiskupa można również dołączyć prośbę skierowaną do księży proboszczów o informowanie „Niedzieli” o ważnych wydarzeniach w parafii.

Oczywiście, środowisko parafii jest pewną siłą własną, dlatego trzeba zacząć od osobistego świadectwa księdza proboszcza, który ma nie tylko zapoznawać wiernych z tym, co już sam przeczytał, ale i zachęcać ich do sięgnięcia do kolejnego numeru. To powinno również owocować świadectwem własnej wspólnoty, która pojawiłaby się na łamach „Niedzieli”. Dostrzegam, że w ostatnich miesiącach obecność poszczególnych wspólnot parafialnych na łamach „Niedzieli” jest większa. Zdjęcia i artykuły pokazują żywotność danej wspólnoty. Tu nie chodzi tylko o jubileusze samych parafii czy księży, ale także o różne wydarzenia, które w danej parafii są udziałem wiernych. Dobrze, że „Niedziela” ukazała swoje nowe oblicze w wymiarze służby lokalnemu Kościołowi i to nie tylko na terenie naszej archidiecezji częstochowskiej, ale również w innych diecezjach, które są obecne w pozostałych 18 edycjach tygodnika.

W mediach, a szczególnie w internecie, obowiązuje zasada: im gorzej się dzieje, tym lepiej dla mediów, bo mogą pisać o wydarzeniach czy zjawiskach, które zwiększą ich klikalność. Media katolickie mają jasno wytyczoną linię programową, której nie mogą zmieniać. Jak sobie poradzić z tym, że zło jest bardziej krzykliwe?

Św. Jan Paweł II i Benedykt XVI bardzo mocno akcentowali dotarcie samej prawdy do człowieka. Podobnie czyni Franciszek. Niezależnie od fake newsów stanowiących zaraźliwą chorobę, która wypycha źródła podające prawdę, również źródła katolickiej wiary, tym bardziej trzeba nam olbrzymiego wysiłku umysłu, serca i woli, żeby nie korzystać z tych zatrutych źródeł, a szukać tego, co jest dla nas ubogaceniem. Dzisiaj zaczynamy się zderzać z cywilizacją antychrześcijańską czy w przypadku Polski również antykatolicką, a w naszych środowiskach zbieramy argumenty przeciwko danemu ugrupowaniu czy człowiekowi. Nim prawda o danej osobie czy środowisku obroni się i wyjawi, hejt, fałsz czy nienawiść prowadzą do nieładu społecznego i braku zaufania do Kościoła. Dzisiaj bardzo mocno podkreślamy, że religia sprowadziła się do prywatnego podwórka. Traktuje się ją jako zjawisko, które nie odnosi się do źródła słowa Bożego. „Niedziela” przekazuje to słowo. Publikuje również komentarze wybitnych biblistów i teologów. Z tego mamy czerpać siłę, a nie z przekazu dnia jakiejś stacji telewizyjnej czy mediów społecznościowych. Prawda musi się przebijać samą prawdą. Możemy tutaj nawet podać przykład męczenników, którzy w bardzo trudnych warunkach, chociażby podczas II wojny światowej, byli wierni prawdzie, którą odczytywali w sumieniu. Nie zdradzili jej ani nie zaprzeczyli, by ratować swoje życie. To bardzo mocno podkreślał św. Jan Paweł II w encyklikach „Evangelium vitae” czy „Veritatis splendor”.

Czy w czasie pandemii prasa katolicka, w tym „Niedziela”, może być dla wiernych źródłem optymizmu i nośnikiem nadziei?

Naszym zadaniem jest odkrycie „Niedzieli” dla niedzieli. Niedziela jako dzień Pański jest, oczywiście, najpierw zaproszeniem samego Boga do spotkania z Nim na Eucharystii, a z kolei tygodnik „Niedziela” ma nas przygotować do tego kolejnego spotkania, np. przez dodatek liturgiczny. Oddzielanie niedzieli jako dnia Pańskiego z jego szczytem eucharystycznym od prasy katolickiej jest nie tylko błędem, ale i winą – to trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć w środowisku księży i wiernych. Ten rozdźwięk nie może być naszym udziałem. W „Niedzieli” znajdziemy różne artykuły, które podprowadzają nas do coraz głębszego przeżycia kolejnej niedzieli. Trzeba również, żeby więź między czytelnikami a samym tygodnikiem była coraz większa.

Jakie są oczekiwania Księdza Arcybiskupa co do charakteru pracy „Niedzieli”, nie tylko w czasie pandemii?

Odniosę się tu do bardzo trudnego tekstu, który zawdzięczamy św. Pawłowi: „Nie bierzcie wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12, 2). Trzeba zacząć od odnawiania umysłu i kształtowania sumienia przez rozpoznawanie prawdy, którą „Niedziela” przekazuje. To odnowienie nie jest możliwe bez Ducha Świętego. Tygodnik powinien również odnosić się do naszej modlitwy od strony formacyjnej, czyli kształtowania sumienia w prawdzie. To już jest obecne na łamach, ale trzeba to dobrze połączyć, żeby modlitwa towarzyszyła naszej lekturze „Niedzieli”. Później zaowocuje to świadectwem wobec tych, którzy jeszcze nie znają prawdy, którą podaje ten tygodnik, albo którzy jeszcze w ogóle nie spotkali się z „Niedzielą”. Świadectwo musi więc wynikać zarówno ze spotkania z prawdą dzięki „Niedzieli”, jak i z modlitwy oraz życia sakramentalnego. Takie świadectwo będzie dopiero dowodem na to, że jesteśmy na właściwej drodze. Nigdy nie wolno nam powiedzieć, że już wystarczająco doszliśmy do jakiegoś stopnia doskonałości i że znamy odpowiedzi na wszystkie pytania. Ciągle jesteśmy ludźmi, którzy stają się wiernymi łasce, którą Pan Bóg nam przygotował.

Apelujemy więc do czytelników, żeby byli apostołami „Niedzieli” i podawali ją dalej.

Jeżeli przeczytałeś dany egzemplarz, nie niszcz go, ale przekaż innym, szczególnie tym, których nie stać na regularną prenumeratę – taką zasadę zapoczątkował bp Teodor Kubina. To jest wyjście naprzeciw temu, kto do tej pory nie miał kontaktu z „Niedzielą”, albo miał zły obraz i odbiór tego, czym ona jest, traktując tylko jako katolicki i konserwatywny tygodnik. Chodzi o to, żeby widzieć tych, którzy są w naszym kręgu, a którzy skorzystaliby z naszego świadectwa. W jednej z rozmów z ks. inf. Ireneuszem Skubisiem, poprzednim redaktorem naczelnym „Niedzieli”, byłem poruszony jego świadectwem spotkania z Arturo Dreifingerem, Żydem uratowanym z Holokaustu, który przyjechał do Częstochowy, żeby pomodlić się na grobie ks. Antoniego Marchewki, jednego z naczelnych tygodnika, który miał udział uratowaniu mu życia. Takie przykłady są dla nas stale aktualne, kiedy dzisiaj różne środowiska oskarżają nas o antysemityzm, przytaczając historie ludzi, którzy mogli pomóc, a nie pomogli. Wydobywajmy więcej dobra i prawdy, które gdzieś jeszcze są ukryte. To również zadanie „Niedzieli”.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Meksyk: ksiądz w czasie Mszy św. odebrał telefon od papieża

2020-05-24 21:49

[ TEMATY ]

telefon

Free-Photos/pixabay.com

W Meksyku szerokim echem odbiła się niecodzienna sytuacja podczas Mszy św., kiedy odprawiający ją kapłan nagle przerwał czytanie Ewangelii, aby odebrał telefon. Okazało się, że dzwonił Franciszek – poinformował 20 maja hiszpański magazyn katolicki „Vida Nueva”. Na filmiku wideo, który umieściła na Facebooku parafia z Jalostotitlán w zachodniomeksykańskim stanie Jalisco, widać, jak ks. Miguel Dominguez czyta przy pulpicie tekst Ewangelii, gdy nagle zadzwoniła jego komórka; celebrans natychmiast przerwał czytanie, przeprosił wiernych i wyszedł do zakrystii, skąd po chwili przez głośnik przekazał swoją rozmowę z papieżem „na żywo” uczestnikom liturgii.

Następnie kapłan stanął ponownie przy pulpicie, poprosił wiernych o oklaski dla Ojca Świętego i powrócił do czytania Ewangelii. Do chwili ukazania się wiadomości o zdarzeniu na portalu nagranie wideo miało ponad 90 000 wejść. Według mediów ksiądz jest przyjacielem obecnego papieża.

Zaraz też w sieci pojawiły się pytania, czy można przerwać liturgię, aby odebrać telefon, nawet wtedy, gdy dzwoni sam papież. Liturgista z Miasta Meksyku ks. José Alberto Medel Ortego powiedział w rozmowie z „Vida Nueva”, że wprawdzie kapłan nie złamał zasady, jednak przerwanie liturgii jest – jego zdaniem – „poważnym naruszeniem modlitwy”.

Liturgista wyraził ubolewanie, że wielu ludzi uważa, iż liturgia jest stosowną realizacją serii obrzędów, które są ściśle określone w tzw. rubrykach czy normach liturgicznych i że dana osoba okazuje jej szacunek, gdy przestrzega tych ustaleń. „Jeśli trzymamy się tych norm rybrycyzmu czy rytualizmu, to nie ma tam żadnych przepisów, które zabraniałyby przerwania Eucharystii z jakiegokolwiek powodu lub choćby tylko wspominałyby o takiej możliwości” – stwierdził meksykański liturgista. Wyjaśnił, że w tym sensie ksiądz z Jalostotitlán nie naruszył żadnej normy, zrobił jedynie przerwę w czytaniu Ewangelii i na tym się skończyło.

Jednakże dla prezbitera, jeśli nawet brakuje mu świadomości tego, czym jest liturgia, istnieje przede wszystkim modlitwa i liturgia jest modlitwą opartą na obrzędzie, który jest środkiem, podporządkowanym swemu znaczeniu, swej racji i swej istocie, a jest nią modlitwa. „I w tym znaczeniu popełniono tu zło, ponieważ jest oczywisty brak szacunku dla modlitwy” – podkreślił rozmówca magazynu.

Wyjaśnił, że w modlitwie eucharystycznej, zwłaszcza w Ewangelii, głosi się to, co Bóg „rzeczywiście i naprawdę mówi” w danej chwili. Znaki towarzyszące temu przepowiadaniu uświadamiają nam to: stanie (nie siedzenie), śpiew Alleluja, aby uwielbić zmartwychwstałego Chrystusa, który przemawia, kapłan lub diakon, który pozdrawia zgromadzony lud Boży, aby wezwać go do uważnego słuchania, bo to sam Chrystus mówi; czasami nawet towarzyszą temu zapalone świece i okadzanie. Księga, z której czyta się Ewangelię, jest zwykle bogato zdobiona, bo wszystkie te znaki mówią, że to Jezus przemawia. Dlatego w rubrykach mszalnych nazywa się tę część liturgii „Słowem Bożym” – przypomniał ks. Medel Ortega, dodając, że „głoszenie Ewangelii zawsze jest uroczyste”.

Stwierdził, że kapłan, odbierając telefon w czasie Mszy, okazał brak szacunku dla liturgii, ulegając próżności, „mile połechtany tym, że jego przyjaciel papież zadzwonił do niego w tej chwili”.

CZYTAJ DALEJ

Rzym - pierwsza niedziela z otwartymi kościołami

2020-05-25 13:12

Dla katolików we Włoszech dzień 24 maja był dniem szczególnym – to pierwsza niedziela z otwartymi kościołami po kilkumiesięcznej kwarantannie. Po raz pierwszy, po długim „poście eucharystycznym” Włosi mogli przyjąć Komunię św. w czasie niedzielnych Mszy św. Wyszedłem z domu wczesnym rankiem, by osobiście przekonać się co się dzieje na mieście. Poniżej relacja z mojego dziennikarskiego spaceru po Rzymie.

Wokół Watykanu jest pusto, jedynie przy przy placu św. Piotra karabinierzy i policjanci – wszyscy w maseczkach i rękawiczkach – ustawiają barierki i bramki wejściowe. Przechodzę obok kościoła Świętego Ducha – jest jeszcze zamknięty, monumentalna aleja della Conciliazione jest pusta, zamknięte są też znane turystom tutejsze bary, w tym słynny bar „Antico Bar san Pietro”. Na zamkniętej żaluzji wywieszone wielkie ogłoszenie: „Bez pomocy rządu nie możemy rozpocząć na nowo. Tysiące miejsc pracy jest zagrożonych”. Takie kartki wiszą na wielu rzymskich barach i restauracjach. Otwarty jest znajdujący się przy niej kościół Santa Maria della Traspontina. Duże drzwi świątyni są otwarte na oścież, by wchodzący nie musieli dotykać klamek, nad jednymi umieszczono napis: „Entrata” (Wejście), nad innymi: „Uscita” (Wyjście). Na stoliku, przy wejściu wielki pojemnik z płynem do dezynfekcji rąk, w ławkach pojedyncze osoby, ksiądz spowiada wiernego nie w konfesjonale, ale w bocznej kaplicy – krzesła kapłana i penitenta ustawione są w dużej odległości. W tą pierwszą niedzielę po kwarantannie w większości kościołów kapłani rozdają Komunię św. w rękawiczkach na rękę wiernych i noszą przy tym maseczkę. Ludzie też nie za bardzo wiedzą, jak się zachowywać – biorą hostię na rękę, ale niektórzy mają rękawiczki, inny chusteczkę na ręce.

Idę do centrum przechodząc przez most św. Anioła, na wprost Zamku św. Anioła. Jedynymi osobami, które spotykam, są właściciele psów, ludzie uprawiający jogging lub jeżdżący na rowerach. Wydaje się jakby miasto spało – zamiast hałasu samochodów słychać krzyk mew i szczekanie psów. Ulicą Coronari, znaną turystom z antykwariatów, barów i eleganckich sklepików, a dziś całkowicie pustą, dochodzę do placu Navona. Tutaj spotykam jedynie kilka osób. Na placu stoją jedynie wielkie wozy transmisyjne włoskiej telewizji państwowej RAI, która z kościoła św. Agnieszki in Agone ma transmitować Mszę św. Po przeciwnej stronie placu znajduje się drugi kościół – Nostra Signora del Sacro Cuore. Zakrystianin otwiera drzwi, na których wisi ogłoszenie Diecezji Rzymu z regulaminem uczestnictwa w Mszy św. – Widzi pan, możemy wpuścić do kościoła tylko 30 osób. Takie są przepisy – dodaje. Przechodzę na plac przed Panteonem. Kilka osób, tak jak ja, robi zdjęcia, bo nie zdarza się, by słynny plac Rotundy był pusty. Tutaj zdaję sobie sprawę, dlaczego te historyczne place wydają się dziś jakby większe, bardziej monumentalne – normalnie są zastawione stolikami kawiarni i restauracji, które teraz są pozamykane. Przed Panteonem otwarty jest tylko jeden bar, przed którym ustawiono kilka stolików. Idę następnie do jednego z moich ulubionych kościołów, Najświętszej Marii Panny sopra Minerwa. Placyk przed kościołem ze słynnym słoniem dźwigającym egipski obelisk (dzieło Berniniego) też pusty, a świątynia zamknięta. Wracam więc w stronę Watykanu, przechodząc przez placyk sant’Eustachio, którego nazwa wzięła się od stojącej tutaj bazyliki św. Eustachiusza. Przy placu jest kilka barów, w tym słynny bar „Sant’Eustachio”, gdzie serwują jedną z najlepszych kaw w Rzymie. Tu przy stolikach siedzi trochę ludzi, włącznie z proboszczem, ale to najwyraźniej okoliczni mieszkańcy, którzy korzystają z zakończenia kwarantanny i „kawowego postu”. Nieco dalej znajduje się ulica Rinscimento zamknięta monumentalną fasadą kościoła św. Andrzeja – tu też nie ma nikogo. Do Watykanu podchodzę ulicą Borgo Pio, która prowadzi do Bramy św. Anny, głównego wejścia na teren Państwa Watykańskiego. To deptak bez samochodów, zazwyczaj pełen turystów, pracowników watykańskich, księży i zakonnic. Dziś nie ma tu prawie nikogo a tylko jeden bar-cukiernia wystawił stoliki na ulicę. W Bramie św. Anny stoją gwardziści szwajcarscy, oczywiście w maseczkach, ale dziś nie mają prawie wcale pracy. Natomiast na placyku della Città Leonina, który ciągnie się wzdłuż Passetto del Borgo, czyli muru łączącego Pałac Apostolski z Zamkiem św. Anioła, dwa bary są otwarte i pełne ludzi, ale to policjanci i żandarmi, którzy od wczesnych godzin porannych pełnią służbę wokół placu św. Piotra i wpadają tu na kawę.

Dziś po raz pierwszy ludzie mogą wejść na plac, by zobaczyć Papieża w oknie Pałacu Apostolskiego. Oczywiście Franciszek odmówi modlitwę południową w Bibliotece, a pojawi się w oknie jedynie, by udzielić błogosławieństwa. Jednak nie ma tłumów – jest trochę ludzi, którzy wchodzą na plac i po drugiej kontroli idą do bazyliki. Gdy zbliża się południe na placu jest trochę wiernych, może nieco ponad sto, którzy stoją z dala od siebie. To ich pobłogosławił Papież, który pojawił się w oknie Pałacu Apostolskiego nieco po godz. 12. Dla niego to również pierwsze po kwarantannie spotkanie z ludźmi na placu św. Piotra. Gdy patrzę na tę małą grupkę ludzi po raz kolejny zdaję sobie sprawę, że sytuacja w Rzymie nie wróciła jeszcze do normy i że przeżywamy szczególny czas, również w Kościele.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję