Reklama

Kościół

Jak się cofniemy ws. życia to całkiem przegramy

Jak się cofniemy ws. życia to całkiem przegramy. Obecne protesty proaborcyjne na ulicach polskich miast są inne od tych w 2016 roku. Są mniej kobiece, bardziej radykalne i antysystemowe. Jak damy im wygrać, to przegramy Polskę jaką znamy.

[ TEMATY ]

życie

Iwona Ochotny

Cały feministyczny mechanizm i know-how został przeniesiony z Ameryki Łacińskiej, gdzie co jakiś czas są próby legalizacji aborcji. Podobne widoki, choć jeszcze bardziej agresywne, można było obserwować w ostatnich latach w Meksyku, w Chile i w Argentynie. Sponsorowane przez lewicowe międzynarodowe organizacje feministki regularnie urządzają burdy na ulicach miast i atakują kościoły. Ich kongresy, uliczne akcje zawsze są wspierane m. in. przez Amnesty International oraz aborcyjny biznes z USA Planned Parenthood.

Podobnie było w Polsce podczas czarnych protestów w 2016 roku.

Reklama

Analiza powszechnie dostępnych w Internecie materiałów pokazuje jednak, że na rzekomo spontaniczne działania, organizacje feministyczne uzyskały gigantyczne środki z zagranicy, głównie od organizacji finansowanych przez George’a Sorosa.

Tegoroczne protesty też są wspierane przez silnych graczy, ale nie gromadzą tylu kobiet, jak w 2016 roku. Jest to głownie protest zbuntowanej i zmanipulowanej młodzieży, która ma wolne od nauki i pozamykane kluby nocne. Uczestniczy w nich zdecydowanie więcej mężczyzn i chłopców oraz takie środowiska jak KOD czy Obywatele RP, którzy przyłączają się do wszystkich antyrządowych protestów.

Protesty w kościołach są jednak o wiele bardziej wulgarne od tych w 2016 roku. Powód jest prosty. Przez cztery lata aktywiści LGBT poszerzyli społeczną akceptacje dla profanacji naszych narodowych świętości. Nie od dziś wiadomo, że na całym świecie taktyka działalności proaborcyjnej i prohomoseksualnej jest niemal identyczna, a oba środowiska mają sojusz. Ich celem są wszystkie konserwatywne wartości, jak religia, rodzina i poszanowanie dla ludzkiego życia.

Reklama

Gdyby polski rząd ustąpił w tej sprawie, to opozycyjne ruchy będą wiedziały, że tym sposobem mogą wywalczyć więcej, więcej i jeszcze więcej. Przegramy więc Polskę, jaką obecnie znamy.

Szybka publikacja orzeczenia Trybunału odetnie choć trochę tlenu od takich protestów, które stają się coraz bardziej niebezpieczne ze względu na szalejącą pandemię koronawirusa. Rząd ma czas do 2 listopada, ale nie warto aż tak długo czekać, bo szkodzi to nam wszystkim. Ochrona życia maleńkich Polaków z jednej strony jest obroną ważnego dla naszej tożsamości systemu wartości, a samo orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego może okazać się bardzo ważne dla naszej niepodległości. Trybunał jest bowiem jedynym sądem, który może orzekać ws. wyższości polskiego prawa nad prawem europejskim. Dbanie o realizację jego orzeczeń jest również ważnym elementem naszej polskiej suwerenności.

W środę zbiera się Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski. Wierni a także klasa polityczna potrzebują wsparcia w tym trudnym czasie szykan, ale także jasnego poparcia dla całego ruchu obrony życia, który jest głęboko zakorzeniony w nauczaniu Kościoła, a zwłaszcza w dziedzictwie św. Jana Pawła II.

Artur Stelmasiak

2020-10-27 17:57

Ocena: +14 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Samo życie

2020-11-18 11:37

Niedziela bielsko-żywiecka 47/2020, str. IV

[ TEMATY ]

życie

niepełnosprawność

Archiwum

Blondynek, o którego warto walczyć

Blondynek, o którego warto walczyć

– Pawełek jest idealnym mężczyzną. Można się przy nim wygadać, do końca wysłucha i nie wnosi głosu sprzeciwu. Moje zdanie jest dla niego najważniejsze – mówi z uśmiechem Wioletta, czterdziestoletnia mama 10-letniego dziecka urodzonego z przepukliną oponową i z zespołem wad wrodzonych, tzw. wielowadziem.

Chłopiec waży 15 kg i wygląda jak dwulatek. Gdy przyszedł na świat miał 3,6 kg i 53 cm wzrostu. – Mały dzidziuś. Chory. Jaki biedulek – rozczulała się nad nim dwuletnia dziewczynka w przychodni. Śmiałam się w duchu. Gdybyś ty wiedziała, że ten dzidziuś jest o osiem lat starszy od ciebie – mówi kobieta.

– Dzieci są bezpośrednie. Nie są tak wycofane jak dorośli. Ci patrzą z zaciekawieniem, ale kompletnie nie wiedzą, jak się zachować, co powiedzieć – zauważa. – Problem z tym, jak się odnaleźć przy Pawełku mają również kapłani. Po kolędzie trochę już ich naprzyjmowałam i wiem, co mówię. Większość z nich chyba boi się podjąć tematu chorego dziecka, ale dwóch pokazało wielką klasę. Przyszli i bez podchodów zaczęli zagadywać, a to o zdrowie Pawełka, a to o opiekę nad nim. To była normalna rozmowa – podkreśla Wioletta.

Od momentu narodzin szpital stał się dla Pawełka drugim domem. W dobę po przyjściu na świat trafił do Ligoty, a stamtąd na operację do Bielska-Białej.

Świat stanął w miejscu

Diagnoza wybrzmiała w 20. tygodniu ciąży. USG nie pozostawiało wątpliwości. Żeby nie było niedomówień, dodatkowe badania wykonano tydzień później w klinice w Katowicach. Łzy były nieuniknione. Popłakali się oboje z mężem. Od lekarzy usłyszeli, że muszą podjąć decyzję. Nikt nie naciskał, nie namawiał.

Gdy Pawełek się urodził, personel szpitala w Rudzie Śląskiej stanął na wysokości zadania. Nie było ostracyzmu. – Nikt nie dał nam odczuć, że nasza decyzja była błędna. Że skoro zdecydowałam się urodzić niepełnosprawne dziecko, to teraz sama muszę się nim zająć – podkreśla Wioletta.

Od momentu narodzin szpital stał się dla Pawełka drugim domem. W dobę po przyjściu na świat trafił do Ligoty, a stamtąd na operację do Bielska-Białej. Zdarzało się, że w jednym roku nawet pięciokrotnie bywał w szpitalu. Najdłużej zatrzymano go na pięć miesięcy. Na szczęście im jest starszy, tym tych wizyt potrzebuje mniej. W ostatnich trzech latach zaledwie raz musiał korzystać ze szpitalnej opieki.

Charakterek

Pawełek jak jest pojedzony, to mruczy. Karmienie odbywa się przez PEG, bezpośrednio do żołądka. Zmiksowany pokarm rodzice serwują mu średnio co 3,5 godziny. Głodny Pawełek też mruczy. Zadowolony, bolejący – również. Jego nastroje w mig wychwytują najbliżsi.

– Niekiedy zazdroszczę mężowi, że lepiej kojarzy, co synowi potrzeba. On jest z nim non stop. Rolami opiekunów zamieniamy się, gdy mam wakacje. Wtedy mąż bierze dwójkę naszych zdrowych dzieci i na jakiś czas rusza w plener. O nie też musimy się troszczyć. Gdy Pawełek miał niespełna roczek i trafił do szpitala, jego starszy o trzy lata brat skomentował to dosadnie: „I bardzo dobrze, bo teraz mamo będę miał cię tylko dla siebie” – wspomina Wioletta.

Rodzeństwo znacznie od tego czasu podrosło i nabrało w tym temacie ogłady. Wie, że brat ma u rodziców pewne względy i trzeba to zaakceptować. Paweł tymczasem lubi zapatrzyć się na zabawy swoich domowników. Na twarzy pojawia się wtedy maleńki uśmieszek. Zupełnie taki sam, gdy mama i tata biorą go w ramiona i z nim figlują. Jego świat to także bajki i muzyka. Wtedy zastyga, wycisza się, skupia. I mruczy.

Codzienność

Z Pawełkiem rodzice wychodzą na spacery, gdy jest ciepło. Jego słaba odporność eliminuje wszelkie podróżnicze eksperymenty. Nie omijają jednak rodzinnych rautów, ognisk, czy duszonek. Jedyne, z czego świadomie zrezygnowali, to z relaksu we dwoje. Kino, teatr – tego w zasadzie nie ma.

– Bez Pawełka wytrzymujemy dwie godziny. To maksimum. Mimo że robiąc zakupy, wiemy, że jest przy nim mama lub teściowa, to i tak co jakiś czas telefonujemy lub piszemy SMS-y. Wolimy mieć wszystko pod kontrolą – tłumaczy Wioletta.

Jako uczeń bielskiej SP 17 Pawełek korzysta z pomocy psychologa, tyflopedagoga oraz rehabilitanta, który przychodzi do niego trzy razy w tygodniu. Odpowiedni tembr mruczenia daje pewność, że chłopak lubi ćwiczenia ze swoimi nauczycielami.

Wnioski na przyszłość

Wiadomość o niepełnosprawności syna, którą przyniosło USG, Wioletta i Marek, przyjęli z płaczem. Pytanie – „dlaczego” – skierowane do Pana Boga też padło. Była nowenna do św. Mikołaja i do św. Judy Tadeusza.

Rodzeństwo Pawełka wie, że brat ma u rodziców większe względy i że trzeba to zaakceptować.

– W ogóle nie myśleliśmy o aborcji. Dziecko zabić. Bez przesady. Gdzieś tam tliła się nadzieja, że będzie lepiej, niż mówią. Może brało się to z tego, że jestem optymistką – mówi Wioletta. I dodaje, że po porodzie znów na chwilę przyszły czarne myśli. – Zauważyłam wtedy, że im bardziej się negatywnie nakręcałam, tym było gorzej. Wygadałam się więc tak od serca przy Pawełku, przed Panem Bogiem i pomogło. Nikt tu niczemu nie był winny – podkreśla kobieta.

Może dlatego najbardziej denerwują ją teraz osoby, które użalają się nad jej dzieckiem i nad nią samą.

– Nie wyobrażam sobie życia bez Pawełka. Gdybym mogła cofnąć czas, niczego bym nie zmieniła. Cieszę się z jego obecności i z mruczącego zadowolenia. Różowo nie jest, ale inni mają jeszcze gorzej. Niektórym z dobrobytu poprzewracało się w głowach i uciekają od tego, co trudne i wymagające. A ja biorę życie takim, jakim jest – stwierdza Wioletta.

Wiadomość o niepełnosprawności syna, którą przyniosło USG, Wioletta i Marek, przyjęli z płaczem. Pytanie – „dlaczego” – skierowane do Pana Boga też padło.

I dodaje: – Patrząc w blond loczki Pawełka, pomyślałam sobie, nie każdy może kąpać aniołka. Mój aniołek jest cichy i uczy mnie oraz męża cierpliwości. Mając go, wiem, że nie słowa są ważne, ale miłość, która je napędza i czyny, które ją konkretyzują.

Modlitwa

– Wiem, że jak jest źle, to mogę się pomodlić i, co doświadczyłam wielokrotnie, ta modlitwa pomaga. I to jest dla mnie dowód, że Pan Bóg się o nas troszczy. Nie otrzymaliśmy zdrowego dziecka, choć modliliśmy się o cud. Bóg jednak nie zakpił sobie z lekarskiej diagnozy, ale pozwolił nam przyjąć chore dziecko i je pokochać. Pomoc od Niego nie jest spektakularna. Bo czym niby jest dar ukojenia i spokoju? Dla wielu jest pewnie banalny, ale dla nas bardzo ważny. Pan Bóg zresztą wie, co robi. Tak miało być i myśmy się z Jego decyzją pogodzili. Wychodzimy z założenia, że inni mają jeszcze gorzej, a mimo to dają sobie radę. Dlatego nie stronię od modlitwy – wyjawia Wioletta.

I dodaje: – Zawsze chciałam mieć drugiego syna i mam. Pawełek jest taki, jaki jest, i cieszę się, że jest z nami. On jest pełnoprawnym członkiem naszej rodziny. Pan Bóg spełnił więc moją prośbę, choć potraktował ją po swojemu. Cieszę się, że dostaliśmy od Niego siłę do odnalezienia się w tej sytuacji.

CZYTAJ DALEJ

Abp Szal: Nie szukajmy powodów, by nie uczestniczyć w Mszy świętej

2020-11-30 08:20

[ TEMATY ]

Eucharystia

abp Adam Szal

ks. Paweł Kłys

Nie szukajmy zatem błahych powodów, wymówek, które pozbawiają nas udziału w niedzielnej Mszy świętej – apeluje abp Adam Szal w liście pasterskim na Adwent. Metropolita przemyski zwraca też uwagę, że niedziela jest dniem radości, odpoczynku oraz wspólnoty z rodziną i najbliższymi. Zaznacza, że nie powinniśmy jednak poprzestawać na przeżywaniu niedzieli wyłącznie jako czasu odpoczynku i rekreacji.

Abp Szal przypomina, że wraz z pierwszą niedzielą Adwentu rozpoczynamy nowy rok duszpasterski, który będzie przeżywany pod hasłem: „Zgromadzeni na świętej wieczerzy”. W archidiecezji przemyskiej będzie mu patronował św. Józef Sebastian Pelczar znany z umiłowania do adoracji Najświętszego Sakramentu i Eucharystii.

Metropolita Przemyski zwraca uwagę, że Msza św. wymaga odpowiedniego przygotowania, które powinno się rozpocząć już w domu. Należy zadbać o skupienie, odpowiedni ubiór i wzbudzenie intencji modlitewnej. Zachęca, by do kościoła przyjść wcześniej i jakiś czas spędzić na adoracji w ciszy.

Hierarcha przypomina nauczanie św. Józefa Pelczara, który pisał, że „Stół Pański jest ciągle zastawiony, a słudzy Pańscy zapraszają ustawicznie na biesiadę... Jezus chce być pokarmem...”.

„Nie szukajmy zatem błahych powodów, wymówek, które pozbawiają nas udziału w niedzielnej Mszy świętej. Oczywiście zdarzają się sytuacje, które uniemożliwiają uczestnictwo w Eucharystii. Pamiętajmy jednak, że transmisja jest zawsze jedynie namiastką naszego przeżywania niedzielnej Mszy świętej – wskazuje abp Szal.

„Jeśli przychodzi nam uczestniczyć w liturgii duchowo za pomocą transmisji radiowej, telewizyjnej lub internetowej, postarajmy się przeżywać ją w skupieniu, wzbudzając w sobie pragnienie przyjęcia Chrystusa w Komunii świętej duchowej. Kiedy to tylko możliwe, trzeba jednak powrócić do Eucharystii z oczyszczonym sercem, z odnowionym zadziwieniem, z mocniejszym pragnieniem, by spotkać Pana, trwać przy Nim i przyjąć Go, aby zanieść Go braciom, dając świadectwo życia wypełnionego wiarą, miłością i nadzieją” – pisze metropolita przemyski.

Abp Szal zachęca świeckich, aby również włączali się do celebracji Mszy świętej przez czytanie Słowa Bożego, modlitwę wiernych oraz służbę przy ołtarzu, zarówno ministrantów i lektorów, jak i osób starszych.

Metropolita przemyski zwraca też uwagę, że niedziela jest dniem radości, odpoczynku oraz wspólnoty z rodziną i najbliższymi. Zaznacza, że nie powinniśmy jednak poprzestawać na przeżywaniu niedzieli wyłącznie jako czasu odpoczynku i rekreacji. „Uczeń Chrystusa, dążący do dojrzałości wiary, powinien promieniować oraz dzielić się radością i nadzieją z innymi członkami rodziny, sąsiedztwa czy wspólnoty parafialnej, nawet w najtrudniejszych okolicznościach życia. (…) Jako apostołowie Jezusa, zasiewajmy optymizm, wyrastający z ufności w Bożą Opatrzność, zażegnujmy spory rodzinne i sąsiedzkie. Dbajmy, aby w sercach i na twarzach otaczających nas osób pojawiał się uśmiech, będący owocem chrześcijańskiej radości i nadziei” – wskazuje abp Szal.

Ordynariusz archidiecezji przemyski wskazuje, że niedziela powinna pomagać zdystansować się od codziennych zajęć i trosk, przypomnieć sobie o właściwej hierarchii wartości, a także zaangażować się w dzieła miłosierdzia, charytatywne i apostolskie.

„Oby nie było wśród nas bliźnich, którzy w tych trudnych czasach chorób, w zbliżających się dniach świątecznych, czuliby się niezauważeni, samotni, pozbawieni dobrego słowa, obecności bliźniego, odwiedzin, czy konkretnej pomocy” – apeluje abp Szal.

Metropolita przemyski zwraca też uwagę na szczególne wyzwanie dla duszpasterzy i wiernych, jakim jest obecnie dostęp do Słowa Bożego i sakramentów, zwłaszcza pokuty i Eucharystii. Niektóre spotkania formacyjne odbywają się z wykorzystaniem transmisji radiowych i internetowych. „Przyjmujcie ze zrozumieniem proponowane przez Waszych duszpasterzy inicjatywy i formy oraz chętnie odpowiadajcie na nie swoim zaangażowaniem. Włączajcie w nie także Wasze dzieci” – zachęca abp Szal.

CZYTAJ DALEJ

Św. Janie Pawłe II, módl się za nami- modlitwa kard. Angelo Comastriego

2020-12-02 16:07

[ TEMATY ]

modlitwa

św. Jan Paweł II

Włodzimierz Rędzioch

Większość pielgrzymów i turystów odwiedzających Bazylikę św. Piotra kieruje swoje pierwsze kroki do kaplicy św. Sebastiana, gdzie znajduje się grób św. Jana Pawła II. Doczesne szczątki Papieża przeniesiono z Grot Watykańskich do tej właśnie kaplicy, po jego beatyfikacji w 2011 r.

Umieszczono je pod ołtarzem, gdzie kiedyś znajdowały się relikwie błogosławionego Papieża Innocentego XI. Ołtarz ozdobiony jest olbrzymią mozaiką przedstawiającą męczeństwo św. Sebastiana – wykonał ją Pier Paolo Cristofari według obrazu słynnego malarza Domenichino. Po bokach kaplicy znajdują się monumenty Papieży: Piusa XI autorstwa Francesco Nagni oraz Piusa XII wykonany przez Francesco Messina.

Każdego ranka, przy grobie św. Jana Pawła II odprawiane są Msze św., a zawsze można spotkać tu modlących się ludzi. W tym roku – roku setnej rocznicy urodzin Karola Wojtyły – na stoliku przy barierce otaczającej kaplicę umieszczane są obrazki świętego Papieża z modlitwą w języku angielskim ułożoną przez kard. Angelo Comastriego, archiprezitera Bazyliki Watykańskiej.

Kard. Comastri, włoski kapłan z Toskanii, często podkreśla swoje związki z Janem Pawłem II. Jak powtarza jego kapłaństwo i biskupstwo związane są z Papieżem z Polski. W 1979 r. został proboszczem Porto Santo Stefano, w 1990 Jan Paweł II mianował go biskupem diecezji Marittima-Piombino, w 1996 r. Papież mianował go arcybiskupem, prałatem Loreto i delegatem papieskim ds. sanktuarium loretańskiego. 6 lutego 2005 r., na kilka miesięcy przed śmiercią, Ojciec Święty mianował go wikariuszem generalnym Państwa Watykańskiego i przewodniczącym Administracji Bazyliki św. Piotra (Fabbrica di San Pietro); nieco później został mianowany archiprezbiterem Bazyliki Watykańskiej. To on, jako osoba odpowiedzialna za Bazylikę św. Piotra, musiał zorganizować pogrzeb Papieża – wspomina z rozrzewnienim fakt, że jego pierwszą czynnością w Watykanie było zorganizowanie uroczystości pogrzebowych Papieża, który sprowadził go do siebie.

Kard. Comastri często nawiedza grob św. Jana Pawła II i nie kryje swojej wielkiej czci, którą darzy Papieża z Polski. Dlatego z wewnętrznej potrzeby serca, z okazji setnej rocznicy urodzin Karola Wojtyły napisał tę szczególną modlitwę. Oto jej polskie tłumaczenie.

Modlitwa do św. Jana Pawła II

W stulecie urodzin (1920 - 2020)

Święty Janie Pawle II, urodziłeś się sto lat temu,

Kiedy były jeszcze otwarte rany I Wojny Światowej.

W swoim życiu zawsze wołałeś: „Pokój!”.

Powiedziałeś: „Wojna nie rozwiązuje problemów,

ale je straszliwie pomnaża”.

Módl się, aby ludzie to zrozumieli.

Wspominamy z wzruszeniem pierwsze

Słowa Twojego pontyfikatu:

„Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!”.

Nauczyłeś nas kochać Jezusa i ufać Mu,

do młodych ludzi, zgromadzonych

w Toronto na Światowych Dniach Młodzieży,

wołałeś z mocą: „Nie bądźcie jak ślimaki,

które pozostawiają po sobie tylko ślad śluzu”.

Módl się za nami,

abyśmy mogli zostawić ślad

dobra i zapach żywej Ewangelii.

Zaraz po ataku na Placu św. Piotra,

Miałeś siłę, by powiedzieć:

„Wybaczam bratu, który mnie postrzelił!”.

Chcemy iść za twoim przykładem,

Chcemy być dzisiaj siewcami przebaczenia

i tymi, którzy niestrudzenie czynią pokój.

Święty Janie Pawle II,

Pomóż nam utkwić wzrok w Maryi,

powtarzając z Tobą: „Jestem cały twój, o Maryjo!”.

Maryja uczy nas wierności Jezusowi,

Wychowuje nas do odważnego “tak”

i ożywia w naszym sercu cudowne

słowa swojego Magnificat.

Amen.

Angelo kardynał Comastri

Wikariusz Generalny Jego Świątobliwości dla Państwa Watykańskiego

Arcypreziter Papieskiej Bazyliki św. Piotra

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję