Zwykle spotykam ludzi, którzy mają dokładnie odwrotny problem i trzeba ich namawiać, żeby przynajmniej w okresie świątecznym wyspowiadali się i przyjęli Komunię św. Dobrze jest nosić w sobie pragnienie tak częstego przystępowania do Komunii św. Przypomnę jednak tę znaną pewnie zasadę, że możemy tylko dwa razy przystąpić do Komunii św. w ciągu dnia.
Reklama
Ważne jest, że ten drugi raz musi być związany z uczestnictwem w całej Mszy św. Oczywiście, jest to troska Kościoła o to, aby ludzie nie kolekcjonowali ilości przyjętych Komunii św., co mogłoby być przyczyną wielu nadużyć.
Podziel się cytatem
W kościele, w którym kiedyś pracowałem, na każdej Mszy św. do Komunii św. przystępował mężczyzna, który żebrał przed świątynią. Okazało się, że przyjęcie Komunii św. było dla niego okazją, aby zaprezentować się ludziom obecnym w kościele i jego potencjalnym darczyńcom.
Pewnie niezdrowe byłoby latanie od kościoła do kościoła, aby jak najczęściej przystąpić do Komunii św. Są to jednak argumenty bardzo zewnętrzne.
Przekonał mnie natomiast bardzo prościutki argument. Byłem świadkiem, jak podobne pytanie postawiła jednemu księdzu bardzo rozmodlona członkini jakiejś wspólnoty charyzmatycznej. „Dlaczego nie możemy przyjmować częściej Pana Jezusa niż dwa razy?” - zapytała kapłana. „A sądzi Pani - odpowiedział ksiądz - że jedna Komunia św. jest niepełna i nie wystarczy?” Przecież nawet jeśli kapłan podczas jednej Mszy św. poda nam kilka konsekrowanych hostii - to i tak przyjmujemy jednego Jezusa w całej Jego pełni.
Reklama
Jedna czy pięć Komunii św. to przecież jeden i ten sam Chrystus, z tą samą mocą uzdrawiania nas i umacniania. Wiemy przecież dobrze, że w każdej nawet najmniejszej cząstce Eucharystii jest cały Jezus, z całą swoją mocą.
Podziel się cytatem
Korzystajmy więc chętnie z przywileju dwukrotnego przystępowania do Komunii św., a zachowując wielką roztropność, pamiętajmy, że Jezus obecny w jednej Komunii ma tyle samo mocy i jest cały i prawdziwy, co w kilku Komuniach św. Nie bójmy się też, kiedy już zdarzy się taka okazja, przystąpić drugi raz do Komunii św., pamiętając jednak, że ten drugi raz ma być zawsze w czasie pełnej Mszy św.
Przy tej okazji warto też przypomnieć o tzw. poście eucharystycznym. Starsi pamiętają, jak przed laty trzeba było być na czczo, aby pójść do Komunii św. Dziś obowiązuje nas godzinny post, czyli powstrzymanie się od pokarmów na godzinę przed przystąpieniem do Komunii św. To też jedna z ważniejszych praktyk przygotowująca naszą duszę i nasze ciało do przyjęcia żywego Chrystusa.
Jeśli pamiętasz teksty ewangeliczne o pierwszej Mszy św. w wieczerniku, to połowa tego opisu dotyczy przygotowania Paschy. Jezus chce nas pouczyć, że owocność przyjmowanej Komunii św. może też zależeć od naszego przygotowania się do Mszy św. Również wspomniany post jest elementem tego przygotowania się. Nie można więc mówić o reglamentacji Pana Jezusa, bo bez względu na to, ile razy Go przyjmiemy w ciągu jednego dnia, przyjmujemy Go zawsze w całym Jego Bóstwie i mocy.
Papież Franciszek odprawił w bazylice św. Piotra Mszę św. za zmarłych w ciągu minionego roku kardynałów i biskupów. W okresie od 26 października 2014 do 26 października 2015 r. zmarło ich na całym świecie 112, w tym 12 kardynałów, 1 patriarcha oraz 99 arcybiskupów i biskupów.
W homilii papież podkreślił, że ich powołaniem była służba. - O to nas prosi Pan, który jak sługa umył stopy swym najbliższym uczniom, abyśmy także my robili to, co On zrobił. Bóg nam usłużył jako pierwszy. Sługa Chrystusa, który przyszedł, aby służyć, a nie aby Mu służono, może być jedynie pasterzem gotowym oddać życie za swe owce. Kto służy i daje, wydaje się przegranym w oczach świata. W rzeczywistości zaś właśnie tracąc życie, znajduje je. Albowiem życie, które zapomina o sobie, zatracając się w miłości, naśladuje Chrystusa: zwycięża śmierć i daje życie światu. Kto służy, zbawia. I na odwrót: kto nie żyje, aby służyć, nie służy życiu - stwierdził Franciszek.
Jezus dotyka nas swoim Ciałem i Krwią, kiedy przychodzi do nas w Komunii. Dotyka nas w sakramencie pojednania czy sakramencie chorych. Dotyka nas w sakramencie bierzmowania i przekazuje nam Ducha Świętego.
1. Wieczorem w dniu zmartwychwstania. Wiemy, że w godzinie pojmania Jezusa w Getsemani wszyscy uczniowie uciekli w popłochu: obawiali się udziału w procesie, który miał doprowadzić Jezusa do potępienia i śmierci. Według czwartej Ewangelii tylko Piotr i inny uczeń próbowali zobaczyć, co się dzieje, idąc za Jezusem aż na dziedziniec domu arcykapłana (por. J 18, 15), ale potem Piotr, przestraszony rozpoznaniem go przez służącą, również odszedł (por. J 18, 16–18, 25–27). Tak więc ci, którzy zostawili wszystko, aby pójść za Jezusem (por. Mk 1, 18.20), oto porzucili Go i uciekli (por. Mk 14, 50). Dlaczego? Z powodu strachu! Strach jest wielką siłą: kiedy bierze człowieka w posiadanie, czy ni go tchórzem, ponieważ odbiera mu wszelką możliwość oporu, odbiera mu poczucie odpowiedzialności. Jest to brak odpowiedzialności za wiarę, za miłość, za nadzieję. Raptem wszystko to, co ważne, zdaje się okryte ciemnością nocy. Kto się lęka, nie widzi światła nadziei. Żyje w nocy. Dlatego Jezus Zmartwychwstały przychodzi „wieczorem”. Nie zwleka z przyjściem. Przychodzi do uczniów od razu, w tym samym dniu, w którym zmartwychwstał. Nie chce, aby Apostołowie trwali długo w ciemności lęku. Chce pokonać ich lęk przed życiem i przyszłością. Strach osłabił ich wiarę. Sprawił, że zapomnieli o prawdziwej miłości do Jezusa, zaciemnił ich nadzieję. Kiedy zabrakło Jezusa, zaczęli bać się świata, dlatego zamknęli się przed nim, przed światem, z obawy o to, co może ich spotkać. Drzwi były zamknięte z obawy. Sądzili, że wystarczy za mknąć drzwi i wszystko się odmieni. Uważali, że wystarczy zamknąć oczy, a świat stanie się inny, mniej brutalny. To czyste złudzenie. To, że coś ignoruję, że o czymś nie wiem, czegoś wiedzieć nie chcę, nie oznacza bynajmniej, że to coś nie istnieje. Nie można żyć „w zamknięciu” i sądzić, że wszystko będzie dobrze. Trzeba koniecznie podjąć odpowiednie działa nie, aby zwalczyć zło i promować dobro. To misja wierzące go. Apostołowie zamknęli się, bo chcieli przeczekać trudne chwile, aby bezpiecznie wrócić do Galilei, do swoich domów. Jest trzeci dzień po śmierci Jezusa i jest już prawie wieczór.
Lider opozycyjnej partii Tisza Peter Magyar poinformował w niedzielę wieczorem na Facebooku, że premier Węgier Viktor Orban złożył mu gratulacje z okazji zwycięstwa w wyborach parlamentarnych.
- Przed chwilą premier Viktor Orban zadzwonił i pogratulował nam zwycięstwa – napisał Magyar niedługo po godz. 21, kiedy Narodowe Biuro Wyborcze (NVI) ogłosiło częściowe wyniki po przeliczeniu ponad 53 proc. głosów.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.