Reklama

Sprzedał się ludziom

Niedziela częstochowska 42/2002

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

To było w marcu 1997 r. Młodzież archidiecezji częstochowskiej miała swoje kolejne spotkanie przed Niedzielą Palmową. Zjazd młodych miał przypomnieć wszystkim wspólnotom o obowiązku troski o ludzi ubogich i cierpiących. Ktoś rzucił ryzykowną propozycję, aby jednym z gości spotkania był Marek Kotański. Wtedy to było jeszcze pewnego rodzaju ryzyko. Marek kojarzył się ludziom z Monarem i narkomanami, ale też z akcją rozdawania prezerwatyw i społecznego mycia miejskich szaletów. Gdzieniegdzie mówiono już o jakiejś zmianie w jego życiu, ale fatalne pomyłki trudno było jeszcze zapomnieć. Młodzi jednak podjęli to ryzyko. Ważniejsze było przecież świadectwo człowieka, który swoje życie oddał drugim. Marek bardzo chętnie przyjechał do Częstochowy. W auli przy archikatedrze mówił młodym o trudnych początkach swojej pracy z narkomanami. W dyskusji na pierwszy ogień poszło pytanie o te nieszczęsne prezerwatywy. To był jakby warunek dalszego słuchania gościa ze stolicy. "Nie ukrywam, że to był jakiś etap mojego dojrzewania do odkrycia sensu czystości - mówił ze spokojem. - Wtedy mi się wydawało, że to jest jakieś rozwiązanie wobec szerzącego się wirusa AIDS. Dziś wiem, że to fatalna pomyłka. Wiem, że nie mogę młodym ludziom mówić, że mogą przełazić przez ruchliwą autostradę i być może nie potrąci ich samochód. Zobaczyłem, że to nie jest rozwiązanie problemu. Zobaczyłem, że jest jeszcze wyjście stuprocentowo pewne i bezpieczne, że jest taka kładka nad autostradą - to znaczy czystość". Potem była przepiękna rozmowa z młodymi o czystości. Pomyłki i poszukiwania Marka w tej sprawie okazały się jakby biletem do zaufania. "Ten gość doświadczył już niejednego i na wielu rzeczach się przejechał więc, pewnie rozumie to lepiej niż inni" - powtarzali młodzi. Marek chwalił się jeszcze wieloma pomysłami na niesienie pomocy bliźnim. Właśnie był na etapie tworzenia firmowej piekarni, gdzie miały być wypiekane bułeczki i pierożki o nazwie "kotanki". Trochę to może wyglądało na autoreklamę, ale tak naprawdę on wszystko, co potrafił i co mógł z siebie dać, chciał sprzedać innym.
Ostatnie dwie wizyty Kotańskiego na spotkaniu z katolicką młodzieżą Częstochowy miały miejsce w roku szkolnym 2001/2002. W listopadzie 2001 r. zaprosili go studenci z duszpasterstwa na Akademicki Tydzień Kultury Chrześcijańskiej. Marek przyjechał całkowicie zapalony do tworzenia "Ruchu Czystych Serc". Dostało się wtedy mocno młodym rzymskim katolikom. Kotański z nikim się nie cackał. Zdecydowanym głosem wygarnął studentom, że to oni są winni, że tylu młodych ludzi ginie od narkotyków, rozpusty, pijaństwa i agresji. "Siedzicie sobie w tym kościelnym ciepełku, gracie na gitarkach, wznosicie ręce w górę i macie w nosie tych, których zagarnia dla siebie brudny świat!" - ganił ich twardo. Namawiał też do tworzenia ruchu młodych czystych serc. - "Tu nie chodzi tylko o seks - powtarzał. - Tu chodzi o walkę z cwaniactwem, chamstwem i innym brudem". Był w tym bardzo konsekwentny. Napadł nawet trochę na duszpasterza i prezesa Katolickiego Związku Akademickiego: "Ja mogę tu zostać z wami do jutra. Pójdziemy do prezydenta miasta i nie wyjdziemy od niego, dopóki nie da nam jakiejś starej rudery do wyremontowania, żeby tam mogli spotykać się ludzie czystych serc! Ja was sprawdzę za kilka miesięcy, czy są już u was ludzie, którzy nie boją się walczyć o czystość serca".
Kotański był w Częstochowie jeszcze w maju na Ogólnopolskiej Pielgrzymce Akademickiej. Nie widziałem go wtedy w akcji podczas spotkania młodych. Przywitałem jak dobrego znajomego w recepcji i poprowadziłem na Mszę św. na Szczyt Jasnogórski. "Wie Ksiądz - tłumaczył mi w drodze - zarzucali mi, że w centrum Markotu postawiłem pomnik Jezusowi. Pewnie za te pieniądze postawiłbym barak dla bezdomnych, a ja wydałem to na pomnik. Nie umiem sobie wyobrazić, żeby mogło być inaczej. Im dłużej pracuję z bezdomnymi, tym bardziej czuję się bezradny. W takich chwilach wiem, że zostaje tylko Jezus". Usiadł gdzieś daleko od sektora dla VIP-ów i w ciszy słuchał Mszy św. I takim go zapamiętam z jego pobytów w Częstochowie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nigdy nie brakuje miejsca przy Chrystusie. Brakuje jedynie chętnych

2026-06-02 11:15

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pexels.com

Bóg niczego od nas nie oczekuje, ale jedynie tego, by pójść za Nim! Nie ważne są dla Niego nasze słabości czy grzechy, nasze zdrady czy potknięcia, nasze wcześniejsze kłamstwa czy niedotrzymane obietnice. Kiedy pójdę za Nim, On będzie umiał mnie uleczyć. Jest wszak boskim Lekarzem dusz ludzkich.

Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?» On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».
CZYTAJ DALEJ

Jezus został wydany z powodu naszych grzechów i wskrzeszony dla naszego usprawiedliwienia

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Ozeasz przemawia w VIII wieku przed Chrystusem w Królestwie Północnym. W kraju narasta chwiejność polityczna i religijna. Kult Pana miesza się z obyczajem kananejskim. W takim czasie pojawia się wezwanie: „Poznajmy Pana”. Hebrajskie daʿat nie oznacza samej wiedzy. Mówi o więzi wiernej, o poznaniu, które przenika życie. Czasownik rādap, „dążyć”, należy do języka pościgu. Prorok wzywa więc do szukania Boga z wytrwałością, która nie ustaje po pierwszym zapale. Obrazy zorzy i deszczu mówią o Bożej wierności. Bóg przychodzi jak dar potrzebny ziemi.
CZYTAJ DALEJ

Papież do młodych Hiszpanów: ideologie przemijają, a prawda trwa

2026-06-07 08:17

[ TEMATY ]

młodzi

podróż apostolska

Leon XIV w Hiszpanii

Vatican Media

Wobec materialnej i duchowej biedy naszych czasów bądźcie misjonarzami Ewangelii – prosił Papież hiszpańską młodzież. W pierwszym dniu wizyty w Hiszpanii Leon XIV modlił się z młodymi na adoracji oraz odpowiadał na ich pytania. Nade wszystko zaś zachęcał nowe pokolenia Hiszpanów, by swe pytania i rozterki powierzali samemu Bogu. Bądźcie pewni, że On dobrze zna wasz głos i wam odpowie – zapewniał Ojciec Święty. Na spotkanie z Papieżem przybyło 600 tys. osób.

Młodzi pytali Papieża o ulubionych świętych. Obok Augustyna Leon XIV wymienił Jana Chryzostoma, Tomasza z Villanuevy oraz Turybiusza z Mogrovejo. Przypomniał, że ze względu na swą elokwencję św. Jan został nazwany Złotoustym. Swym talentem służył jako kapłan i biskup. Papież poprosił przy tej okazji młodych, by nie obawiali się rozważyć, czy nie zostali powołani kapłaństwa, życia zakonnego czy innych posług w Kościele. Leon XIV przyznał, że szczególne wrażenie wywarły na nim katechezy Jana Chryzostoma, a także odwaga, z jaką występował przed cesarzem.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję