Reklama

Zdrowie: nowe otwarcie?

Gdy minister zdrowia Ewa Kopacz awansowała na marszałka Sejmu, Polacy przecierali oczy ze zdumienia. To wielka nagroda. Czy słuszna dla kiepskiego ministra? Wywołująca trwogę u pacjentów awantura o recepty między resortem zdrowia, NFZ a lekarzami to niejedyna niedoróbka przepychanych przez Sejm i kontestowanych ustaw

Niedziela Ogólnopolska 51/2011, str. 30-31

Dominik Różański/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Być może w ocenie Donalda Tuska jako przewodniczącego PO Kopacz jest wybitnym politykiem. Jednak jako premier rządu powinien oceniać ministrów minionej kadencji nie według kryteriów partyjnych, lecz po tym, co zrobili dla Polaków. Awansowanie na drugą, po prezydencie RP, osobę w państwie minister, która obok Katarzyny Hall zdobywała jako członek rządu najgorsze oceny społeczne, a po czteroletniej kadencji zostawiła w resorcie zdrowia - jak twierdzi opozycja - ogromny bałagan, uwłacza standardom przyzwoitości. Świadczy też o lekceważeniu obywateli, bo trudno zrozumieć, jakimi kryteriami Tusk się kieruje, skoro minister Hall „odstrzelił”.
Kopacz nazywana jest w PO fighterką. Zabłysnęła, tocząc z sejmowej mównicy ostrą walkę z prof. Zbigniewem Religą o model systemu opieki zdrowotnej. Ale czy zaproponowała lepszy? Jeden z dziennikarzy określił, że zarówno ona, jak i PO są „zafiksowani na spółki”, które miały być panaceum na problemy ochrony zdrowia. Jak dotąd - nie są.

Pod lupą ekspertów

Reklama

71 szpitali zostało przekształconych przez samorządy powiatowe w spółki prawa handlowego. Związek Powiatów Polskich wziął pod lupę rezultaty finansowe ponad połowy z tych placówek i okazało się, że co trzecia ma finansowe kłopoty. Sześć - spore, a dług jednego ze szpitali na koniec ubiegłego roku urósł do 6 mln zł! Nie wszędzie przeprowadzono prawidłowo proces restrukturyzacji, ale ilu ludzi można jeszcze z pracy zwolnić, by jednocześnie pacjentowi zapewnić bezpieczeństwo? Zarządzający szpitalami narzekają, że stawki za leczenie przez trzy lata nawet nie drgnęły, podczas gdy koszty utrzymania placówek i podatki urosły.
- Można to potwierdzić, skoro wycenę niektórych procedur szpitalnych podniesiono o 50 groszy, a stomatologii o parę groszy ujęto - komentuje jeden z pracowników Narodowego Funduszu Zdrowia. Powszechne jest narzekanie na niedofinansowanie procedur medycznych i dopuszczenie do kuriozalnej sytuacji, że niektóre przypadki opłaca się leczyć, a niektóre - nie, bo spółka ma przynosić zysk. Tymczasem szpitale publiczne nie mogą kręcić nosem, muszą utrzymywać w gotowości oddziały intensywnej terapii czy szpitalne oddziały ratunkowe, podczas gdy spółki wcale tego robić nie muszą. Ale i tak w tej niekorzystnej dla osiągania zysków sytuacji tylko połowa spośród 585 szpitali, działających jako SPZOZ-y, generuje straty, a połowa po restrukturyzacji sobie radzi. I to mimo że dotąd nie udało się decydentom dostosować wyceny procedur medycznych do poziomu i stopnia trudności udzielanych świadczeń. Chociaż jest oczywiste, że bardziej skomplikowane schorzenie wymaga bardziej specjalistycznego leczenia i aparatury oraz lepiej wykształconej kadry medyków.
Nie przekonują zatem argumenty Kopacz, że funkcjonowanie szpitali jako placówek publicznych to formuła, która się przeżyła i nie zapewnia wystarczającego nadzoru właścicieli, bo rzeczywistość temu zaprzecza. Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich uważa, że w Polsce wokół szpitali narosło wiele mitów. - Wśród nich jest ten, że wystarczy przekształcić szpital w spółkę, by zaczął on dobrze funkcjonować. To nieprawda - przekonuje Wójcik.
Choć po przekształceniu w spółkę zadłużony szpital może liczyć na umorzenie przez państwo zobowiązań podatkowych i długów wobec ZUS, i tak największe wierzytelności ma obowiązek spłacić, a jeśli nie da rady, ten dług musi wziąć na swoje barki samorząd. - Wygląda więc na to, że bez żadnych skrupułów rządząca koalicja PO-PSL zepchnęła problemy ochrony zdrowia na jednostki samorządu terytorialnego i na samych pacjentów, bo przecież ani słowem nie wspomina się już o wzroście finansowania, co deklarował osobiście premier Tusk na tzw. białym szczycie w 2008 r. - komentuje europoseł Zbigniew Kuźmiuk.
Nadal problemem są więc długi szpitali, które sięgają prawie 10 mld zł. Było też do przewidzenia, że przy tej mizerii finansowania nie uda się także zlikwidować kolejek do specjalistów. Z informacji NFZ wynika, że np. na endoprotezoplastykę stawu kolanowego trzeba czekać 217 dni, a w przypadkach stabilnych nawet 433 dni. Jeśli chodzi o endoprotezy stawu biodrowego czas oczekiwania wynosi 187 dni i 365 dni. Na usunięcie zaćmy czekamy przeciętnie 126 i 351 dni. Pacjenci wystraszeni kolejkami, dodatkowo wykładają 15 mld zł na prywatne leczenie i drugie tyle na leki, za które przychodzi im płacić najwięcej w Europie. Z „Diagnozy społecznej 2011” wynika, że już prawie połowa gospodarstw domowych w Polsce (48,11 proc.) ponosi - poza składką - jakieś wydatki na usługi zdrowotne z własnej kieszeni.
Dotyczy to głównie świadczeń ambulatoryjnych, bo jednak faktem jest, że prywatne szpitale świecą pustkami, a ogromne inwestycje w prywatne szpitalnictwo okazały się chybionym interesem. Na prywatne leczenie w szpitalach stać w Polsce tylko wąską grupę. Cóż, nawet zamożni pacjenci decydują się na prywatne wykonanie operacji tylko wtedy, gdy kolejka w szpitalach publicznych jest gigantyczna.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Pacjent - zakładnikiem

Aż dziw, że ów biały szczyt, który w istocie był szczytem PO-skiej propagandy, nie położył się cieniem na karierze Ewy Kopacz, bowiem jako szefowa resortu firmowała go wraz z premierem. Jej słynna zapowiedź, że nie odbierze pacjentom nawet złotówki, zanim nie uszczelni systemu, przeszła do legendy. Przez cztery lata kierując ministerstwem, systemu nie uszczelniła, nie wprowadziła dokumentu ubezpieczenia w formie elektronicznej karty, będącego narzędziem kontroli wydawania środków na leczenie. - Wydajemy z Unii pieniądze na informatyzację ustroju zdrowia - zapewniała Kopacz na sejmowej Komisji Zdrowia. - Ten kawałek plastiku musi mieć wiedzę o przebiegu choroby, leczenia. Cała przygotowana przez nas ustawa pozwoli wprowadzić e-receptę, e-zaświadczenie lekarskie, e-zwolnienie lekarskie. Uważam, że to jest krok naprzód - podkreśliła. Jednak Najwyższa Izba Kontroli wykazuje miliony utopione w e-zdrowiu, udowadnia, że z systemu wciąż cieknie i mała jest szansa, by za trzy lata cała służba zdrowia była w sieci. Istnieje też zagrożenie, że unijne pieniądze pozyskane na informatyzację trzeba będzie zwracać.
W dodatku mamy teraz sytuację, która z pacjentów czyni zakładników. Dopuszczono do niej, lekceważąc sygnalizowane od miesięcy przez medyków niewygodne dla nich zapisy w ustawie refundacyjnej. Straszenie chorych, że od nowego roku realizując receptę, będą musieli wykładać pieniądze w wysokości pełnego kosztu leku, chociaż mają prawo do częściowej refundacji, narusza prawa pacjenta. Wszystko dlatego, że nowa ustawa nakłada na lekarza obowiązek dokładnego sprawdzenia, czy pacjenci są ubezpieczeni. Jeśli przedstawią „lewy” dokument, może się zdarzyć, że karę zwrotu nienależnej refundacji, nawet 800 tys. zł, zapłaci lekarz - alarmują medycy.
Dlatego się buntują, przekonują, że są od leczenia, a nie od weryfikacji uprawnień. Ich zdaniem, takim sprawdzeniem powinien się zająć Narodowy Fundusz Zdrowia i do NFZ zamierzają odsyłać pacjentów, by domagali się zwrotu części poniesionych na leki kosztów. Czym to grozi? I tak wielu chorych odchodzi od okienek w aptekach, bo nie stać ich na wykupienie częściowo refundowanych lekarstw. A co dopiero pełnopłatnych! O tych zagrożeniach, kiedy resortem zdrowia kierowała jeszcze Ewa Kopacz, przestrzegał publicznie zarówno Bolesław Piecha z PiS-u, jak i Marek Balicki, wówczas poseł SLD. Ale ani Kopacz, ani premier nie brali pod uwagę merytorycznych uwag opozycji.
Dziwne to wszystko, bo przecież art. 68 Konstytucji RP mówi o tym, że każdy obywatel naszego kraju ma prawo do opieki zdrowotnej, a leki stanowią przecież część tego systemu.

Arłukowicz ma naprawić

Nowy minister zdrowia, lekarz pediatra i dziecięcy onkolog ze Szczecina, obejmując urząd po Ewie Kopacz, oznajmił: - Mam poczucie wyzwania, bo służba zdrowia to bardzo trudny resort. Ale ja jestem lekarzem i znam służbę zdrowia zarówno z praktyki, jak też z samorządu i parlamentu - powiedział Bartosz Arłukowicz. W gmachu na Wiejskiej spekuluje się, co po Kopacz poprawi, co będzie kontynuował, a jakim rozwiązaniom się sprzeciwi. Już opowiedział się za refundowaniem procedury in vitro. Ale w Sejmie zasłynął z krytykowania minister Kopacz i białego szczytu.
- Po trzech miesiącach marszu na biały szczyt okazało się, że jego uczestnicy weszli na łysą górę - ironizował. Pytał też z trybuny sejmowej posłów PO: - Czy przez legalizację udzielania płatnych świadczeń nie doprowadzicie, państwo, do tego, że w każdym skomercjalizowanym szpitalu będą działały tak naprawdę dwa szpitale: dla biednych i dla bogatych? Czy nie będzie tak, że pokój jednoosobowy będą mieli tylko ci, którzy zwyczajnie za to zapłacą? I czy w dalszej perspektywie nie powstaną odrębne oddziały, w których w komfortowych warunkach będą przeprowadzane zabiegi nierefundowane, a ten szpital dla szaraków działający na zasadzie refundacji będzie tylko zwykłym alibi?
Warto przypomnieć, że podobne zastrzeżenia do ustawy zdrowotnej przedstawionej przez Kopacz zgłosił prezydent Lech Kaczyński. Arłukowicz zarzucał też rządowi Tuska, że proponuje szpitalom rozwiązanie: „dług zostaje, zmienia się dłużnik”. I oddaje odpowiedzialność państwa za służbę zdrowia w Polsce samorządom, które w obecnej sytuacji finansowej nie będą mogły sobie poradzić.
Według Arłukowicza, problemem polskiej służby zdrowia był utrudniony dostęp do lekarzy oraz długie kolejki do szpitali. Zgłaszał postulat dofinansowania ochrony zdrowia, zmian struktury organizacyjnej, wprowadzenia rozwiązań, które zapewnią, że szpitale nie zostaną sprywatyzowane i pozostaną publiczne.
Czy punkt widzenia Arłukowicza będzie teraz zależał od miejsca siedzenia? Zobaczymy. Poseł PO Beata Libera-Małecka z sejmowej Komisji Zdrowia twierdzi, że Arłukowicz, obejmując stanowisko w rządzie Tuska, będzie musiał realizować program PO. Czy po odejściu Ewy Kopacz z resortu ten program się zmieni?
Maria Ochman, przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”, jest zaniepokojona brakiem problematyki ochrony zdrowia w exposé premiera, uważa to za ucieczkę od rzeczywistości. Mijając Arłukowicza na sejmowych korytarzach, jego dawni partyjni koledzy z SLD podśpiewują „Krakowiaka Kościuszki”: „Bartoszu! Bartoszu! Oj, nie traćwa nadziei”.
Ważne jednak, by nadzieję mieli również pacjenci. Bez nich przecież cały system ochrony zdrowia nie ma sensu.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Mesjasz nie omija cierpienia, lecz przez nie wchodzi do chwały

2026-03-21 09:25

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Uzdrowienie chromego dokonuje się przy wejściu do świątyni, o godzinie dziewiątej. To pora popołudniowej modlitwy i ofiary. Dzieje Apostolskie wracają do miejsca, którym kończy się Ewangelia Łukasza. Tym miejscem jest świątynia. Łukasz pokazuje ciągłość. Apostołowie nie odrzucają modlitwy Izraela. Wnoszą w nią imię Jezusa. Chromy jest taki „od urodzenia”. Łukasz podkreśla, jak głęboka i trwała jest jego niemoc. Człowiek ten bywa noszony i sadzany przy bramie zwanej Piękną. To miejsce dobre dla proszących. Pielgrzymi dawali tam jałmużnę jako czyn pobożny. Samo słowo „jałmużna” ma w tle także miłosierdzie. Ten człowiek widzi tych, którzy wchodzą. Sam jednak pozostaje na progu. Jest blisko miejsca modlitwy, a równocześnie poza nim.
CZYTAJ DALEJ

Policja podała prawdopodobną przyczynę pożaru krzyża w Warszawie

2026-04-04 11:18

PAP

Spalony krzyż

Spalony krzyż

Prawdopodobną przyczyną pożaru krzyża w warszawskiej parafii Św. Maksymiliana Kolbego było zaprószenie ognia od zniczy - poinformował PAP asp. Kamil Sobótka z Komendy Stołecznej Policji. Podkreślił, że na ten moment policja wyklucza udział osób trzecich.

Podziel się cytatem - powiedział Sobótka PAP.
CZYTAJ DALEJ

Z roku na rok coraz więcej. Nocne pielgrzymki podbijają Francję

2026-04-08 08:27

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Lourdes

Francja

Vatican Media

Francuzi odkrywają urok nocnych pielgrzymek. W większości są to nowe inicjatywy, podjęte w odpowiedzi na wzmożone zainteresowanie wiarą i problemy współczesnego człowieka. „Chcieliśmy pomóc ludziom znajdującym się na obrzeżach Kościoła, aby mogli odkryć Jezusa” – mówi Louis-Marie jeden z organizatorów nocnego marszu do Ars.

O odrodzeniu nocnych pielgrzymek we Francji informuje tygodnik Famille Chrétienne. Szczegółowo opisuje sukces marszu do sanktuarium św. Jana Marii Vianneya w Ars. To 30 km trudnej wędrówki przez skaliste zbocza Mont Thou, na północny zachód od Lyonu. Dwa lata temu w pielgrzymce wzięło udział 300 osób. W tym roku było ich już 1800. Wyruszali z czterech różnych miejsc. Wśród pątników znalazł się również prymas Galii, wielki propagator pieszego pielgrzymowania: „Z roku na rok jest was coraz więcej. Głębokim sensem naszego istnienia jest bowiem wędrówka ku Bogu. Wspieramy się nawzajem, a towarzyszy nam Duch Święty” – mówił arcybiskup Lyonu Oliver de Germay.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję